Poczet pisarzy różnych – John M. Coetzee

John M. Coetzee

John Maxwell Coetzee jest autorem powszechnie znanym, warto więc postarać się o odświeżającą perspektywę. Pryzmatem niech będą domy – ten dziwny fetysz noblisty. Domy pękające w szwach od niechcianych gości, domy w ruinie, domy mieszczące egzystencje wielkich pisarzy ze szkolnej listy lektur.

John M. Coetzee – „”Wiek żelaza”

Najbardziej przeraża mnie w książkach Coetzee’ego to, co dzieje się w nich z domami. Są otwierane i zaludniane wbrew woli gospodarzy. W „Wieku żelaza” domostwo starej kobiety chorej na raka okupują bez pytania: bezdomny alko- holik i jego pies, służąca z dziećmi, młodociani bojówkarze, skorumpowana policja Kapsztadu. Część z nich po prostu przebywa, błąkają się po pokojach, niektórzy się szarogęszą – kradną książki lub napuszczają listowia przez okna. Właścicielka podejmuje bezskuteczne próby eksmisji, aż w końcu musi pogodzić się z dziwacznym towarzystwem, którego poszczególni członkowie zmieniają się jak dobrze zorganizowana warta. Pani Curren stara się pomagać lub uświadamiać ważne prawdy, ale – Coetzee bardzo udanie stylizuje swoją prozę – jej oracje brzmią jak starcze gderanie, szczególnie że wokół trwa wojna, której rozgoryczona nestorka nie rozumie.

To ciekawe, że oczami niedołężnej emerytki (klasyczna figura niewiarygodnego narratora) chłoniemy scenerię napisaną pod film akcji: postapokaliptyczne pejzaże płonących slumsów i bezprawie na linii frontu obsadzonego przez cynicznych mężczyzn i bezdusznych, wyjałowionych emocjonalnie chłopców. kiedy bohaterka ląduje chwilowo na ulicy i zasypia w zaułku, majacząca w malignie i zlana moczem, napada ją grupka dziesięciolatków, żeby, grzebiąc patykiem w ustach sparaliżowanej, przekonać się, czy jej sztuczna szczęka nie zawiera zło- tych zębów. Hipnotyzująca scena, w której – jak rzadko kiedy – zdegradowany świat przedstawiony wydaje się być zatrważająco rzeczywisty w swym wołaniu o ratunek. Jest to zapewne jeden z najmocniejszych epizodów u Coetzee’ego, kontrastujący na przykład z subtelną fantazją na temat kilku wątków biografii Dostojewskiego.

John M. Coetzee – ,,Mistrz z Petersburga”

W „Mistrzu z Petersburga” mieszkanko matki i córki, ubogie, lecz spokojne, nawiedza sam autor „Biednych ludzi” (bohaterki mają zresztą na półce egzemplarz debiutanckiej książki Fiodora Aleksandrowicza), wymuszając na kobietach przyjęcie go do pokoju, który wcześniej wynajmował u nich jego zmarły syn. Pisarz płaci z góry za lokum i szlocha przy gospodyniach, pomstuje na policję i los, przez długi czas nie przyjmując do wiadomości, że one też mają swoje życie (wybitny twórca zaciąga nawet matkę do łóżka na seks z litości). Czytelnik podziela jego nieuwagę, bo przecież główną postacią tej powieści jest dobrze znany kanon – „zbrodnia i kara”. Coetzee odważnie snuje rozważania o możliwych kulisach powstania jednej z najpotężniejszych książek w historii, stawiając Dostojewskiego w sytuacjach, które prześladowały Raskolnikowa. Na drodze staje mu np. ów piekielny pokój na komisariacie, w którym odór świeżo pomalowanych ścian doprowadza skołatane serce do paroksyzmu.

John M. Coetzee – ,,Hańba”

O jeszcze innym domu czytamy w „Hańbie”, słynnej dzięki ekranizacji z Malkovichem. Na farmę prowadzoną przez córkę bohatera wdziera się bez pardonu kilku rabusiów. Wspólnie gwałcą dziewczynę, która do tego jest lesbijką, a samego protagonistę polewają kwasem i zamykają na czas niecnych poczynań w łazience. Weźmy jeszcze jedno domostwo, gdzie – tak jak w „Hańbie” – istotną rolę odgrywają zwierzęta. Tym razem na głowę gospodarzy – małżeństwa akademików – zwala się matka. zamiast tobołów taszczy ze sobą kategoryczne poglądy na temat krzywdy zwierząt, których los chętnie porównuje do tego, co spotkało Żydów w trakcie Holocaustu. Elizabeth Costello, bohaterka „Żywotów zwierząt”, wygłasza na ten sam temat serię wykładów, które kończą się skandalem poznawczym i wymianą bolesnych oskarżeń. po jej krótkiej wizycie dzieci nie tykają kurczaka ani innych mięs przez bity tydzień.

Powieść, podana w dość zaskakującej formie wykładów i komentarzy naukowych, stanowi zręcznie zbeletryzowany głos w coraz obszerniej roztrząsanej kwestii animal studies. Warto polecić polską próbę podsumowania podejmowanych przez Coetzee’ego prób dyskusji z antropomorficzną wizją rzeczywistości. Odpowiedzi próbuje udzielić Dariusz Czaja w książce „lekcje ciemności”, gdzie o Coetzee’em traktuje esej pt. „Rzeźnia”. Cenny to głos, bowiem po pobieżnej lekturze jednej lub dwóch jego książek, można zarzucić Coetzee’emu zbytnie zaangażowanie w kwestie etyczne kosztem porywającej fabuły czy wartości estetycznych. Oczywiście: dużo tu problemów związanych na przykład z apartheidem, starością, ale uwydatnianie tych treści zależy wyłącznie od czytelnika.

John M. Coetzee – ,,Foe”

Trudno skupiać się na nich, kiedy równolegle toczy się akcja rodem z powieści McCarthy’ego, jak w „Życiu i czasach Michaela K.”, po które będziecie musieli sięgnąć w ciemno, opierając się na skromnej rekomendacji: to prawdopodobnie najlepsza powieść Coetzee’ego. Spośród „jego” domów wyodrębnić należy kamienicę Daniela Defoe, również zagarniętą – przez kobietę i milczącego mężczyznę, którzy sprzedali pisarzowi historię rozbitka, dzięki której zyskał uniwersalną sławę. „Foe”, najbardziej eksperymentalna powieść kapsztadczyka, przypomina trochę konstrukcją „Mistrza z Petersburga”. Także i tutaj Coetzee porzuca swój ulubiony temat – rozpadające się RPA – na rzecz luźnej refleksji nad losami książek i pisarzy, tych twórców fikcji, którzy zaczynają jawić się jako jednostki zagubione, kiedy sami stają się bohaterami czyjejś opowieści.

Tekst | Filip Szałasek

 

Zobacz też: Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

Poczet pisarzy różnych: Margaret Atwood

 

Komentarze
Rate this post