Grzybiarski savoir-vivre. Co wypada, a czego nie wolno robić podczas zbierania grzybów?

Grupa przyjaciół siedząca przy samochodzie

Czy wiecie, którego dnia Bóg stworzył grzyby? Ja wiem: w piątek, gdy kończyły się moje wakacje i za kilka dni musiałam wracać do Warszawy. Pojawiły się wczesnym rankiem w konopackich lasach i jakimś cudem wszyscy od razu się o tym dowiedzieli – mówi Zosia Leszczyńska-Niziołek.

Tak zaczyna się opowieść Zośki, która od tego pamiętnego piątku nie rozstaje się z koszem i kozikiem. O grzybach wie wszystko i ma to nawet udokumentowane na papierze, więc lepiej nie wdawać się z nią w dyskusje. Polowanie na grzyby to opowiedziany atlas grzybów, gdzie konkretne informacje przeplatają się z anegdotami i prywatnymi historiami autorki. Dzięki niemu poznacie m.in. grzyby, które zbierają tylko świry i grzybowi guru, okazy, które w życiu można zjeść tylko raz, czy magiczne odmiany. Historie przeplatają się z niesamowitymi zdjęciami i praktycznymi poradami dotyczącymi zbierania, przygotowywania, a nawet hodowania grzybów.

Niekonwencjonalny atlas grzybów – Polowanie na grzyby – Od borowika do grzybowej , autorstwa Zofii Leszczyńskiej-Niziołek wydany nakładem wydawnictwa Buchmann pojawi się w księgarniach już 4 września. A my dzisiaj, dzielimy się z Wami przedpremierowym fragmentem książki, czyli… grzybiarskim savoir-vivrze.

Grzybiarski savoir-vivre

Ten rozdział poświęcam kilku tematom budzącym w środowisku zbieraczy różnorakie konflikty. Nie będę tu rozstrzygać, czy ukrywanie przed zaprzyjaźnionym grzybolubem stanowisk gąski zielonki albo ściąganie całej rodziny z Warszawy do lasku wskazanego w zaufaniu przez lokalsów to wzór do naśladowania, czy zarobicie w końcu sztachetą. Każdy w tych sprawach kieruje się własnym nosem. Zajmę się ogólniejszymi zagadnieniami, na tle których między grzybiarzami (i nie tylko) dochodzi do poważnych różnic zdań, a platformą do dyskusji jest oczywiście Internet. Rzadko ktoś ma odwagę zjechać rozmówcę na żywo, a w sieci już jak najbardziej, nawet chętnie.

Rozdział jest krótki, a rady, co wypada, a czego robić nie należy, są rozsiane w całej książce. No i wierzę w wasz zdrowy rozsądek. Wiem, że nie zobaczę was na grzybobraniu w sandałach lub szpilkach, w szortach lub miniówce, w luźnym topie z odkrytymi plecami wrzeszczących do siebie przez pół lasu: Tu, k…, nic nie rośnie!

ŚMIECI

Temat rzeka. Niestety nie szanujemy przyrody, nie mamy też poczucia, że natura jest dobrem wspólnym – naszym, naszych dzieci, wnuków, prawnuków itd. Nigdy nie mogłam zrozumieć, że można iść na grzyby z pełną butelką napoju, ale pustą zostawić w lesie. Czy pusta jest już za ciężka, czy zbyt dużo miejsca zajmuje w koszyku?

To samo z ekipami zajmującymi się wycinką. Co to za problem zabrać ze sobą te butelki po paliwie do piły? A jeszcze są ci, którzy wywożą do lasu całe wory domowych śmieci. Bywam w tej kwestii naprawdę stanowcza i jak zobaczę, że ktoś w lesie coś wyrzuca, to piana wściekłości ścieka mi po brodzie, a żyłka na czole zaciekle pulsuje i tylko Karol (ten spokojny w naszym małżeństwie) może uratować życie brudasa, na którego szarżuję jak rozjuszony dzik. Proponuję zawsze mieć przy sobie plecak z jakimś workiem albo zwyczajnie nie zabierać do lasu nic jednorazowego.

Jeśli chodzi o palaczy, koniecznie musicie gasić niedopałki w czymś, co gwarantuje bezpieczeństwo, bo pet to nie tylko śmieć, ale też poważne zagrożenie pożarowe. Zostaje jeszcze kwestia sprzątania śmieci z lasu. Tu zdania są podzielone. Niektórzy zbieracze poza grzybami zawsze przynoszą do domu torbę śmieci pozostawionych w lesie przez ludzi pozbawionych wyobraźni. Inni uważają, że to bez sensu i na dodatek jest niewychowawcze, bo daje sygnał, że można śmiecić – ktoś i tak to posprząta. Jestem rozdarta. Oczywiście, warto sprzątać lasy, wiadomo, że leśnicy nie mają szans tego zrobić samodzielnie (najlepiej działać w zorganizowanych akcjach), ale myślę, że to rzeczywiście nie wysyła dobrego sygnału brudasom.

