Dwudziestolatkowie: zdeterminowani czy zblazowani?

Grupa dziewczyn w streetwearowych ciuchach siedzi na ulicy przy murku

Mieszkając w dużym mieście, nietrudno o “jakąś” pracę. Jednak wiele osób nie widzi swojej przyszłości tak kolorowo, przekonując, że dla nich pracy po prostu nie ma. Czy staliśmy się bardziej wybredni i więcej wymagamy od przyszłego pracodawcy, a bezpieczny etat od 8 do 16 przestał być spełnieniem marzeń?

Piątek wieczór, siedzimy na Francuskiej. Kolega studiuje na ASP, koleżanka na Akademii Teatralnej, ja jestem na dziennikarstwie. Po tym, jak nadrobimy wszelkie informacyjne zaległości, przychodzi pora na „poważne” tematy. W taki oto sposób zaczynamy rozmawiać o przyszłości, a głównie o jej braku, jeśli chodzi o pracę. Adam jest naprawdę świetnym grafikiem. Ostatni rok studiów skłania go do refleksji, że trzeba będzie w końcu znaleźć jakąś porządną pracę, w końcu chce też samodzielnie wynająć mieszkanie. Do tej pory łapał się dorywczych zleceń – tu machnie komuś obraz, tam zatrudni się w firmie malującej murale. Dorabia. Na dłuższą metę nie da rady utrzymać się w ten sposób. Kiedy pytam go, co planuje dalej, wzdycha i mówi: nie wiem.

Nie chodzi mu wcale o kryzys, jaki dopada część studentów, którzy poszli na studia, skończyli je, a potem okazało się, że ostatnie trzy lata to bezsensownie stracony czas. I że wcale nie chcą robić tego, czego się nauczyli na studiach. Nie, on doskonale wie, co lubi robić i w czym jest dobry. Kocha malować, a szkicownik zawsze jest w jego płóciennej torbie. Mówię mu więc (choć sama ledwo w to wierzę), żeby nie przejmował się przyszłością, robił to, co sprawia mu przyjemność, a w końcu na pewno na dobre mu to wyjdzie. Prawda jest dużo bardziej gorzka. Jeżeli nie jesteś wziętym, znanym artystą, to mało prawdopodobne, że ktoś będzie zabijał się o twoje prace. Teoretycznie jest kilka opcji, które pozwolą malarzowi/ rysownikowi zarobić, ale w praktyce to niezłe dno. Poradę, by rozejrzał się po kawiarniach, kwituje: “Nie ma mowy, nie chcę bezsensownie tracić czasu na ciężką robotę, której wcale nie lubię i nie daje mi żadnych perspektyw”. No właśnie.

Blondynka i brunetka w białych bluzkach

Kolejna jest Majka. To będzie jej ostatni rok na Akademii Teatralnej. Miała za sobą już kilka castingów, w kinach pojawi się niedługo film z jej udziałem. Zupełnie nie pali się do rozmowy o przyszłości, żartując, że jeśli kariera aktorska nie wypali, skończy reklamując szynki. W jej przypadku wszystko wygląda trochę inaczej. Od dziecka znała świat filmu ze względu na swoją rodzinę. Nie za bardzo więc jest się czym martwić, bo na pewno jeśli nawet powinęłaby jej się noga, znajdzie się ktoś, kto jej pomoże. Majce przez myśl nie przeszło, że mogłaby robić coś innego.

Kilka dni później spotkałam się z Kaśką. Jej marzeniem było dostać się na scenografię na ASP, jednak ostatecznie trafiła na historię sztuki. Chciałaby projektować witryny sklepowe. Uznałyśmy, że w Warszawie jest tylko jedna witryna zasługująca na uwagę – sklepu Louis Vuitton w Vitkacu. Tam, choć wciąż najważniejszym elementem jest produkt, scenografia jest niezwykle dopracowana i zwraca uwagę.

Kasia jak dotąd nie musiała pracować, bo mieszka z rodzicami, ale zdaje sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie moment rozłąki i usamodzielnienia się. Wydaje mi się oczywistym, że w związku z jej marzeniami, powinna iść na studia dotyczące visual merchandisingu dotyczące projektowania wystaw i zaplanowania przestrzeni wewnątrz sklepu. Na to pada krótkie: “O w życiu! Te studia nie dotyczą projektowania dzieł sztuki na witrynach a ubierania manekinów. A ja tego robić nie chcę”. Nie widzi w związku z tym dla siebie pracy w Polsce, ale do Włoch (gdzie w ogóle jest kilka miejsc pracy na tym wyjątkowym stanowisku, o które chce się ubiegać) też nie ma ochoty wyjeżdżać.

Chłopak i dziewczyna siedzą na dachu i podczas zachodu słońca

Kilka lat temu mówiło się o tym, że młodzi ludzie to darmozjady, którym nie chce się pracować i najchętniej do 30-stki siedzieliby na kanapie rodziców. Wydaje mi się, że sytuacja znacznie się zmieniła. Jak widać, problem nie dotyczy tego, że ludzie nie mają ochoty pracować lub że nie wiedzą, co chcą robić. Każdy z moich rozmówców był świadom, co go interesuje. Wszyscy mieli określone cele, tylko zupełnie nie wiedzieli, w jaki sposób je osiągnąć. Może i jest też trochę tak, że wraz z wolnością wyboru, jaką teraz mamy, staliśmy się bardziej wybredni, bo wiemy, że przed nami wiele opcji. Choć to oczywiście tylko pozory. Czy w takim razie lepiej jest porzucić marzenia na rzecz przypadkowej pracy, z której nigdy nie będziemy szczęśliwi? A może lepiej obstawać przy swoim i bronić tego, w co się wierzy? I wreszcie, czy to oznaka rozpieszczenia czy wręcz przeciwnie – siły i determinacji? Cóż, najprościej chyba będzie spotkać się z nimi za 10 lat i zapytać.

Tekst: Sara Leszczyńska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera