Świąteczne filmowe banały, które i tak uwielbiamy

Sześciu mężczyzn przebranych za mikołajów stojących pod ścianą

Świąteczne kino nie należy do tych najbardziej ambitnych, ale nie widzimy w tym żadnego problemu. Zebraliśmy dla Was kilka filmowo-świątecznych banałów, którymi również w tym roku będziecie cieszyć wasze oczy przed szklanym ekranem. Czy tego chcecie, czy nie.

1. O nie, ktoś chce przeszkodzić świętemu Mikołajowi, o nie!

Zbliżają się święta, wszyscy w fabryce św. Mikołaja są szczęśliwi, pakują prezenty, standard. Wtem jakiś czarny charakter chce zepsuć wszystkim święta. Porywa Mikołaja, psuje coś, kradnie renifery etc. Na szczęście znajduje się ktoś, kto ratuje sytuację i ratuje święta, zostaje na stałe głównym pomocnikiem Mikołaja. I wchodzą napisy końcowe.

2. Był sobie antyspołeczny, radykalny przeciwnik świąt i boom – stała się magia.

Ogólnie rzecz biorąc wszystkie filmy tego typu stworzone są na bazie „Opowieści Wigilijnej” . Jest sobie ktoś, kto najbardziej na świecie nienawidzi świąt. Nadchodzi jednak ten magiczny czas. Nawiedzają go różne paranormalne istoty, najczęściej ktoś z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Następuje magiczna przemiana. Bohater budzi się i już kocha święta. Koniec.

3. Historia Georga z teledysku „Last Christmas”

Wiadomo, że chodzi o złamane serce. W kilku opcjach: nieszczęśliwe rozstanie chwilę przed świętami albo ktoś, kto od dłuższego czasu jest singlem. Aż niespodziewanie spotyka kogoś. Wpadają na siebie niespodziewanie, bo jedno z nich akurat niosło całą stertę paczek, a to drugie pisało SMS-a i tak wyszło, że strzała amora uderzyła razem z ich wspólnym upadkiem na ziemię. Po jeszcze kilku zapychaczach czasu finalnie spędzają święta razem. Aż słyszymy w tle Georga Michaela: Last Christmas I gave you my heart…

4. Święta z cyklu „wielki życia krąg”.

To trochę jak Moda na Sukces skrócona do czasu kinowego. Mamy kilka osobnych historii w jednym filmie. Tu jakaś rodzina, tam jakaś para, tu jeszcze ktoś inny. Na szczęście reżyser trzymał rękę na pulsie. Po około 30 minutach filmu, gdy już zostaną przedstawieni wszyscy bohaterowie, okazuje się, że ich losy są ze sobą połączone. Ci pierwsi znają tych drugich, są rodziną z trzecimi, a ktoś z tych czwartych sypia z kimś z pierwszej. Dużo przy okazji różnych przewrotów, dziwnych sytuacji, ale i tak na koniec wszyscy lądują przy tym samym wigilijnym stole.

5. Czy wszyscy są na pokładzie? Nie.

Rodzina wyjeżdża na święta. Wszyscy są tak zaganiani, że zapominają o tym, żeby zabrać jednego z członków rodziny — dziecko, psa, krokodyla, różnie bywa. Zanim się zorientują jest już za późno, żeby po zgubę wrócić. Pozostawiony członek rodziny przeżywa mnóstwo przygód i sytuacji graniczących na linii życia i śmierci. Ze wszystkich wychodzi oczywiście bezproblemowo. Na koniec szczęśliwie odnajduje swoją rodzinę, chociaż na jego miejscu nie szukalibyśmy nikogo, kto zapomniał nas zabrać z domu.

Tekst: Klarysa Marczak

Świąteczne filmowe banały, które i tak uwielbiamy
5 (100%) 1