Rozmawiamy z Ramim Malkiem i Christianem Slaterem z “Mr. Robot”!

Chłopak w ciemnej bluzie z kapturem

Serial „Mr. Robot” uznanie fanów zdobył od razu po premierze. Historia aspołecznego hakera wbrew pozorom okazała się uniwersalna, dlatego też na 2017 rok zaplanowano już trzeci sezon produkcji. Udało nam się porozmawiać z odtwórcami głównych ról: Christianem Slaterem i Ramim Malkiem, którzy opowiadają o galopującym konsumpcjonizmie i pół żartem, pół serio wieszczą koniec świata.

Rami, czym zaskoczył Cię drugi sezon Mr. Robot?

Rami Malek: Szczerze mówiąc, po przeczytaniu scenariusza pierwszego odcinka sam nie za bardzo miałem pojęcie, co o nim myśleć, ale z pewnością wszystko to, co spodobało ci się przed rokiem nadal jest tam obecne. Opowieść skupia się na Elliocie, który realizuje plan ratowania świata. Patrzymy na wszystko z jego perspektywy. Jednak w drugim sezonie jesteśmy świadkami konsekwencji, jakie niosło ze sobą wykonanie tego planu. Myślę, że to fajny początek.

Nie jesteście tak do końca dobrymi gośćmi, a jednak ludzie fsociety Wam kibicują.

R.M.: Fakt, nie jesteśmy, ale o to chodzi. Jak każdy człowiek, członkowie fsociety także popełniają błędy, są tylko ludźmi i muszą radzić sobie z takimi rzeczami, jak chociażby poczucie winy. Elliot ma krew na rękach. Kiedy myślisz o bohaterach, myślisz o kimś pozbawionym wad, kto jest moralnie czysty. Cóż, on zdecydowanie nie jest. Owszem, posiada mocny kręgosłup moralny, lecz nie jest chodzącym ideałem. Próbuje dostosować się do zwyczajnego życia i robi sobie nadzieję, że uda mu się zmienić otaczający go świat. Chyba każdy, kto stawia sobie podobny cel, prędzej czy później będzie musiał zmierzyć się z trudnymi do pokonania przeszkodami.

Jakie trudności wobec tego wyrastają przed fsociety?

R.M.: Praktycznie wszyscy oni czują się wyalienowani, wyobcowani. Nie sprawują żadnej kontroli nad sytuacją, w której się znaleźli, może nawet i nie panują nad swoim życiem. Poza tym sam serial w pewnym stopniu traktuje o rozpasanym konsumpcjonizmie współczesnego świata, w którym, aby komunikować się z drugim człowiekiem, potrzebujemy coraz to nowych urządzeń. Dlatego też kwestionujemy takie rzeczy, jak podziały klasowe. Zwracamy uwagę na problem narastającego długu publicznego i rozważamy możliwości, jakimi dysponujemy, aby coś zmienić. Tak naprawdę, ile człowiek może zdziałać? Czy jesteśmy w stanie ze sobą współpracować? Jak daleko znajdujemy się od siebie w tej nieustannie zmieniającej się rzeczywistości? Szybkość rozwoju techniki miała przerzucić między nami pomost, by nas do siebie zbliżyć, a tymczasem jeszcze bardziej nas dzieli. Mr. Robot krytykuje ludzką chciwość. Zastanawia się, jakie są nasze cele i aspiracje, ile jesteśmy w stanie zrobić, aby osiągnąć to, czego tak usilnie pragniemy.

Elliot nie jest łatwym facetem do rozgryzienia. Tobie się to udało?

R.M.: Była taka chwila, kiedy myślałem, że faktycznie go przejrzałem, ale, gdy szykowałem się do kolejnego sezonu, dowiedziałem się o pewnej luce czasowej, która dzieli obie serie. A przecież w tym okresie mogło zdarzyć się dosłownie wszystko. Dlatego musiałem przygotować się na to, że czeka mnie jeszcze sporo pracy.Zastanawiam się czasem, co się stanie z Elliotem za parę lat, czy się rozwinie, dojrzeje, czy może jednak nigdy mu się to nie uda. Sporo może się zmienić na gorsze, to niewykluczone, że skończy w naprawdę przykrym miejscu, poniesie porażkę, ale jeszcze tego nie wiem. Trudno mi nawet przypuszczać, dokąd ta droga go zaprowadzi, bo po każdym odcinku następuje w nim jakaś zmiana i chyba tylko to jest jedyny constans. Na pewnym poziomie rozumiem tego gościa, ale im więcej czasu z nim spędzam, im więcej nad nim pracuję, wgryzam się w niego, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że nie znam go tak dobrze, jak mi się wydawało.

Mężczyzna w ciemnych okularach, czapce z daszkiem

Jak rozwija się relacja Pana Robota z Elliotem w drugim sezonie?

Christian Slater: To jest, musisz przyznać, interesująca znajomość! Co prawda, z każdym odcinkiem staje się ona coraz bardziej transparentna. Między tymi dwoma gośćmi trwa nieustanna przepychanka. Elliot stara się odepchnąć od siebie, okiełznać tę istotę, która narodziła się gdzieś w jego umyśle, istotę stworzoną przez samotność. Z kolei Pan Robot robi wszystko, co może, żeby pokonać przeszkody, jakie napotyka na swojej drodze. Naprawdę chcę zakończyć to, co obaj bohaterowie zaczęli, czego zdecydowali się dokonać.

Jak scharakteryzowałbyś główny temat serialu?

Ch.S.: Hm, mówi on na pewno o interakcji międzyludzkiej, izolacji, zmaganiach z zaburzeniami umysłowymi, niebezpieczeństwie utraty kontaktu z drugim człowiekiem z powodu techniki, o granicach, które są między nami stawiane. Jesteśmy pokoleniem wystawionym na działanie zbyt wielu bodźców, poruszamy się po świecie niczym króliki doświadczalne. Daje się nam różne nowe rzeczy niczym klucze do królestwa, testuje na nas coraz to kolejne wynalazki. Za parę lat pewnie będziemy myśleć o dzisiejszych czasach jak o okresie, w którym potrzeba nam było jakiejś kontroli, a raczej wtłoczenia świadomości, do czego mogą służyć wręczone nam narzędzia.

Pan Robot to cokolwiek tajemnicza postać. Jak wgryzłeś się w tę rolę?

Po przeczytaniu scenariusza pilota miałem sporo pytań do Sama [Esmaila, twórcy serialu – przyp. red.]. Jednak znalazłem się w nieco osobliwej sytuacji, bo pracujemy z niezwykle pomysłowym człowiekiem, który z czasem stawał się coraz bardziej tajemniczy. Gdy się poznawaliśmy, Sam był niezwykle otwarty, lecz kiedy serial wzbudził powszechne zainteresowanie, przestał wykładać kawę na ławę. To znaczy nadal jest szczery i bezpośredni z obsadą, lecz już nie rozmawia z ludźmi o tym, co się dzieje. Był mi jednak niezwykle pomocny, kiedy starałem się zrozumieć swoją postać. Choć już sam scenariusz był znakomity, otrzymałem materiał, z którym mogłem zrobić coś interesującego. To ten rodzaj roli, o którym marzy chyba każdy aktor, daje niezwykłe możliwości. A w drugim sezonie i widz dowie się, czemu Pan Robot jest Panem Robotem.

Możesz pochwalić się niezwykle bogatym dorobkiem kinowym. Teraz grasz w popularnym serialu telewizyjnym. Jakie to uczucie?

Znakomite. Cóż, życie to nieprzewidywalna podróż. Aktorstwo to coś, co kocham i wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję. I zawsze daję z siebie sto milionów procent, nigdy mniej. Do Mr. Robot podszedłem tak, jak do wszystkich moich projektów. Oczywiście, to miłe, że ludzie zareagowali na ten serial tak entuzjastycznie i nie wolno mi tego nie doceniać.

 Rozmawiał: Bartosz Czartoryski

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera