Prankvertising – czy istnieje jakaś granica?

Mężczyzna uciekający zza biurka, na ścianie jest umieszczony telewizor imitujący okno, pokazujący jak na miasto spada kometa

Ostatnio coraz większą popularność zdobywa reklama angażująca, czyli taka, która nawiązuje interakcję z odbiorcą, wzbudza pewne emocje, a czasem nawet nakłania do podjęcia określonego działania. Jednak czy taki zabieg marketingowy jest grą fair play?

Śliczna amerykańska dziewczyna publikuje w sieci wideo, w którym szuka chłopaka z Polski, którego poznała podczas koncertu. Prosi internautów o pomoc poprzez udostępnianie swojego filmiku w sieciach społecznościowych w celu znalezienia Votka. Ci, którzy obejrzeli wideo dziewczyny, bez chwili zastanowienia rozpowszechniają je wśród swoich znajomych i jest to kwestia paru dni, aby zrobiło się o tym głośno. Nikt nie spodziewał się jednak, że cała akcja została precyzyjnie zaplanowana i jest to kampania reklamowa marki Reserved przedstawiająca najnowszą kolekcję. Poniżej dla przypomnienia pierwsze wideo z kampanii.

Podstawowym pytaniem jakie nasuwa się po odkryciu prawdy o akcji, jest to czy nie została naruszona granica dobrego smaku. Wiele osób po obejrzeniu filmiku autentycznie zaangażowało się w historię amerykanki i szczerze wykazało chęć do pomocy poprzez udostępnianie wideo. Gdy okazało się, że jest to kampania reklamowa marki odzieżowej, wielu poczuło się po prostu oszukanym. Czy zatem taki zabieg marketingowy wpłynął pozytywnie na odbiór marki przez konsumentów? Otóż zdania są podzielone. Część osób uważa, że jest to wyjątkowo dobra kampania jak na polską markę odzieżową i co najważniejsze – zwraca uwagę, a przecież o to chodzi. Z drugiej zaś strony wielu uważa, że Reserved zwyczajnie wykorzystał naszą empatię do zrobienia szumu wokół nowej kolekcji.

Reklamy angażujące, znane także jako prankvertising niestety mają to do siebie, że bardzo często balansują na krawędzi dobrego smaku. Czasami jednak celem takiej kampanii jest zwrócenie uwagi na pewne problemy otaczające nas w codziennym życiu, których jednak nie zawsze dostrzegamy. Takim przykładem jest głośna akcja dotycząca autyzmu, w której udział wziął znany, polski aktor Bartłomiej Topa. Początkowo aktor zaczął się bardzo nietypowo zachowywać w mediach, przez co wiele osób podejrzewało go o problemy o podłożu psychicznym. Kolejnym etapem kampanii były amatorskie nagrania prezentujące dziwnie zachowującego się aktora np. w sklepie czy na ulicy. Koniec końców okazało się, że to skrupulatnie wymyślona kampania społeczna, która miała na celu zwrócenie uwagi odbiorców na temat autyzmu.

Wypuszczenie kontrowersyjnej reklamy marki Reserved zbiegło się w czasie z jeszcze inną, nie mniej szokującą akcją. Znany, samozwańczy influencer i mówca motywacyjny Łukasz Jakóbiak powiadomił swoich fanów, że wystąpił w popularnym, amerykańskim talk-show prowadzonym przez Ellen DeGeneres. Kiedy okazało się, że cała akcja była tylko i wyłącznie wizualizacją i została upozorowana, na Jakóbiaka spadła fala krytyki. Jego odbiorcy poczuli się oszukani. Na domiar złego wiele osób z branży, w tym nawet popularni, zagraniczni youtuberzy, krytykowali jego działania, posądzając go nawet o tzw. stalking.

Czytaj również: „To nie jest zabawne, to chore”: youtuberzy z USA o Jakóbiaku

Analizując powyższe przykłady reklamy angażującej, można odnieść wrażenie, że wywołuje ona skutki inne niż zamierzone. W przypadku kampanii o autyzmie faktycznie sprawiła ona, że wśród ludzi wzrosła świadomość na temat tej choroby, zaś pozostałe akcje pozostawiły po sobie jedynie niesmak. Jakie będą kolejne tego typu reklamy i czy znowu damy się złapać w ich sidła? Przekonamy się wkrótce.

Tekst: Julia Gugniewicz

Prankvertising – czy istnieje jakaś granica?
5 (100%) 1