Uważam, że powinno im się wymierzać takie kary, żeby do końca życia zapamiętali, że nie wolno śmiecić. Dla przykładu napiszę, co między innymi znalazłam w niewielkim lasku obok mojego domu. Otóż były w nim: telewizor, pralka, martwy bernardyn i kilka innych psich zwłok, oceny psychologiczne przedszkolaków z sąsiedniej gminy z nazwiskiem wystawiającej je przedszkolanki, sterta gruzu oraz niezliczona liczba worów, opakowań, puszek i butelek. Moja mama twierdzi, że leżało tam też ciało mężczyzny, ale jak poszliśmy sprawdzić, to go nie było. Poszło sobie czy ktoś je zabrał?

WJEŻDŻANIE DO LASU

Do lasu możecie wjechać samochodem lub motorem, tylko jeśli droga, po której się poruszacie, jest publiczna lub odpowiednio oznaczona – warunkowo dopuszczona do ruchu. Lasy w mojej okolicy (na styku trzech województw: mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego) są bardzo rozległe i w ich granicach znajdują się niewielkie miejscowości, oczywiste jest więc, że można do nich wjeżdżać. Jednak parkowanie możliwe jest tylko w wyznaczonych do tego miejscach.

U nas są to grzyboparkingi przygotowane przez nadleśnictwa. To uprzejmy ukłon w stronę grzybiarzy, których lasy są pełne w sezonie. Pamiętajcie jednak, że w miejscach nieoznaczonych wjazd do lasu i parkowanie grożą mandatem w wysokości nawet kilkuset złotych. Jeśli już gdzieś się zatrzymacie i spacerkiem rozpoczynacie grzybobranie, postarajcie się mieć towarzyszy w zasięgu wzroku i nie krzyczeć na cały las.

NAZWY REGIONALNE GRZYBÓW

Hubany, panienki, tańcowniki, zieleniatki czy prośnianki, osaki i kołpaki to piękne lokalne nazwy grzybów. Trudno się nimi kierować, ponieważ w różnych regionach tę samą nazwę mogą mieć zupełnie inne gatunki grzybów albo nawet kilka z nich. W takim wypadku rozmowy na temat grzybów rosnących we własnej okolicy będą dla wszystkich zrozumiałe, ale sąsiedzka dyskusja przeniesiona na forum internetowe może wywołać niepotrzebne frustracje i nieporozumienia. Przy czym zawsze włączają się kolejne osoby, które znają jeszcze inne nazwy, i mamy klasyczną, bezsensowną awanturę o nic. Z tego powodu w rozmowach na forum lepiej jest używać polskich nazw oficjalnych, nawet tych starszych, ale wciąż funkcjonujących.

W 2003 roku Władysław Wojewoda, jeden z najbardziej zasłużonych badaczy grzybów, opublikował checklistę z polskimi nazwami grzybów. Jednak nauka nigdy nie stoi w miejscu, badania pędzą do przodu, a każdy mykolog chce dołożyć swoją cegiełkę. Najprecyzyjniejsze są więc nazwy łacińskie, których jeden grzyb ma co najmniej kilka, bo przez lata badacze wyprodukowali ich całkiem sporo. I znowu mamy dylemat. Możemy rozwiązać go, skupiając się na jednej systematyce. W swojej książce korzystam ze wspomnianej już checklisty Wojewody. Dodatkowo podaję także nazwy z międzynarodowego spisu grzybów Index Fungorum, w którym wyszukacie niegdyś używane nazwy, a także obecnie obowiązujące.

Generalnie, pisząc o systematyce czegokolwiek, także grzybów, trzeba coś przyjąć za stałą, a później się tego konsekwentnie trzymać. W rozmowach jest dużo luźniej i nie przejmujcie się, jeśli czasem się pomylicie. Każdemu może się to zdarzyć.

No, może z wyjątkiem mykologów konwersujących na luzie o grzybach, używając wyłącznie ich nazw łacińskich. Moja bujna wyobraźnia od razu projektuje taką scenkę, podczas której jeden grzybiarz woła do drugiego: Zenonie, zobacz, jakiego znalazłem dorodnego Boletusa edulisa (to się oczywiście nie odmienia w ten sposób)!, a ten mu odpowiada wyniośle: Ależ, Tomaszu, przecież to jest Tylopilus felleus, radzę pozostawić go w lesie. Uroczo.

NÓŻKI, SITKA I INNE DZIWNOŚCI

Warto znać nazwy konkretnych części grzyba. Mimo że nic złego się nie stanie, jeśli powiecie nóżka, to jednak fachowo rzecz ujmując, grzyb na nóżce nie stoi. Jego kapelusz opiera się na trzonie. Nie ma też żadnych sitek, a rurki są zakończone porami. Kłopotliwe bywają też nazwy systematyczne. Gatunek chyba każdy rozumie – to na przykład borowik szlachetny.

Wyżej jest rodzaj, czyli borowik, i tu wchodzi konkretna liczba gatunków. Jeszcze wyżej to rodzina – borowikowate, w skład której wchodzi kilkadziesiąt rodzajów. Dalej jest jeszcze rząd, klasa, gromada i w końcu królestwo – grzyby. Pamiętajcie też, że to, co zbieracie do koszyka i nazywacie grzybem, to owocnik ukrytej w podłożu grzybni. Reasumując: w domu mówcie sobie nóżka, na profesjonalnym grzybospędzie – broń Boże!

KONSULTACJE ZE ZDJĘCIA

Sporo moich znajomych i część rodziny wysyłają mi zdjęcia grzybów do konsultacji. Ale oznaczanie grzybów z fotografii jest ryzykowne. Najważniejsze to zrobić wyraźne, nieprzekłamane kolorystycznie zdjęcia całego owocnika z boku, z góry, z dołu i przekrój. Zdarza się czasem, że ktoś wyśle mi rozmazane coś wśród liści, a hitem była fota marynowanych grzybów w słoiku z dopiskiem: Zocha, jestem na imprezie, mogę to jeść?. Na facebookowe grupy czy fora internetowe takich zdjęć nie wrzucajcie, bo zaraz was zrugają, że nie znacie zasad zadokumentowania owocnika do oznaczenia. I niestety będą mieć rację. Zbesztają was również za długie pomalowane paznokcie dłoni trzymającej grzyb na zdjęciu albo rękawiczki, ale tym bym się nie przejmowała, bo to nie ich sprawa.

NIECZYTANIE POSTÓW

W sezonie na największej facebookowej grupie Grzyby, grzybiarze, grzybobranie i innych publikowane są dziesiątki, jeśli nie setki, zdjęć tych samych grzybów do konsultacji. Dla większości użytkowników jest to uciążliwe. Przypuszczam, że znaczna część autorów rozpoznałaby gatunek ze swojego zdjęcia w kilkunastu wcześniejszych postach. Warto trochę poszperać, to utrwala wiedzę. Lepiej też zadawać pytanie ze wskazaniem na jakiś gatunek niż samo: co to?

ORANIE ŚCIÓŁKI

Czasem ludzie robią tak bezmyślne rzeczy, że nie mogę się nadziwić. Widziałam, jak idą na grzyby z grabiami lub kijem i rozgarniają nimi ściółkę w poszukiwaniu grzybów, przede wszystkim gąsek. Takie rycie odkrywa grzybnię i naraża na działanie warunków atmosferycznych. Zamiast rozwijać się w ciemnym wilgotnym ukryciu, powiększając swoje terytorium, grzybnia wysycha na wietrze i w świetle. Tu jednak nie pomoże żaden poradnik savoir-vivre’u.

KOSZENIE WSZYSTKIEGO, CO ROŚNIE

Niektórymi targają niszczycielskie zapędy. Często widać porwane kapelusze muchomorów, kopnięte krowiaki, podeptane lisówki. Tylko po co? Przecież grzyby w lesie są potrzebne. Prowadzą gospodarkę odpadami organicznymi, są pokarmem dla wielu gatunków zwierząt, wspierają drzewa i regulują ich populację, wykluczając osobniki stare lub chore. Poza tym wyglądają wspaniale. Nie bierzcie też do oznaczenia pięćdziesięciu owocników, wystarczy wam jeden, dwa. Z grzybów jadalnych zbierajcie tylko te już rozwinięte, niezbyt młode i nie za stare. Pozostałym pozwólcie rosnąć i rozsiewać zarodniki.

IDIOTYCZNE W PROWADZANIE W BŁĄD

Teraz coś z kategorii: najgłupsze zachowanie na świecie. W Internecie posty publikują czasem dziwni ludzie, którzy celowo wprowadzają innych w błąd. W świecie grzybów takie żarty mogą skończyć się tragicznie. Moja wyobraźnia nie jest na tyle bujna, żebym mogła znaleźć logiczny powód okłamywania innych na temat gatunku grzyba. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko. Wiedza czerpana z Internetu musi być zawsze przez was weryfikowana w atlasach. Korzystajcie ze znanych forów, grup i profili, prowadzonych przez aktywnych, obecnych administratorów.

Zdjęcia: Paweł Starzec

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera