Diwki z wysp – złota 11 brytyjskich diw i diwek

Diwki z wysp – złota 11 brytyjskich diw i diwek

Faworyty. Ulubienice krytyków i publiczności. Mają na koncie platynowe płyty, pierwsze miejsca na listach przebojów, maksymalne noty w opiniotwórczej prasie. Pop dawno nie był tak sfeminizowany, a w słusznych tendencjach bryluje rynek brytyjski. Polecamy brać przykład, parytety nie będą potrzebne. Poniżej lista naszych ulubionych diw i diwek ostatnich lat. Złota jedenastka, bo nijak nie dało się przyciąć do dziesięciu.

Amy Winehouse

amy Diwki z wysp – złota 11 brytyjskich diw i diwek

 

Super oferta NIKE

JD Sports wchodzi do Polski i kusi ofertami na produkty NIKE. Link w artykule.

Diwa fatalna. I jedyna prawdziwa. Rozpoczęła lawinę medialno-finansowych sukcesów brytyjskich wokalistek i przepadła w rynsztoku bulwarowych newsów. Tak, to ona paradowała boso, po nocy, zamroczona i w obdartych portkach po londyńskich ulicach, wystawiając się na ostrzał paparazzich (nie było dnia bez pogrążającej fotografii, potem ich pozwała). To jej rodzice apelowali publicznie, by nie kupować płyt kłopotliwej córeczki i tym samym odciąć ją od stałego dopływu gotówki (czytaj: stałego dostępu do narkotyków).

To ona stała się inspiracją dla wystawionej dwa lata temu w jednej z nowojorskich galerii instalacji „The Only Good Rock Star Is Dead Rock Star” (Jedyna dobra gwiazda rocka to martwa gwiazda rocka) – z Winehouse w basenie krwi. Nie poszła na odwyk – no no no – ale pojechała szukać spokoju w luksusowej letniej rezydencji Bryana Adamsa (można upaść tak nisko!). Ale pod włosem natapirowanym tak, że mogłaby w tym koku przemycić furgonetkę cracku, i za tuzinem wytatuowanych pin up girls kryje się coś, czego nie pokazała już dawno żadna śpiewająca dziewczyna. Talent. Największy, toksyczny, wyniszczający.

Teksty Winehouse – bezpośrednie, bywa, że wulgarne – to do bólu szczery dziennik wielkiej miłości słabego człowieka. Love story rozpisane na piosenki i pięści. Bo dużo się bili, on często przegrywał. Rozdzierające melodie kłaniające się klasykom Motown Amy Winehouse zamieniła w multiplatynowe przeboje. Obsypana prestiżowymi nagrodami liczy nakłady w wyprzedanych milionach. Nagrała dwa równie znakomite albumy, „Frank” i „Back to Black”. (ak)

Lily Allen

Uśmiechnięta wokalistka, czarno-białe zdjęcie.

Diwa anty. Przedarła się na szczyt i do serc blogiem, na którym bez żenady objeżdżała pół brytyjskiej sceny, słodką piosenką o niesłodkim rozstaniu, klipem, w którym płaci okolicznym dresom, by pobili jej niedobrego eks, i wizerunkiem łobuza w vintage’owej kiecce i trampkach. Księżniczka inaczej. Trzyma z fajnymi chłopakami, pluje, pije, ostentacyjnie żuje gumę i przeklina. Może się pochwalić dilerską przeszłością. Doskonały materiał na gwiazdę. A do tego szybko wyszło, że także córka telewizyjnej gęby, choć oskarżeniom o nepotyzm zaprzeczyła. Inna sprawa, że niepotrzebna jej była pomoc prominentnego tatusia.

Zadziorna Lily swoje medialne powodzenie zawdzięcza nie korzyściom z genów i magii Photoshopa (pamiętamy zamieszanie, gdy paparazzi pokazali, jak te nogi wyglądają naprawdę), a błyskotliwym pyskówkom i listom przebojów. Allen sprzedała ponad dwa i pół miliona egzemplarzy debiutanckiego, nominowanego do Grammy albumu „Alright, Still” i tyleż samo jego następcy, „It’s Not Me, It’s You” (na Wyspach takie wyniki oznaczają potrójną platynę). Ładny, eklektyczny pop z podtekstem wyróżnia Allen na tle grzecznych, modnych wokalistek. Ostatnio przebąkiwała coś o zawieszeniu kariery muzycznej, ale my nie wierzymy głupim plotkom. Nie chcemy wierzyć. (ak)

Kate Nash

Kate Nash pomalowana czerwona szminką.

Diwka z sąsiedztwa. Jeszcze cztery lata temu układała ciuchy w podrzędnej sieciówce, dziś może zadzierać nosa jak mało kto. Co z tego, że ma problemy z nadwagą i postępującą dysortografię? Grunt, że brytyjskie nastolatki wzięły ją za swoją. Z dorosłymi było ciut gorzej. Kate Nash, dziewczyna z irlandzkimi korzeniami, pierwsze piosenki zaczęła publikować w serwisie MySpace. Kiedy do jej drzwi zastukał agent z niezależnej wytwórni Moshi Moshi, popłakała się ze szczęścia. Panna Nash miała jednak łeb na karku i wzruszające historie o brzydkim kaczątku kazała sobie wsadzić…

Apetyt na mainstreamowy sukces okupiła skrajnym wyczerpaniem i urażoną dumą. Bieganie za ludźmi na ulicy, zagadywanie i wciskanie im demówek zaintrygowało dziennikarzy, którzy obwołali ją „gorszą wersją Lily Allen”. Nash nie dała za wygraną i broniła się przed wepchnięciem do jednego worka z rozwydrzoną zadymiarą. „W ogóle nie brzmimy podobnie. To dziennikarze zebrali ekipę młodych wokalistek i nazwali nas nowymi Lily Allen”. Kiedy ukazał się jej debiutancki album, „Made of Bricks”, nikt już nie miał wątpliwości, że Kate Nash zatrzęsie brytyjską sceną pop. Charakterystyczny akcent i okrągła buzia sprawiły, że rok 2007 miała w kieszeni. Kiedy już zagrała na największych festiwalach w Europie, a debiut pokrył się platyną, z ulgą wyprostowała środkowy palec. (aw)

Lady Sovereign

Wokalistka w kolorowej bluzie.

Diwka w dresie, więc eksportowa. Wyszczekane metr pięćdziesiąt, „najfajniejszy karzeł w grze” (to cytat z samej Sov). Panna dynamit, raperka, pierwszy nieamerykański wykonawca zakontraktowany przez Jaya-Z. Tupeciara, jakich mało. Jej dwa albumy mogą się wlec gdzieś w drugiej pięćdziesiątce brytyjskich notowań bestsellerów, ale potęga Lady Sovereign mierzy się przede wszystkim dokonaniami na obcych rynkach. Ten amerykański jest zbyt duży i rozproszony, by masy trwale przywiązały się do jednej gwiazdki z drugiej strony oceanu. Lady Sov wiedziała, jak uderzyć, wybrała najlepsze narzędzie działania na młodociany tłum – telewizyjny tasiemiec.

Najpierw nagrała własną wersję „Pretty Vacant” Sex Pistols specjalnie na potrzeby ścieżki dźwiękowej „The O.C.”, jednego z najpopularniejszych seriali młodzieżowych ostatniej pięciolatki. A potem pozwoliła na pojawienie się singlowego „So Human” w „90210”, marnej, ale oglądanej reaktywacji niezapomnianego „Beverly Hills 90210”. Fonograficzny debiut, „Public Warning”, adresowała głównie do fanów grime’u. Na drugiej płycie, „Jigsaw”, pojawiły się już soft refreny i dziewczyńskie linijki. Poskładaj jej pociachane w puzzle serce. (ak)

https://www.youtube.com/watch?v=TAO9EFY0Fm4&pp=ygUOTGFkeSBTb3ZlcmVpZ24%3D

Bat For Lashes

Wokalistka w czerwonej sukni, pozuje.

Diwka buntowniczka. Zamiast chodzić na lekcje pianina, Natasha Khan wolała improwizować w samotności. Dla dorastającej dziewczynki opuszczonej przez ojca tyrana takie rzępolenie miało znamiona emocjonalnego katharsis. Jako córka pakistańskiego sportowca, od najmłodszych lat borykała się z brakiem akceptacji ze strony szkolnych rówieśników. Kiedy stała się ofiarą rasistowskich żartów, postanowiła nigdy więcej nie wrócić do szkoły. „Udawałam, że wsiadam do pociągu i jadę do szkoły, ale pod nieobecność matki wracałam do domu i słuchałam Nirvany”.

Kilka miesięcy później uciekła z domu i za skromne oszczędności zafundowała sobie podróż do Ameryki i Meksyku. „Kiedy skończyły mi się pieniądze, wygrzebałam ze śmietnika gitarę, usiadłam na ulicy i zaczęłam grać. Od tej pory zawsze miałam w kieszeni kilka dolców”. Wytrzymała trzy miesiące. Kiedy podejmowała pracę przedszkolanki, miała za sobą szereg eksperymentalnych instalacji, ulicznych performance’ów i gotowy materiał na płytę „Fur and Gold”. Kawałkiem „The Wizard” uwiodła samego Thoma Yorke’a, ale kiedy nominowano ją do Mercury Music Prize i Brit Awards, wróciła z pustymi rękami: „Zawsze powtarzałam, że los mi nie sprzyja. Mam nadzieję, że w końcu da mi drugą szansę”. My też! (aw)

Elly Jackson a.k.a. La Roux

La Roux, krótkie włosy, sama twarz piosenkarki.

Diwka vintage. „Nie mam płci ani orientacji seksualnej. Nie czuję się ani mężczyzną, ani kobietą” – wyznała 22-letnia Elly Jackson, połowa duetu La Roux. Dokładnie rok temu kawałkiem „In for the Kill” rzuciła na kolana brytyjskie listy przebojów. Obok nośnych piosenek w synthpopowej garmażerce był jeszcze futurystyczny look żywcem wyjęty z teledysków Erasure. Ale zanim panna Jackson będzie kazała płacić sobie 30 tysięcy euro za 40-minutowy występ, dzieciaki ze szkółki niedzielnej urządzą jej piekło na ziemi. „Byłam duża, gruba i ruda. Rówieśnicy uważali mnie za lesbijkę. Chodziłam do faszystowskiej szkoły, która zamiast wyleczyć z dysleksji, doprowadziła mnie do skrajnej depresji. Czy w takich warunkach może narodzić się gwiazda?”.

Elly postanowiła cofnąć wskazówki zegara o 20 lat, wygrzebała z szafy rodziców kilka starych T-shirtów i zaczęła słuchać Human League. Kiedy w 2006 roku spotkała Bena Langmaida, była już dojrzałą artystką z kilkoma kompozycjami w szufladzie. Wkrótce ich debiutancki album zatytułowany „La Roux” stał się międzynarodową sensacją, a Elly – naczelną trendsetterką. Dwa tygodnie wystarczyły, żeby połowa damskiej populacji Londynu przefarbowała się na rudo i zaczęła nosić za duże ciuchy. Brawo Elly, zemsta jest słodka. (aw)

Little Boots

littleboots Diwki z wysp – złota 11 brytyjskich diw i diwek

Diwka w piżamie. Victoria Hesketh jako jedna z pierwszych popowych gwiazdek wykorzystała w należyty sposób możliwości internetu. Kiedy w 2008 roku na dobre umarł jej macierzysty zespół Dead Disco, Victoria zaczęła nagrywać w swojej sypialni krótkie klipy z coverami Human League i Madonny przeplatanymi jej własnymi kompozycjami, a potem udostępniała je na YouTube. Przetłuszczone włosy, absolutnie antyseksowne piżamy, akompaniament złożony ze stylofonu oraz syntezatora rodem z półki przeznaczonej na prezenty komunijne.

W Internecie zaczyna wrzeć. W tym momencie kilka wpływowych blogów muzycznych otrzymuje jej pierwsze studyjne nagranie – „Stuck on Repeat”. Utwór z miejsca staje się fenomenem, słuchacze spekulują, czy nie jest to przypadkiem kawałek Kylie Minogue albo Goldfrapp. Liczba wyświetleń piżamowych teledysków na YouTube rośnie. Każdy blogowy wpis o Little Boots staje się hitem – no bo jak tu nie lubić dziewczyny, która chce zbudować laserową harfę z konsoli Nintendo Wii?

Wydawało się, że album „Hands” będzie najbardziej wyczekiwanym debiutem 2009 roku. Premiera płyty została jednak przyćmiona przez wydane w tym samym czasie nagrania Florence i La Roux, a w opinii recenzentów po prostu nie sprostała oczekiwaniom. Nic to. Ostatnio Little Boots rozpoczęła pracę z Garym Numanem, legendą elektronicznego popu, więc jeszcze o niej usłyszymy! (mp)

Micachu

Micachu Diwki z wysp – złota 11 brytyjskich diw i diwek

 

Diwka anarchistka. Wśród fanów tej 21-latki są Björk i producent Matthew Herbert, który ma na koncie współpracę z Moloko, Yoko Ono czy R.E.M. Jeśli wierzyć plotkom, to Herbert przez kilka dni nie dawał dziewczynie spokoju, nękając ją zaborczymi e-mailami. „Nie daruję sobie, jeśli ktoś inny wyprodukuje Jewellery” – jęczał. Kiedy Mica w końcu zgodziła się (!) na kolaborację z legendą elektronicznej awangardy, jej znajomi z formacji The Shapes przecierali oczy ze zdumienia. „Nie tak miało to wyglądać!” – krzyczeli z kolei przerażeni rodzice. Ich córeczka uczyła się gry na skrzypcach i altówce, otrzymała też prestiżowe stypendium Guildhall School of Music and Drama na wydziale kompozycji.

Dlaczego gra teraz koncerty w brudnych pubach? Raz, że wyglądała na wiecznie skacowaną, a dwa to chaos i dźwiękowa anarchia, o którą ciężko w wypolerowanej filharmonii. Nieposłuszeństwo wyszło na dobre małej Mice. Krytycy oszaleli na punkcie „Jewellery”, nazywając album „muzycznym rollercoasterem”. Wycinek tego cacka mogliśmy obejrzeć z bliska na zeszłorocznym OFF Festivalu. (aw)

https://www.youtube.com/watch?v=8TRkZpFgJcI&pp=ygUHTWljYWNodQ%3D%3D

Florence Welch

Florence pozujaca na podłodze w srebrnym szlafroku.

Ruda diwka. Znana z występów ze swoją Maszyną. Według Noela Gallaghera z Oasis rudzi ludzie nie powinni nigdy robić muzyki (to właśnie pod wpływem płyty Florence & The Machine nasz ulubiony robotnik wydał tę opinię). Ale on uważa, że Oasis to najlepszy zespół na świecie, więc kto by mu tam wierzył. No i co z Geri Halliwell vel Ginger Spice? Zresztą, tłumy na koncertach Florence świadczą o tym, że ruda muzyka ma się dobrze nawet po rozpadzie Spice Girls. Kiedy obdarzona aparycją wiedźmy z Andersenowskich baśni wokalistka jeździła po Polsce, śpiewając w chórze, na jej kościelne występy przychodziło w najlepszym wypadku kilku starych ludzi.

