Mizerna, cicha, licha… czyli złe kolędy

Mizerna, cicha, licha... czyli złe kolędy
https://www.zuzkapisze.pl/2018/12/10-piosenek-ktore-wprawia-cie-w.html

Pamiętacie książkę lub film „Był sobie chłopiec”? Ich główny bohater wściekał się, gdy po raz pierwszy w roku słyszał w radiu świąteczną piosenkę, którą przed laty napisał jego ojciec. Ilekroć przypominam sobie ten moment, zawsze mam ochotę zaprosić delikwenta do Polski. Dlaczego? Zobaczcie sami… Przed Wami złe kolędy!

złe kolędy

złe kolędy1

Super oferta NIKE

JD Sports wchodzi do Polski i kusi ofertami na produkty NIKE. Link w artykule.

Feel „Gdy Wigilia Jest”

Piotr Kupicha chyba umarłby, gdyby ktoś zabronił mu udawać Eddiego Veddera. Wokal lidera Feel od zawsze zahaczał o niedostępne dla zwykłych śmiertelników rejony absurdu, ale kiedy w świątecznym „Gdy wigilia jest” leniwie mruczący pod nosem Kupicha wypala nagle w drugiej zwrotce z swoim charakterystycznym przeciąganiem samogłosek: z obacz synku, to Mikooooołaj! , ręczę, że rzeczony synek prędzej posikałby się ze strachu niż rzucił do okna, wypatrywać Świętego. Tu nasuwa się pytanie: dlaczego piosenki nagrane na rzecz zbożnych akcji („Gdy wigilia jest” to hymn jednej z odsłon „pocztówki do św. Mikołaja”) muszą być tak złe? Co prawda, to jeszcze nie ten poziom żenady co „pomaganie jest trendy”, ale Piotr Kupicha nie wygląda na gościa, który łatwo się poddaje.

Skaldowie/Oligowscy „Z kopytka kulig rwie”

Urocza zimowa piosenka Skaldów zawiera taką dawkę tanich wyobrażeń okołoświątecznej zabawy w kulig, by wystarczyło to na otwieranie niniejszej stawki. Jednak pewnie nie umieściłbym jej tutaj, gdyby nie obrzydliwa profanacja „kuligu” z roku 1999, dokonana przy pełnej akceptacji członków zespołu. Całości zniszczenia, za które odpowiedzialny był złożony z ówczesnych gwiazd polskiej estrady projekt Qligowscy, dopełnia jamajski, ragga-mufinowy wokal, z niewiadomych przyczyn wsadzony w sam środek piosenki o górskich podrywach. To tak, jakby ktoś kazał Wilsonowi Kipketerowi reklamować narty biegówki.

Piotr Cugowski „Białe święta”

Czyli polskojęzyczny erzac „White Christmas” z natchnionym Piotrem Cugowskim na wokalu. Oj, naprawdę, Piotrek brzmi tu jak były członek ekipy Rubika, usunięty przez blondwłosego mistrza za nadekspresywność. Teatralnej emfazy jest u młodego Cugola więcej niż we wszystkich piosenkach Jacka Wójcickiego razem wziętych. Zresztą on pewnie zaśpiewałby ten kawałek milion razy lepiej. W marzeniach widzę znów Święta/ te Święta, które znam sprzed lat – wyje Cugowski. Mam to samo. Też marzę o świętach sprzed lat, gdy nikt nawet nie wiedział, kim jest Piotr Cugowski.

Long/Junior „Świąteczny czas”

Słyszeliście o nich? Jeśli nie – nic dziwnego, bo long/junior to sztuka dla wtajemniczonych. panowie poznali się jeszcze w latach 90., a rękę wyciągnął do nich niejaki Thomas z legendarnego, dance’owego składu i&i. W tekst „Świątecznego czasu” long/junior wpakowali spostrzeżenia natury i ekonomicznej (ceny spadają na łeb, na szyję / każdy Świętami dzisiaj mocno żyje), i eschatologicznej (to dzień magiczny, przebaczamy wam wszystko), i nawet parę anglojęzycznych zwrotów. Nic dziwnego, bowiem duet regularnie koncertuje za oceanem. Boże, ludzie! I wy dziwicie się, że w Stanach wszyscy śmieją się z Polaków?

Verba „Ten czas”

Mam kolegę, który programowo wypina się na Święta, spędzając je z reguły w łóżku, z puszką piwa, pizzą i filmami pornograficznymi. Myślę, że po prostu posłuchał Verby o ten jeden raz za dużo. Bo „ten czas” to symbol polskiej beznadziei, od której chce się z całych sił uciec. To grafomański symbol muzycznej wiochy, świątecznego kiczu za trzy złote, to wreszcie pomnikowy przykład koniunkturalnego, bazarowego rapu, sprzedawanego w pakiecie z parą białych skarpet. Verbie nie udało się w karierze nic poza jednym – nagraniem absolutnie najgorszej piosenki świątecznej w historii polskiej fonografii. Kaja Paschalska, czekamy na twój ruch. Choć nie, właściwie to wcale nie czekamy.

