5 musicali obowiązkowych

#1 ,,Evita”, reż. Alan Parker, 1996

Młoda Madonna grająca pierwszą damę Argentyny za czasów Juana Perona wyśpiewuje swą miłość do kraju (a potem umiera na raka). Mimo, że królowa popu nie może poszczycić się ośmioma oktawami, a co najwyżej kilkoma nominacjami do Złotej Maliny, w konwencji tego historyczno -kostiumowego musicalu sprawdza się zaskakująco dobrze. Kompozycje może nie porywają, ale są przyjemne dla ucha, podobnie jak wizualna strona filmu. W bonusie Banderas jako Che Guevara.

evita

 

#2 ,,Skrzypek na dachu”, reż. Norman Jewison, 1971

Tewje – mieszkaniec Anatewki, małego miasteczka w carskiej Rosji musi wybrać pomiędzy szczęściem swoich trzech córek, a przestrzeganiem żydowskiej tradycji nakazującej swatanie par. Ekranizacja broadway’owskiego musicalu to trzy godziny zapadających w pamięć utworów skomponowanych przez Johna Williamsa, jednego z najbardziej znanych kompozytorów muzyki filmowej (,,E.T.”, ,,Szeregowiec Ryan” czy ,,Wyznania Gejszy”), a także uroczo-naiwna komedia z nostalgicznym zakończeniem. Film, którego nie sposób nie lubić. Podwójnie ciekawy w Polsce, gdzie kultura żydowska jest przedstawiana głównie przez pryzmat Shoah.

fiddler

 

#3 ,,The Rocky Horror Picture Show”, reż. Jim Sharman, 1975

Samozwańczy transseksualista z Transseksualnej Transylwanii, doktor Frank N. Furter organizuje w swoim zamku doroczny zjazd transylwański. Do posiadłości trafia też para nowożeńców – Brad i Janet (w tej roli Susan Sarandon), którzy będą świadkami tworzenia przez idealnego kochanka dla obłąkanego naukowca. Kultowy film, którego screeningi odbywały się tradycyjnie o północy, od trzydziestu dziewięciu lat praktycznie nie schodzi z ekranów kin w Stanach Zjednoczonych. Szalone połączenie horroru, musicalu i erotycznego filmu science-fiction, to mieszanina, która może co prawda spowodować martwicę mózgu, ale ,,Sweet transvestite”, czy ,,The time warp’ będziecie nucić pod prysznicem przez kilka dni.

rocky_horror_picture_show_madrid

 

#4 ,,Fame”, reż. Alan Parker, 1980

Musical o zderzeniu marzeń studentów nowojorskiej szkoły artystycznej z postedukacyjną rzeczywistością, przypomniany publiczności w brutalny sposób za sprawą remake’u z 2009 roku. Standardowo banalna fabuła amerykańskiego filmu osadzonego w realiach college’u wraz z upływem czasu wiele zyskuje. Dziś to przede wszystkim obraz momentami upiornej, choć powracającej do łask stylistyki lat 80. i znakomity film taneczny.
Fame-Film-Stills-37

#5 ,,Cały ten zgiełk”, reż. Bob Fosse, 1979

Na poły autotematyczny i autobiograficzny film Boba Fosse’a pokazujący zmagania wypalonego zawodowo choreografa to niekonwencjonalne podejście do gatunku, które otrzymało swego czasu główną nagrodę na festiwalu w Cannes. Joe Gideon jest samotnym rozwodnikiem, uzależnionym od alkoholu, narkotyków, środków nasennych i pobudzających. Antymusicalowy musical, w którym można się dopatrzeć wpływów ,,8 i pół” nicuje konstrukcję filmu, wciągając widzów w opętańczy tryb pracy głównego bohatera. W finale Joe umiera na zawał serca. Nie sposób mu jednak współczuć, bo gdybyśmy lubili sztampowe podsumowania, moglibyśmy streścić dzieło Fosse’a wytartym sloganem ‘życie to teatr’. Śmierć nie przeraża, można co najwyżej o niej zaśpiewać, albo zatańczyć wokół denata. Dla kinomaniaków pozycja obowiązkowa.

all-that-jazz-theredlist

 

Tekst | Helena Łygas

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera