Armageddon powerplay

Armageddon powerplay
https://ramentertainment.com/kesha

A co jeżeli wszystkie grudniowe hity wyrażają katastroficzne nastroje epoki? Co jeśli na gwiazdkę w radiowym eterze słychać li tylko songi o apokalipsie? Czy niepokoi was myśl, że w Sylwestra zasłuchujemy się pieśniami czasu schyłku i zagłady? Z niecierpliwością oczekując notowań list przebojów na dzień 21 grudnia (pozdro dla kumatych), pozwoliliśmy sobie prześledzić, jak popkultura kanalizowała społeczne schizy ery atomowej. Efektem jest to zestawienie… I niech was ręka boska pacnie mocno w ciemię, jeśli potraktujecie je na serio.

1949

W sierpniu tego roku Związek Radziecki przeprowadza pierwszą próbę atomową na kazachskim poligonie w Semipałatyńsku. Zaczyna się obłędny wyścig zbrojeń, mający trwać kolejne cztery dekady. Od teraz żyjący w cieniu wielkiej bomby Amerykanie w sezonie świątecznym zasłuchują się country’owym szlagierem „Mule Train” Frankie’ego Laine’a. Z pozoru niegroźna pieśń poganiacza mułów nabiera złowieszczego tonu, gdy okazuje się, że w ładunku bohatera znajdują się m.in. „list pełen smutku pomalowany na czarno wzdłuż krawędzi”. Zaiste hiobowa zapowiedź. Kto wie, może szlak karawany wiedzie przez piaski Nevady lub Nowego Meksyku, gdzie faceci w białych kitlach już szykują ripostę na nuklearne ambicje Stalina.

1955

W maju powstaje Układ Warszawski, komunistyczny rywal dla istniejącego już od sześciu lat NATO. Blok wschodni pokazuje, że ani myśli opuszczać gardy. Na Gwiazdkę tymczasem przebojem numer 1 zostaje w USA „Sixteen Tons” w wykonaniu Tennessee Ernie’ego Forda. Znów opowieść proletariusza, tym razem górnika, któremu wprawdzie mocno w kość dają ciężka praca i marna płaca, ale i tak przestrzega buńczucznie: „Jeśli widzisz, jak nadchodzę, lepiej zejdź mi z drogi / Wielu ludzi tego nie zrobiło, wielu ludzi zginęło / Jedną pięść mam z żelaza, druga jest wykuta ze stali / Jeśli nie dosięgnę cię prawą, to zrobi to lewa”. A zatem uwaga, Iwan, nie damy sobie w kaszę dmuchać!

1962

Pod koniec roku nadal żywe jest wspomnienie grozy, jaką dwa miesiące wcześniej zafundował kryzys kubański. Zaszachowani przez Kennedy’ego Rosjanie wycofują rakiety balistyczne z Kuby, a cały świat oddycha z ulgą, że udało się zażegnać widmo atomowej rozpierduchy. W Wielkiej Brytanii najchętniej kupowanym singlem jest „Return to Sender” Elvisa. Do nadawcy wracają też śmiercionośne zabawki Chruszczowa.

1974

Rozpoczęte rokowania w sprawie układu o ograniczeniu broni strategicznej Salt II tkwią w martwym punkcie. Impas, nastrój wyczekiwania… a w arsenałach obu mocarstw błyszczą coraz liczniejsze nuklearne kły. U schyłku roku na amerykańskich listach przebojów beztroskie „Kung Fu Fighting” wyparte zostaje przez folkowy song „Cat’s in the Cradle” Harry’ego Chapina. Rzecz o niełatwej relacji ojca z synem, ale jakby i z drugim dnem. Tytułowa kocia kołyska to w końcu nie tylko prosta gra przy użyciu kawałka sznurka, ale i tytuł prześmiewczo-katastroficznej powieści Kurta Vonneguta. Atrofia rodzinnych więzi i abstrakcyjna wizja końca cywilizacji nie będą się gryzły. „Największe nieszczęście naszego świata: wśród ludzi zajmujących najwyższe stanowiska mamy zbyt wielu nieboszczyków” – dostarcza wniosków sama książka.

1981

Rok klęsk. Wszędzie wojny, zamachy, chaos. No i powstaje MTV. Podczas gdy Polacy oglądają w telewizji wiadome przemówienie wiadomego generała, na amerykańskich ekranach podryguje Olivia Newton-John, śpiewająca swój megahit „Physical”. „Mówię wszystko to, co ci się spodoba, podtrzymuję konwersację / Muszę dobrze się z tobą obchodzić i ty o tym wiesz” – w kilku słowach była gwiazda musicalu „Grease” zawiera całą istotę trudnej sztuki dyplomacji w świecie, który oszalał.

1984

Pod orwellowskim datownikiem wskazówka Zegara Zagłady przesuwa się na trzy minuty przed północą. Tak blisko wielkiego finału ludzkość nie znajdowała się od ponad trzydziestu lat. Eskalacja zimnowojennej przepychanki trwa w najlepsze. Zanim w sylwestra wszyscy będą nucić „Like a Virgin” Madonny, największym wzięciem cieszy się singiel „Out of Touch” zapomnianego dziś nieco duetu Hall & Oates. Niby typowa eightiesowa konfekcja, ale wsłuchajmy się dobrze w tekst: „Wyciągam rękę po coś, czego mogę się złapać / Szukam miłości, kiedy klimat jest zimny / Maniakalne ruchy i ospałe sny / Albo życie pomiędzy dwoma skrajnościami”. Można lepiej wyrazić zagubienie szaraka stłamszonego przez mocarstwowe rozgrywki wielkich tego świata?

1999

Zimną wojnę dawno już zakończył letni rozejm, sowieckie imperium zżarła entropia, atomówka chwilowo jakby nie straszna. Sporej ludzkiej masie udziela się jednak panika związana z tzw. pluskwą milenijną i przepowiedniami Nostradamusa, rzekomo zapowiadającymi jakieś grubsze klęski. Wielką Brytanią faktycznie wstrząsa prawdziwa katastrofa – świątecznym przebojem staje się „The Millenium Prayer” Cliffa Richarda. Dawny idol angielskich gospodyń śpiewa a capella słowa modlitwy „Ojcze nasz” do muzyki tradycyjnej szkockiej kolędy, a zażenowani radiowcy odmawiają emisji tegoż dziełka w eterze. Nie szkodzi, bo wyspiarze masowo kupują singiel obok zapasu wody pitnej, makaronu i baterii. W końcu po północy wyzerują się zegary w komputerach, powodując ogólnoświatowe pandemonium. Jaka epoka, taki fin de siècle.

2010

W listopadzie dochodzi do kolejnej wymiany czułości między Koreą Północną i Południową. Postrzelali, postraszyli, do domu wrócili, w piecu napalili. Wielbiciele apokaliptycznych scenariuszy w międzyczasie przekonują jednak, że wszystko to przewidziała bułgarska wieszczka Baba Vanga i że wzajemne prztyczki Phenianu i Seulu są jedynie preludium do III wojny światowej.

Miesiąc później jest już spokojnie, ale Katy Perry wydaje się w „Firework” przypominać, jak lichy jest człowieczy los wobec machiny dziejów: „Czy kiedykolwiek czułeś się jak domek z kart, który zburzy jeden podmuch? / Czy kiedykolwiek czułeś się już pogrzebany? / Sześć stóp pod ziemią, gdzie nikt nie słyszy twojego krzyku”. W tym samym czasie jednak listy przebojów szturmuje też Ke$ha z „We R Who We R” i od razu wprowadza nastrój właściwy sylwestrowej celebrze: „Didżeju, podkręć to / Najwyższy czas się rozruszać / Mam dość tej całej powagi / Przez nią mój mózg zapada na delirium”. W oczekiwaniu na Nowy Rok życzymy czytelnikom takiego właśnie stanu i jak najmniej katastroficznych wizji. Zdrówko i oby nam się dzieci nie czepiały rakiet!

Tekst: Sebastian Rerak

Zobacz też: Muzyka świata – od A do Z

Muzyka świata – od A do Z

 

5/5 - (2 votes)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News