Chciałabym, żeby sztuka inspirowała do dobra, nie do ciemności. Rozmawiamy z Ofelią, czyli Igą Krefft

Dziewczyna w krótkich włosach, ubrana w czerwoną bluzkę a tle lasu i błękitnego nieba

Ofelia może wydawać się wam znajoma. Możecie ją kojarzyć z rysów twarzy, ale już za moment będzie się wam kojarzyła ze słowami i dźwiękami.

29 sierpnia odbyła się premiera pierwszego oficjalnego singla zapowiadającego debiutancki album Ofelii razem z hipnotyzującym teledyskiem wyreżyserowanym przez Wiktora Ejryszewa.

Ofelia to wyobrażenie o celu wędrówki i opowieść o wszystkim, co rozegrało się na drodze. To głęboki oddech świeżym powietrzem i otwarte zaproszenie na zewnątrz. Z miłości do muzyki, nieuległe słowo w ruchu. Piosenki wymierzone w nieczułość. Serce bijące w przylgnięte ucho. Nowe – czytamy na fanpage’u Ofelii.

Z okazji premiery teledysku zadaliśmy Ofelii kilka pytań, nie tylko o tytułowe Tu.

Tu jest światło i Tu jest dobrze. Czyli tytułowe Tu to bardziej miejsce, czy może stan ducha?

Dla mnie Tu, jest spokojem u ciepłem, które mam w sobie, wiec to i miejsce i stan ducha równocześnie. Oczywiście każdy słuchacz może interpretować tekst na swój sposób. To zresztą mnie szalenie ekscytuje w tworzeniu – czyli osobista relacja każdego słuchacza z moją muzyką.

Jesteś zarówno autorką słów, jak i muzyki do pierwszego singla zapowiadającego Twój debiutancki album. Jak wygląda u Ciebie proces twórczy? Traktujesz go jako odskocznię od codzienności, formę wyciszenia, czy wręcz przeciwnie – wyrzucenia z siebie zalegających emocji?

Może to być mało romantyczne, że zburzę ten wyidealizowany wizerunek artysty ąę, który musi zapalić papierosa i patrzeć na krople deszczu przez okno mieszkania w kamienicy, żeby coś napisać. Kiedy czuję, że muszę coś napisać to zwyczajnie to robię. Wygląda to trochę jak trening – traktuję to, jak wykonywanie swojego zadania. Podchodzę do tego z pełną dyscypliną. Wiem, że niektórzy potrzebują rytuałów i to jest super! Sama chciałabym tak mieć – może byłabym bardziej seksi (śmiech), ale mnie takie sprawy raczej rozpraszają niż stymulują. Kiedy piszę potrzebuję: kartki, ołówka, gitary i SAMOTNYCH GODZIN bo nie umiem pisać czując obok czyjaś obecność – nie wiem dlaczego!

Razem z singlem premierę miał także teledysk, który powiem szczerze – jest przepiękny i hipnotyzuje. Reżyserią i scenariuszem klipu zajął się Wiktor Ejryszew. Od początku wiedziałaś, że chcesz, by ten klip wyglądał tak, jak możemy go oglądać dzisiaj na YouTube, czy wizja się zmieniała?

Jestem największą fanką pomysłów Wiktora, uważam, że jest najzdolniejszym facetem jakiego znam i od początku powiedziałam mu – zrobię co zechcesz. Oczywiście nie było łatwo bo, pomimo że prywatnie jesteśmy razem to był dla mnie bardzo wymagający na planie – mam wrażenie, że nawet bardziej przez to, że doskonale mnie zna i wie jakie mam możliwości. Oddałam mu całkowicie tę działkę. Tym teledyskiem pokazał, że doskonale rozumie moją estetykę, myślę, że nie mogłam wyobrazić sobie lepszego filmu do Tu.

Kilka osób w komentarzach na YouTube napisało, że Twój singiel przypomina im wczesną twórczość zespołu Hey, co Ty na to?

Jestem totalnie w szoku bo wstyd się przyznać, ale nie jestem wybitnie obyta z wczesnym Hey. Chociaż poprzedni numer miał niemalże drugi tytuł wymyślony przez komentujących: Podsiadło vibe, gdzie piosenka powstała zupełnie bez jakichkolwiek wpływów twórczości Dawida. Mogłabym wskazać nawet kto był inspiracją i jest to zupełnie inny twórca. Widać słuchacze potrzebują szukać nawiązań i jest to ich prawo! Wolę jednak żeby dzwoniło i Hey i Podsiadło niż jakieś wspaniałości Disco Polo (śmiech).

Wiemy, że nie wszystko złoto co się świeci, ale ciągle jednak ulegamy fantazji i romantyzujemy ciemność – możemy przeczytać w informacji prasowej Twojego singla. Dlaczego według Ciebie tak się dzieje i czy jest na to jakiś sposób?

Ooooch! Super pytanie! Dzieje się tak ponieważ kultura niestety w dużej mierze opowiada o ciemnościach. Opowiada i to w piękny sposób – piękna, muzyka, piękne obrazy i chyba w największej skali dla mnie przynajmniej filmy. Dlatego, kiedy oglądamy scenę w filmie gdzie dziewczyna ćpa, jest oczywiście pięknie ucharakteryzowana, wygląda seksi, wamp, po czym oglądamy jej cudowny haj ubrany w zajebiste kadry. No normalnie nic więcej jak tylko pójść i wciągnąć kreseczkę! To samo ze słynnym Ojciec Chrzestnym – lecę zakładam mafię, kupuje spluwę i będę robić swoje porządki. Nie będę wymieniać więcej bo mogłabym długo. Chodzi mi o to, że fajnie by było gdyby sztuka inspirowała raczej do dobra, brakuje mi tego. Dzisiaj często zwykłą dobroć uważamy za głupotę. Dla mnie dobro jest najbardziej pociągające! Ale do tego oczywiście musiałam dojrzeć. Świadomie staram się karmić tego dobrego wilka w sobie!

Zaproszenie na premierę, które nam wysłałaś miało przepiękny zapach – dowiedzieliśmy się, że sama go skomponowałaś. W takim razie zapytam: czym pachniałoby Tu, gdyby było perfumami?

Lubie kontrasty wiec lasem, wodą z nutą czegoś ostrego jak pieprz, czy dym papierosów, może benzyna bo Tu nigdy nie jest albo czarne, albo białe.

Czego możemy spodziewać się po Twoim debiutanckim krążku? Czy będzie utrzymany w stylistyce pierwszego singla?

Pewnie jakieś wspólne elementy będą, ale moje życie jest nieprzewidywalne więc utwory na płycie będą odzwierciedleniem tego. Tak przynajmniej wyszło chyba (śmiech). Chciałam, żeby album był ciekawą historią. Mam nadzieje, że zaskoczę!

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcie wyróżniające: Zuzanna Krefft

Komentarze
Chciałabym, żeby sztuka inspirowała do dobra, nie do ciemności. Rozmawiamy z Ofelią, czyli Igą Krefft
5 (100%) 3