Kiedy wróciła nad Wisłę po zdobyciu najbardziej prestiżowych nagród brytyjskiego przemysłu muzycznego (obecność na liście następnych dużych rzeczy, czyli BBC Sounds of 2009, dwa wyróżnienia w ramach Brit Awards), warszawska Stodoła napęczniała od fanów, a publiczność ochoczo skandowała piosenki z wydanego w połowie 2009 roku debiutanckiego albumu „Lungs” („Płuca”). (mp)

Ellie Goulding

Ellie w dżinsowej koszuli.

Złota diwka szczęścia. Nie musiała za bardzo ubiegać się o sławę, sława przyszła do niej sama. A raczej ten specyficzny rodzaj medialnej sławy, nazywany z angielska hajpem. „Ludzie nie chcą mnie lubić, bo jest wokół mnie tyle szumu. Mają dosyć widzenia mnie wszędzie, gdzie tylko spojrzą. Dziennikarze czują, że muszą skrytykować mój występ, nawet jeśli się im podobał” – mówiła Ellie podczas rozdania nagród Brit Awards, zaraz po odebraniu wyróżnienia krytyków. Brzmiało to trochę, jakby ten cały szum wcale nie był po jej myśli. Jakby nadal chciała pisać sobie piosenki w zaciszu sypialni, marząc o sławie. Ale już za późno.

Jej dalsza kariera podąży być może śladami Florence & The Machine, bo początki wyglądają podobnie – poza wspomnianą nagrodą na Brit Awards (w zeszłym roku ta sama nagroda powędrowała do panny Welch) Ellie załapała się również na listę BBC Sounds of 2010 (tutaj czołowe miejsce, przy trzecim dla Florence rok wcześniej). Chociaż Florence nie miała okazji pracować nad płytą z tak rozchwytywanymi producentami jak Starsmith i Frankmusik. Z drugiej strony owoc tej pracy, album „Lights”, zbierał skrajnie różne recenzje – od zachwytów po jęki zawodu (podobnie było swoją drogą z autorskim albumem Frankmusika). (mp)

Marina & The Diamonds

Marina w złotej sukience.

Grecka diwka. W przeciwieństwie do scenicznego zawołania Florence Welch, diamenty od Mariny nie są nazwą jej zespołu. Ale szkoda zmarnować sposobność do chwytliwej nazwy, kiedy ma się takie nazwisko jak Diamandis. Czym są te szlachetne kamienie, jeśli nie zespołem? Marina mówi tak o swoich fanach, co jest całkiem urocze. Urocze są także partyzanckie początki jej kariery – pierwsze demówki nagrała w programie Garageband, dodawanym za darmo do komputerów Apple, i z producentem muzycznym znalazionym przez ogłoszeniowe forum Gumtree. Wypalone na domowej nagrywarce i sprzedawane za pośrednictwem MySpace EP-ki sprzedały się w zatrważającym nakładzie 70 egzemplarzy.

Sukces porównywalny z debiutem młodego polskiego zespołu, ale materiał z „Mermaid vs Sailor” zwrócił uwagę niezależnej wytwórni Neon Gold (to ona odkryła Passion Pit czy wspomnianą obok Ellie Goulding). Stąd już tylko krok do kontraktu z Warnerem. I obecności na – a jakże – liście BBC Sounds of 2010 oraz nominacji do – a jakże – BRIT Awards. W przeciwieństwie do innych diwek, swoją popularność budowała powoli i organicznie – grając koncerty i nagrywając utwory prezenty dla swoich kochanych
diamencików. (mp)

Zobacz też: Syreni śpiew na „Mermaids”, nowej piosence Florence + the Machine!

Syreni śpiew na „Mermaids”, nowej piosence Florence + the Machine!

5/5 - (1 vote)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News