Jakie mity na temat grzybów należy obalić? Rozmawiamy z Zofią Leszczyńską-Niziołek, autorką książki „Polowanie na grzyby”

Zdjęcie przedstawiające ludzi z koszykami pełnymi grzybów

Miłość do grzybiarstwa towarzyszy Zofii Leszczyńskiej-Niziołek jeszcze od czasów dzieciństwa. O grzybach wie wszystko i ma to udokumentowane na papierze.

Dzisiaj rozmawiamy z Zosią o wszystkim, co z grzybami związane. Jakie mity na temat grzybów należy obalić? Czy każdy muchomor jest trujący? O czym trzeba pamiętać wybierając się na grzybobranie? Zapraszamy do lektury rozmowy, która zainteresuje nie tylko zagorzałych grzybiarzy.

4 września w księgarniach pojawił się niekonwencjonalny atlas grzybów autorstwa Zosi, wydany nakładem Wydawnictwa Buchmann zatytułowany Polowanie na Grzyby: od borowika do grzybowej. Książka jest dostępna do kupienia tutaj.

Czytaj również: Grzybiarski savoir-vivre. Co wypada, a czego nie wolno robić podczas zbierania grzybów?

Twoja miłość do zbierania grzybów rozpoczęła się jeszcze w dzieciństwie. Jak ta pasja się rozwijała z biegiem lat?

Pierwsze grzyby zbierałam pod okiem babci Reni w ogrodzie otaczającym jej dom i w lasach wokół wsi Brudnice na północnym Mazowszu, gdzie mieszkała. Przyjeżdżałam na wszystkie wakacje, święta, na weekendy. Jak jeszcze nie chodziłam do szkoły, spędzałam w Brudnicach po kilka miesięcy, buszując po ogrodzie (wtedy było to przebogate siedlisko koźlarzy, ale zdarzały się też rydze) i pobliskich łąkach (twardzioszki, pieczarki). Czasem przynosiłam do kuchni jakieś niejadalne grzyby i wtedy babcia robiła mi wykład na temat ostrożnego obchodzenia się z nimi i odsyłała do przeglądania atlasów. Potem coraz częściej z innymi dzieciakami ze wsi i z moim wujecznym bratem Filipem wybieraliśmy się na dalsze wyprawy po grzyby, rywalizując zawzięcie, kto zostanie królem grzybobrania. Traktowaliśmy to bardzo serio, emocje były ogromne. Oczywiście liczyły się tylko grzyby jadalne, więc trzeba było nauczyć się odróżniać je od pozostałych. A później zaczęłam interesować się tym, co z grzybów można zrobić w kuchni. Piekłam na blasze rydze, podpatrywałam, jak przyrządza się gąski i stawałam w szranki z Filipem, kto zje więcej grzybowej z łazankami. Gdy miałam kilkanaście lat, zaczęłam trochę czytać o grzybach, na studiach archeologicznych zgłębiałam dietę zbieraczy, a gdy zamieszkaliśmy z Karolem w Brudnicach, wkręciłam się w grzyby na poważnie. Zrobiłam kurs klasyfikatora grzybów, dołączyłam do grupy Grzyby, grzybiarze, grzybobranie na Facebooku, zaczęłam organizować grzybobrania. Dużo eksperymentowałam w kuchni, przypomniałam sobie różne babcine rady i wygrzebałam z kufra rodzinne przepisy.

Skończyłaś kurs klasyfikatora grzybów – opowiesz trochę o tym, jak taki kurs właściwie wygląda?

Kurs to była dla mnie świetna zabawa. Było tam oczywiście mnóstwo ludzi, którzy robili klasyfikatora lub grzyboznawcę, bo było im to potrzebne w pracy związanej ze sprzedażą, lub przetwórstwem grzybowym, albo pracą w Sanepidzie i udzielaniem porad grzybowych. I była też grupa takich jak ja grzybowych świrów, którzy poszli na kurs dla zbierackiej frajdy. W czasie kursu odbywają się bardzo interesujące wykłady i zajęcia praktyczne z niesamowitym Panem Jerzym z Wojewódzkiego Sanepidu Wielkopolskiego. Na końcu jest oczywiście egzamin pisemny i część praktyczna, czyli rozpoznanie i wystawienie atestu na surowy grzyb dopuszczony do obrotu w naszym kraju.

Grzybiarstwo to pozornie hobby, które trudno powiedzieć, że jest mainstreamowe. Użyłam słowa pozornie, bo przecież, wchodząc chociażby na Facebooka, możemy znaleźć grupę Grzybiarze, która liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy członków. Co najbardziej fascynuje Cię w świecie grzybów?

