Polański: Zuchwałe, seksowne i na wskroś ludzkie

Wykładowcy łódzkiej filmówki uważali, że studenci pierwszego roku nie mają o fotografii pojęcia. Frustrowało to młodego Romana Polańskiego, który pasjonował się nią już od czternastego roku życia.

Nie musiał się jednak martwić, że z powodu braku wiedzy na ten temat zostanie skreślony z listy studentów tak jak jeden z jego kolegów. Polański przygotował pod koniec roku akademickiego kilka zdjęć: martwej natury z aktami w tle, bawiących się dzieci i scen z zamglonych krakowskich uliczek. Chociaż w późniejszych latach skupił się przede wszystkim na reżyserii, kręcąc arcydzieła takie jak „Wstręt”, „Dziecko Rosemary” czy „Chinatown”, fotografia wciąż pozostała dla niego czymś ważnym. Kiedy francuska redakcja czasopisma „Vogue” zaproponowała mu, by przygotował świąteczne wydanie tego pisma w związku z Bożym Narodzeniem, potraktował to „frywolne” zamówienie jako zaszczyt nie do odrzucenia. Zwłaszcza że wcześniej tego zaszczytu dostąpili między innymi Salvador Dali, Marlena Dietrich, Federico Fellini czy Alfred Hitchcock.

Polski filmowiec podkreślił w swojej auto-biografii, że „Vogue” funkcjonowało na sposób „szalenie francuski”. Miał na myśli kompletny brak organizacji. „Ktokolwiek odwiedził ciasną, zagraconą redakcję na lewym brzegu Sekwany, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że opublikowanie choćby jedne-go numeru zakrawało na cud” – napisał reżyser „Pianisty”. Mimo to wielu fotografów i sporo modelek szczyciło się współpracą z pismem, pracując dla niego za półdarmo. Koszty utrzymania magazynu były bardzo wysokie i Polański doskonale o tym wiedział. Z drugiej strony, zaczął kursować na koszt redakcji między Monachium a Paryżem. „Powierzono mi opiekę nad tekstami, ilustracjami i szatą graficzną numeru” – wspomina. „Miałem również zrobić wyrafinowany fotoreportaż w egzotycznej scenerii, eksponujący kosztowne drobiazgi reklamowane w piśmie” – dodał.

Zdecydował się na miejsce: „Seszele” i temat: „Piraci”. Na modelkę wybrał nieznaną wówczas Nastassję Kinski. Właśnie na Seszelach komik Harry Benson zaproponował, że sfotografuje Polańskiego zakopa- nego po szyję w piasku. Wydawało się, że to świetny pomysł na okładkę. Polański pozwolił się zakopać w zapełnionym wodą dole. W czasie sesji fale grzmociły w wystającą znad piasku głowę reżysera. Kiedy chciał wyjść i odkopano jego tors, talię i biodro, uświadomił sobie, że sprawia mu to problem. „Fala wraz z przypływem uwalniała mnie na moment, ale jak tylko cofała się, piasek wsysał mnie i trzymał nogi niczym ośmiornica. Co za idiotyczna śmierć – pomyślałem” – wspomina reżyser. Początkowo jego towarzysze myśleli, że się zgrywa, a kiedy uświadomili sobie, że jednak nie, cudem zdołali go uratować. Jak na ironię, to zdjęcie ostatecznie nie ukazało się w świątecznym wydaniu „Vogue”. W ostatniej chwili postanowiono, że lepsza będzie granatowa lakierowa okładka z samym logotypem i bez fotografii autorstwa Polańskiego.

O fotografie Polaka zabiegały francuskie pisma „Photo” i „Zoom”, a on miał pomysł na sesję z udziałem dziewczyn, które pokazałby jako zuchwałe, seksowne i na wskroś ludzkie. Samanthę, którą w książce „Roman” nazywa Sandrą, poznał przypadkiem. Zaintrygowała go, więc zaproponował jej sesję. „Robiłem jej zdjęcia podczas przebierania i bez bluzki, a potem poprosiłem, żeby odpięła o parę centymetrów zamek błyskawiczny w dżinsach i zatknęła kciuk na pasek. Pozowała z pewnością zawodowej modelki. Motocykliści zbili się w gromadę w odległości dwudziestu paru metrów i gapili się na nią (…). Weszliśmy jeszcze na wzgórze i pozowała topless (…).

Dziewczyna, z początku nieco sztywna, spięta, rozluźniała się jednak wraz z upływem czasu. Uświadomiłem sobie, że półprowokacyjne pozy i trochę lalkowate oczy są w jej przekonaniu atrybutami modelki pragnącej podkreślić swój seksapil” – napisał Polański. Samantha Geimer, która utrzymuje, że w wieku trzynastu została przez niego zgwałcona, po latach milczenia postanowiła opublikować książkę „A Life in the Shadow of Roman Polanski”. Na jej okładce znajduje się zdjęcie domniemanej ofiary, zrobione w 1977 roku przez polskiego filmowca, którego zgubiły dwie wielkie pasje – do kobiet i fotografowania. Gdzie leży prawda? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.

Informacje czerpałem z autobiograficznej książki Romana Polańskiego zatytułowanej „Roman” (Wydawnictwo Polonia, Warszawa, 1989, autoryzowanego przekładu dokonali Kalina i Piotr Szymanowscy).

Tekst: Michał Hernes

Komentarze
Polański: Zuchwałe, seksowne i na wskroś ludzkie
Oceń artykuł