Cancel Culture. Łączymy się w nienawiści

cancel culture
Czym jest zjawisko Cancel Culture? Wraz z przeniesieniem życia codziennego do mediów społecznościowych, dystans pomiędzy twórcą i odbiorcą znacząco się skrócił. Dzieje się tak dlatego, że celebryci prowadzą swoje kanały w sposób, który tworzy iluzję intymności. Internauci decydują już o tym co celebryci będą robić w ciągu dnia, co zjedzą, i czy wybiorą siłownie czy kino. To prowokuje zarówno jednych i drugich do coraz śmielszych słów i działań.

 

Kiedyś było tak, że jeśli znaleźliśmy plotki na czyiś temat, mogliśmy podzielić się nimi tylko z naszymi przyjaciółmi. Obecnie media społecznościowe stały się platformą, na której można coś napisać i sprawdzić jak szerokie kręgi zatoczy taka informacja. Przeszukiwanie cudzej przeszłości, wyciąganie zdań z kontekstu, a następnie tworzenie wokół tego sensacji, stało się dla internautów najlepszą rozrywką. Ta zabawa odbywa się jednak czyimś kosztem, a granice przesuwane są niebezpiecznie daleko. Zjawisko to określane jest jako cancel culture, czyli kultura unieważnienia.

Cancel Culture to współczesna forma społecznego ostracyzmu w sieci. Anulowanie kogoś, oznacza usunięcie osoby z kręgów zawodowych czy społecznych. To nie tylko zaprzestanie wspierania tej osoby, ale pozbawienie autorytetu i znaczenia jego dorobku. Często kryje się za tym również zawstydzanie i obrażanie. To zjawisko dotyczy głównie celebrytów i osób publicznych, które swoją wypowiedzią lub zachowaniem wzbudziły kontrowersje.

Poprzez kulturowe unieważnienie odbierane jest prawo do wolności słowa, do własnego zdania i poglądów. Jedna niefortunna wypowiedź, zachowanie czy inicjatywa może poważnie zachwiać społecznym statusem.

Hejt nowym sposobem na budowanie relacji?

Nadinterpretacja wypowiedzi w sieci to codzienność niemalże wszystkich internetowych twórców. Zauważalnie umocniło się to w momencie wprowadzenia lockdownu, od kiedy w sieci spędzamy jeszcze więcej czasu. Psycholodzy zwracają uwagę, że oprócz zarażenia się Covid-19, społeczeństwo narażone jest również na ryzyko wystąpienia poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym. Spowodowane jest to długotrwałą izolacją i niepokojem związanym z przeżyciem tak rozległego kryzysu.

cancel culture
Źródło: unsplash.com

Eksperci argumentują, że prowokowanie sensacji wokół czyichś zachowań może być sposobem na tworzenie relacji. Chociaż w tym wypadku poczucie wspólnoty wynika z negatywnych opinii, może również stanowić przestrzeń do szukania pocieszenia w trudnych chwilach. Osoby publiczne są w tym wypadku idealnym wspólnym wrogiem, a wyładowanie frustracji w ten sposób jest kuszące i niemal bezkarne. 

John Suler, profesor psychologii na Rider University zwraca uwagę, że sposób komunikacji jaki stosują internauci wobec celebrytów to przykład klasycznego przeniesienia. Ludzie nieświadomie postrzegają osobę publiczną właśnie jako kogoś znaczącego w ich życiu. Następnie przenoszą swoje uczucia, często bardzo negatywne, na celebrytę.

Kim są ofiary CANCEL CULTURE?

Sieć roi się od osób identyfikujących się jako ofiary cancel culture. Magazyn Harper’s Bazaar opublikował list otwarty podpisany przez 150 dziennikarzy, aktywistów i twórców, opowiadający o zniewoleniu i eskalacji shamingu w sieci. Czy jest to dużo szumu o nic, czy niesie to ze sobą realne konsekwencje? Zdania co do tego są  podzielone.  

Po jednej stronie mamy na przykład J.K Rowling, która za swoją wypowiedź dotyczącą osób transseksualnych, z poczytnej bestsellerowej pisarki w opinii publicznej, stała się “nędzną pisarzyną.” Jedna wypowiedź pociągnęła za sobą rzesze obrońców tej mniejszości, którzy w ekspresowym tempie “rozprawili się” z domniemaną dyskryminacją. Pomimo wielokrotnego wyjaśniania swojego stanowiska, kolejne tweety wyłącznie napędzały fale hejtu pod jej adresem.

cancel culture
Żródło: Twitter

Po drugiej stronie sporu o Cancel Culture, stoją Ci, którzy wyśmiewają zjawisko. Twierdzą, że to sztucznie wykreowana internetowa drama, a tylko nielicznych dotykają realne konsekwencje. Mnożą też przykłady celebrytów, dla których twitterowy stos wiąże się wyłącznie ze wzrostem oglądalności.

Jeśli uspokaja Cię fakt, że lista w Harper Baazar zawiera same zagraniczne nazwiska, zatem są to pewnie tylko dramy zaa oceanu, to jednym tchem wymienić możemy przypadki z własnego podwórka. Zresztą obserwując swoich ulubionych twórców na Instagramie na pewno spotkałeś się z tym, że dotknęło to także osoby, których treści są dla Ciebie wartościowe.