Zbieranie grzybów jest powszechne, to mainstream do potęgi, tylko ułamek grzybiarzy rejestruje się na grzybowych forach, większość siedzi w lesie i kosi podgrzybki lub przyprawia sos z borowików. Grzyby to królestwo nieodkryte, pełne tajemnic i śmiertelnych pułapek. Każdy tam znajdzie coś dla siebie: jeden dotleniające spacery promowane własnoręczne zebranym obiadem, inny ekstremalne eksperymenty lub nieszkodliwe współzawodnictwo. Mnie fascynuje różnorodność i piękno świata grzybów, jego złożoność. Nie bez znaczenia jest też aspekt kulinarny i dreszczyk emocji – ryzyko, które musi być zminimalizowane rozsądkiem i wiedzą.

Mam wrażenie, że zbieranie grzybów jest przez wielu traktowane jak niemalże sport ekstremalny. W końcu co jakiś czas w wiadomościach widzimy informacje, że ktoś zatruł się, czy nawet zmarł z powodu spożycia trującego grzyba. Strach ma wielkie oczy, więc jak według Ciebie należy przełamywać te, nazwijmy to… grzybowe strachy?

Właśnie nie przełamywać. One mogą nam ocalić życie. Strach przed światem grzybów to jak najbardziej racjonalny odruch, pomagający korzystać z darów lasu bez nadmiernego ryzyka. W polowaniu na grzyby nonszalancja, zbytnia pewność siebie i niewiedza potęgują zagrożenia. Trzeba czuć respekt przed nie do końca poznanymi małymi stworami z kapeluszem na trzonie. Nigdy dość ostrożności, nawet przy zbieraniu kań. Trzeba czytać, oglądać, łazić po lesie (najlepiej z kimś, kto się zna), wąchać, dotykać i pytać. I tak oczarowywać gatunek po gatunku.

Czy udało Ci się zwerbować do grzybiarstwa swoich bliskich i jeśli tak, to jaki był Twój sposób na to?

Większość mojej bliskiej i dalszej rodziny to grzyboluby. Nie trzeba ich długo namawiać na wyprawę do lasu. Z moim mężem, Karolem, niekiedy jest kłopot, ale jakoś dajemy radę, a dzieciaki coraz bardziej lubią grzybobrania. Organizujemy dla nich krótkie wypady i cieszymy się jak głupi z każdego znalezionego przez nie grzyba i odpowiadamy cierpliwie na wszystkie leśne pytania.

Twoja książka Polowanie na grzyby: od borowika do grzybowej to nie tylko kompendium wiedzy na temat grzybów, ale przede wszystkim piękna opowieść o pasji i odkrywaniu piękna tego, co daje nam natura. Czy któryś etap przygotowywania tej książki był dla Ciebie szczególnie trudny?

Zdecydowanie najtrudniejsze były korekty, gdy już książka była wstępnie złożona i zobaczyłam, że to nie przelewki, że naprawdę ktoś przeczyta i obejrzy to, co do tej pory wyprodukowałam. A ja jeszcze chętnie dodałabym tysiąc absolutnie niezbędnych informacji i zdjęć, sto podpisów, tabele, quizy, zagadki… A miejsca już nie ma.

Jakie są najpopularniejsze, konieczne do obalenia mity na temat zbierania grzybów?

Niebezpieczny mit głosi, że jeśli grzyb nadjedzą ślimaki lub inne leśne stwory to nie jest trujący i człowiek też może go jeść. Nie może. Następny dotyczy muchomorów – wszystkie mają być niejadalne. Nie jest tak. Albo, że jeśli grzyb jest gorzki to niejadalny, a łagodny w smaku już jadalny. Też nie.

Załóżmy, że ktoś chce rozpocząć swoją przygodę ze światem grzybów, ale nie ma wśród znajomych żadnego grzybiarza, czy kogoś, kto mógłby go przeprowadzić przez pierwsze grzybobranie. Jakie byłyby Twoje rady dla grzybowego laika?

Przed pierwszym wypadem do lasu proponowałabym przeglądanie atlasów, stron internetowych i forów dla grzybiarzy. To da laikowi pogląd, z czym się zmierzy. Na facebookowych grupach można znaleźć wiarygodne informacje o organizatorach grzybobrań, skontaktować się z nimi i nawet załapać na wyjazd we wspólnym aucie. Można też wybrać się na porządny zlot grzybiarski organizowany przez większość dużych portali grzybiarskich i grup na Facebooku. Ja bardzo lubię zloty grupy Grzyby, grzybiarze, grzybobranie. W swoim gospodarstwie agroturystycznym Dworek nad Wkrą także organizuję grzybowe weekendy. Myślę też, że przy intensywniejszych poszukiwaniach zawsze objawi się jakiś kuzyn lub znajoma znający się na rzeczy. Ważne, żeby niczego z pierwszych zbiorów bez rzetelnej konsultacji nie zjadać.

Czy jest jakiś wyjątkowy okaz grzyba, którym możesz się pochwalić w swojej kolekcji?

Najbardziej wyjątkowy okaz grzyba to była czubajka kania, którą w dzieciństwie wygrałam konkurs na królową grzybobrania. Może byłam mała, ale ta kania była wielkości parasola przeciwsłonecznego i nie zmieściła się w całości nawet na największej żeliwnej patelni.

Wydaje się, że wypady na grzybobranie poza korzyścią materialną, w postaci grzybów, uczą także cierpliwości – w końcu trzeba się trochę naszukać, żeby w naszym koszyczku zrobiło się pełno. A czego jeszcze poza cierpliwością uczą nas takie wycieczki?

Mam nadzieję, że mądrego, uważnego korzystania z darów natury, szacunku dla przyrody, odpowiedzialności. Uczą również pokory, gdyż często las nie wynagradza naszych starań, i wytrwałości w dążeniu do celu.

Czego w żadnym wypadku nie wolno robić podczas zbierania grzybów? 5 podstawowych zakazów?

Nie wolno wyrzucać petów, a papierosy gasić bezpiecznie. Nie można ryć ściółki kijami i grabiami – tak, to naprawdę się zdarza – w poszukiwaniu gąsek lub kurek, gdyż niszczy się grzybnię. Nie wolno zostawiać żadnych śmieci w lesie. Absolutnie należy się powstrzymać przed niszczeniem, kopaniem grzybów, których nie chce się mieć w swoim koszyku. Nie wolno wprowadzać w błąd innych użytkowników lasu, identyfikować z pewną miną grzyby, co do których ma się jakiekolwiek wątpliwości.

No dobrze, to byliśmy już na pierwszym grzybobraniu, zebraliśmy kilka grzybów, co do których jesteśmy przekonani, czym są, ale też kilka, których trudno nam zidentyfikować. Co wtedy?

Pytamy, pytamy i jeszcze raz pytamy. Znajomych grzybiarzy, na forach internetowych, dobijamy się do mykologów, grzybowych guru, wysyłamy zdjęcia. Odnawiamy znajomość z dawno niewidzianą grzybniętą ciotką. Umawiamy się na kawę z jakimś grzyboznawcą i już po wymianie pierwszych uprzejmości wyciągamy z torby swój problem. No i jest o czym pogadać.

Gdybyś miała stworzyć listę grzybowych miejscówek, jakie 5 miejsc byś wybrała?

Wszystko zależy od tego, jakie grzyby chcemy znaleźć i kiedy. Ale każda miejscówka jest dobra na grzyby w ogóle. Na pierwszym miejscu postawiłabym swoją najbliższą okolicę – lasy, łąki i zarośla, do których zawsze możemy zajrzeć i sprawdzić czy coś się dzieje. Dzięki takim stanowiskom możemy obserwować rozwój owocników. To, jak zmieniają się pod wpływem czasu i warunków atmosferycznych. A kiedy już zaczynamy wybierać się w dalsze wyprawy, tylko na grzyby musimy zahaczyć o Bieszczady, czy Bory Tucholskie. Koniecznie trzeba ruszyć do Puszczy Białowieskiej najlepiej w czasie organizowania corocznej wystawy grzybowej. A na koniec wycieczka na smardze na Słowację albo do Włoch na grzybiarskie mistrzostwa.

Oddając książkę Polowanie na grzyby: od borowika do grzybowej w ręce czytelnika – czym chciałabyś, by ta książka była dla niego?

Podręczną pomocą i czytadłem. Powodem do rozmowy. Impulsem do pójścia w las i odkrywania świata grzybów. Zachętą do poznawania nowych gatunków, przyjemną lekturą, która zainspiruje do ostrożnych eksperymentów. Chciałabym zarazić was swoją grzybową pasją, otworzyć drzwi do królestwa, które ludzkość poznała mniej więcej w 8%. Pisanie tej książki sprawiło mi dużą frajdę, marzę, że wy będziecie mieć z niej jeszcze większą.

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcia: Piotr Starzec

Komentarze
Jakie mity na temat grzybów należy obalić? Rozmawiamy z Zofią Leszczyńską-Niziołek, autorką książki „Polowanie na grzyby”
5 (100%) 1