HA-DWA-O „Magia Świąt”

Nie, to nie cover Andrzejewicz czy odwrotnie – bliźniacze podobieństwo obu tytułów świetnie oddaje kreatywność twórców świątecznych hitów. przepraszam: piosenek, które nigdy nie będą świątecznymi hitami. Tu miało być soulowo i tanecznie, ale przysięgam, więcej duszy ma w sobie dowolna kolęda, wykonana á capella przez zawianego dziadka spod budki z piwem. „Magia świąt” jest tak sztuczna jak plastikowa choinka z przeceny w supermarkecie. Nawet takie „All I Want For Christmas is You” Carey smakuje przy ha-Dwa-o niczym szklaneczka whisky wychylona po pięciu latach studenckiego pojenia się malinowymi korbolami. Przepraszam za tyle alkoholowych porównań, ale przy ha-Dwa-o bez ce-Dwa-ha-pięć-o-ha naprawdę nie idzie wytrzymać.

Boys & Classic „Świąteczne Dni”

Discopolowe śniadanie mistrzów. Kilka lat przed wspólną trasą obu kapel po Stanach autokarem wynajętym od Guns n’ Roses (kto nie wierzy, niech zajrzy na oficjalną stronę classic) boysi i classic spotkali się w studiu, by nagrać najsłynniejszą, a zarazem najgorszą piosenkę świąteczną nurtu muzyki chodnikowej. Szczególnie polecam klip, w którym chłopcy spacerują po ośnieżonym lesie, by w końcu dotrzeć do kościółka. Tam głos classiców – Mariusz Winnicki – zza kościelnej ławy dramatycznie podkreśla, że „rozliczyć siebie chcesz z przeszłości swej, podliczasz grzechy, za wiele ich jest”. Oj, Mariuszu, zapuściłem sobie trochę classic na Youtube i muszę powiedzieć, że z tymi grzechami to trudno nie przyznać ci racji.

De Su „Kto wie”

Rzadko zdarza się, by utwór promujący dany film tak bardzo przebił go swoją popularnością, jak stało się to w przypadku „Kto wie” zespołu De Su – piosenki z „Świątecznej przygody” Dariusza Zawiślaka. Nie wiem, co było nie teges, w każdym razie w moim rodzinnym mieście film grano tylko przez tydzień. Na nieszczęście zupełnie inaczej jest z piosenką, od lat namiętnie żyłowaną przez prawie wszystkie stacje radiowe w kraju. To takie nasze „Last Christmas” – tam na dzień dobry biją dzwoneczki, z kolei „Kto wie” rozpoczyna sekwencja łojenia w kościelne dzwony. A te, jak wiadomo, często zwiastują nieszczęście.

Ich Troje „Ding Dong”

Nie mogło ich tu zabraknąć. za najbardziej pornograficzny dialog, jaki kiedykolwiek usłyszałem w piosence świątecznej (aż dwa razy pojawia się w nim starszy, siwy pan z wielkim workiem). Za koszmarny chórek dzieci w refrenie. I za finałowe, cieplutkie życzenia z całego serduszka od człowieka, który nie tak dawno publicznie nazwał Roberta Leszczyńskiego „gnidą podobną do AIDS”. Michale – to my tobie też życzymy z całego serduszka cieplutkich świąt!

Gosia Andrzejewicz „Magia Świąt”

Przyznaję, że nabijanie się z Gosi Andrzejewicz jest tak łatwe jak wyścigi z żółwiem. więc czemu to robię? Bo – jak mawiają zboczeńcy na sali sądowej – ona sama mnie sprowokowała! Naprawdę nie chciałem uwzględniać Gosi w tym zestawieniu. O jej miejsce dzielnie bili się Sumptuastic, Pin i Katarzyna Skrzynecka, ale nagle przypomniałem sobie wymyślną konstrukcję rymu z pierwszej zwrotki: każdy z utęsknieniem czeka na ten czas/ bo wtedy wigilijny wieczór łączy nas. Gdybym był nadwornym tekściarzem Gosi, wówczas dalej leciałoby tak: „za oknem patrzy na mnie prasłowiański las / a mi ze śpiewu nie powinni zaliczyć w podstawówce żadnej z klas”.

Tekst: Jacek Sobczyński

Zobacz też: Świąteczne piosenki – 14 propozycji na playlistę

Świąteczne piosenki – 14 propozycji na playlistę

5/5 - (1 vote)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News