W tym roku miano “polskiej królowej wykluczenia” przypadło już kilkukrotnie Annie Lewandowskiej. Na początku jesieni trenerka fitness opublikowała na swoim Instagramie filmik, na którym ubrana w “fatsuit” tańczy do piosenki Beyoncé. Lewandowska chciała w ten sposób zwrócić uwagę na to, że kobiety są bezustannie porównywane i ocenianie. Prezentując swoje ciało w wersji plus size chciała pokazać dystans do siebie i dołączyć do grona osób promujących ciałopozytywność. Osiągnęła jednak odwrotny skutek. W sieci pojawiło się sporo głosów od kobiet, które poczuły się dotknięte i urażone takim wystąpieniem influencerki. Pojawiły się zarzuty, że taka forma solidaryzacji to przeciwieństwo ciałopozytywności, a nawet jawny body shaming. Lewandowska jako osoba uprzywilejowana, powinna dawać przykład swoją postawą a nie pogłębiać stereotypy krążące wokół osób otyłych.

Trenerka odniosła się do zarzutów z zapewnieniem, że jej chęci były dobre, a jej celem było to by pokazać, że osoby publiczne też borykają się z bezustanną oceną. Intencje były słuszne, forma przekazu okazała się przestrzelona. To dowodzi temu z jak dużą dosłownością w odbieraniu treści mamy do czynienia i jak łatwo naciągnąć strunę akceptacji zbyt mocno.

Spoglądając na problem trochę szerzej okazuje się, że anulowanie obejmuje też osoby spoza celebryckiej bańki, którzy w niefortunny sposób wyrazili swoją opinię czy popełnili niemoralny czyn. Nawet jeśli miało to miejsce przed dekadą, a sam „bohater” publicznego stosu przeprosił i wycofał się z wypowiedzianych słów, a nawet oficjalnie odpokutował. Dzieje się to z pewnością w mniejszych kręgach. Jednak wobec konsekwencji anulowania, wszyscy jesteśmy równi, jako ludzie, dla których jedną z podstawowych potrzeb niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania jest potrzeba przynależności i akceptacji. 

Człowiek uczy się na błędach… jeśli może je popełniać.

Problem z kulturą unieważnienia polega na tym, że nie ma w tym prawdziwej spójności, przez co rzadko wyciąga się wnioski. To, co dla niektórych wygląda jak opinia lub błąd, dla innych jest pogwałceniem moralnego tabu. Kultura anulowania jest na tyle toksyczna, że nie można już nawet uczyć się na swoich błędach, ponieważ nie można ich popełniać. Unieważnienie kogoś jest w tym momencie rodzajem odczłowieczenia. Los twórcy jest rozstrzygany, zanim zdąży odpowiedzieć na zarzuty pod swoim adresem. 

Źródło: unsplash.com

Dyskryminacja na wszystkich polach jest szkodliwa i nie powinna spotkać się z przyzwoleniem społecznym. Jednocześnie naruszenia moralne zawsze wywołują reakcję emocjonalną. Słuszne jest kwestionowanie opinii publicznej, ale granica między uczciwą krytyką, a aktami nienawiści ulega zatarciu. 

Polaryzacja społeczna doprowadziła do sytuacji, w której uwięzieni zostaliśmy w dosłowności, politycznej poprawności i zobowiązani zostaliśmy do skrajnej literalności. Jednocześnie próba kurczowego trzymania się tych zasad powoduje, że wypowiedzi noszą znamiona mechanicznych, niezrozumiałych i zniekształcają język. 

#Deathto… You

W 6 odcinku, 3 sezonu Black Mirror, społeczeństwo zostało pokazane jako nienawistny rój. Porównane do owadów, które poprzez napędzanie hejtu w sieci, upajają się nienawiścią, a za szerzenie jej nie ponoszą żadnych konsekwencji. Brzmi znajomo ?

cancel culture
Źródło: Netflix – Black Mirror – “Hated in The Nation”

Odcinek “Hated in the Nation” opowiada o rzeczywistości, w której szerowaniem hashtagu #Deathto z nazwiskiem wybranej osoby, użytkownicy twittera nieświadomie dokładali cegiełkę, do wyroku wykonywanego przez mechaniczne pszczoły. Ofiarami były osoby, których słowa lub zachowania uznane zostały przez opinię publiczną za niemoralne. W rezultacie jednak śmierć ponieśli wszyscy Ci, którzy zdecydowali się w tym ostracyzmie uczestniczyć. 

Mimo, że w 2020 nie dysponujemy elektronicznymi pszczołami, nie oznacza to, że szykanowanie kogoś w sieci nie doprowadzi w najgorszym scenariuszu do śmierci tej osoby. Napędzanie hejtu w połączeniu z dyskredytowaniem całego dorobku, każdego może doprowadzić na skraj wytrzymałości psychicznej. Badania* dotyczące zaburzeń psychicznych nie pozostawiają złudzeń. Pokazują klarowną korelację między wzrostem liczby samobójstw na tle psychicznym, a rozpowszechnieniem się hejtu w social mediach.

Tekst: Iga Woytynowska

Źródło badań: researchgate.net

Zobacz też: 10 filmów z motywem zaburzeń psychicznych

 

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera