Trzeba mieć zdrowy dystans — nie chcę odlecieć na orbitę. Rozmawiamy z Darią Zawiałow

Blondynka w jeansowej koszuli na tle błękitnego nieba

8 marca świat usłyszał jej drugi album zatytułowany Helsinki. Trasa koncertowa promująca krążek już na finiszu, a my rozmawiamy z Darią o tytułowych Helsinkach, porzuconych zwierzętach i o tym, jak zmienił się jej świat od czasu debiutu.

Daria, zacznijmy od pytania kluczowego: dlaczego Helsinki? Bo fakt, że to daleko jest, już wiemy!

Wiele się na to składa. Do Finlandii pierwszy raz zabrał mnie Włóczykij. Mocno identyfikuję się z tą postacią. Czyli to w sumie Tove Jansson, autorka Muminków zachęciła mnie do sięgnięcia po fińską literaturę, w której się rozkochałam. Jest ona dokładnie taka, jaka w moich oczach jest moja twórczość — tajemnicza, niedopowiedziana, surrealistyczna. Magiczna i lekko dziwna. Stąd właśnie narodziła się w mojej głowie mityczna kraina, pewien azyl. Napisałam piosenkę, że kiedyś ucieknę do Helsinek. Poza tym Tolkien, którego jestem psychofanką, inspirował się mocno Kalevalą, czyli fińskim eposem narodowym, pisząc Silmarillion. Język elfów, który wymyślił, jest stworzony na bazie starofińskiego. Także ja nie wierzę w przypadki (śmiech).

Twoja debiutancka płyta A kysz! pojawiła się dwa lata temu. Na szczęście na nowy materiał nie kazałaś nam bardzo długo czekać, a powiedz mi, co się zmieniło w Tobie przez te dwa lata? Czego się nauczyłaś?

Myślę, że moje życie wywróciło się do góry nogami. Bardzo dużo się wydarzyło w tym czasie — nie jestem w stanie tego do końca pojąć. Wyprzedajemy koncerty, album A Kysz uzyskał status złotej płyty, zdobyliśmy 2 Fryderyki, gramy na największych festiwalach w Polsce — dziś już często jako headlinerzy… aż trudno mi to opisać teraz. To niesamowite.

Natomiast czego ja się nauczyłam? To nie jest tak, że uczę się dopiero teraz. Dzięki temu, że szybko wystartowałam – wyprowadziłam się z domu mając 15 lat, miałam dużo czasu, aby dojrzeć do debiutu i zapoznać się z rynkiem muzycznym od kulis. Pasmo upadków pozwoliło mi ze zbuntowanej brawurowej nastolatki stać się kobietą, która mimo tego, że twardo stoi na ziemi i wie czego chce, niesie w sobie ogromne nakłady pokory. Trzeba mieć zdrowy dystans — nie chcę odlecieć na orbitę.

Teledysk do Szarówki to chyba najbardziej łamiący serce klip, jaki widziałam w ostatnich latach. Połączyłaś swój utwór z bardzo ważnym przekazem — pies to nie zabawka. Wiem też, że prywatnie jesteś psiarą. Jak zrodził się pomysł na ten klip?

Na pomysł wpadł mój przyjaciel i producent Michał Kush. Stwierdził, że widzi w teledysku historię nieszczęśliwego psa. Jako psiara od razu to podłapałam. Mieliśmy wielkie szczęście, bo ekipa z PSYCHOKINA (do której się odezwałam) miała podobne odczucia. Dorota Piskor zadzwoniła do mnie i powiedziała: Daria! My też widzimy tego psa naszymi oczami! No i napisali mocny scenariusz. Scenariusz, który miał uświadamiać jak poważny jest problem porzucania zwierząt.

Skoro przy zwierzętach jesteśmy, na trwającej właśnie trasie koncertowej Helsinki, zbierasz karmy i koce dla lokalnych schronisk. Jesteś już po prawie całej trasie — powiedz, jaki jest odzew ze strony Twoich fanów?

Jesteśmy przed ostatnimi koncertami z trasy, a mamy już ponad 1700 kg zebranej karmy! To niesamowite jak bardzo ludzie zaangażowali się w tą akcję. Oprócz karmy przynoszą koce, zabawki, ubranka, smycze, obroże, witaminy…jestem przeszczęśliwa, że możemy wspólnie działać na rzecz czworonogów!

Gdybyś mogła staną oko w oko z osobami, które porzuciły swoje psy, tak jak ma to miejsce w pierwszych kadrach Szarówki — co byś im powiedziała?

Nie wiem. Wolę sobie nie wyobrażać takiej sytuacji. Mogłabym kogoś znokautować (śmiech). Nie wiem jak można tak postąpić… porzucić swojego przyjaciela, na pewną śmierć gdzieś w polu. To straszne.

Wróćmy do Twojej najnowszej płyty. Wszystkie teksty napisałaś samodzielnie. Wzloty, upadki, uczenie się na błędach, złość, marzenia — można byłoby długo wymieniać określenia, które pasują do wszystkich 16 utworów. A czym dla Ciebie są historie zebrane na Helsinkach?

Uwielbiam kreować rzeczywistość, być narratorem. Nie lubię za to obnażać się zbytnio w tekstach, zatem mało jest w nich moich osobistych historii. Czerpię inspiracje z życia, z otoczenia… obserwuję. Zatem myślę, że jest to zbiór moich obserwacji z ostatnich lat.

Moją szczególną uwagę skupił numer 14 na płycie, czyli Kryzys Wieku Naszego, gdzie można powiedzieć, że rozprawiasz się w kilku zwrotkach ze współczesnym światem, gdzie, no właśnie — każdy orze jak może! Jesteś obecna w show-biznesie już od kilku lat, ale nie dałaś się mu zwariować. Wyrobiłaś sobie nazwisko bez sensacji z portali plotkarskich w tle. Jak wspominasz swoje pierwsze kroki w świecie show-biznesu?

Pierwsze kroki stawiałam w chórkach Maryli Rodowicz. Pamiętam, że było to dość fascynujące. Koncerty, trasy, życie na walizkach, w busie. Byłam krótko po pierwszych DEBIUTACH w Opolu. Myślałam, że za moment wydam płytę… nie stało się tak. Szybko nauczyłam się, że nic mi się nie należy tylko dlatego, że mam talent. Wiedziałam, że przede mną dużo pracy, ale nie sądziłam wtedy, że aż tak długa droga mnie czeka zanim wydam debiutancką płytę. Z perspektywy czasu jestem ogromnie wdzięczna, że to wszystko się tak potoczyło. Nie byłam wtedy gotowa na debiut, nie pisałam tekstów, nie miałam nic do powiedzenia.

Elementem wizualnym powtarzającym się na okładce, płycie, a także booklecie jest odbijające się światło. Opowiedz coś więcej o sesji okładkowej na płytę, skąd taki, a nie inny koncept?

Nieskromnie przyznam, że pomysł na sesję promującą Helsinki był całkowicie mój (śmiech). Wymarzyłam sobie niebo — chciałam, żeby mój digipack był rozkładającym się niebem. Poza tym stylizacje i klimat płyty oscylują wokół starszych epok czyli lat 70./80./90. Mam ogromne zamiłowanie do tych czasów.

Jaka jest Twoja rada na pozostanie sobą w świecie, którzy zrzuca na nas coraz więcej oczekiwań?

Dystans. Tylko dystans do świata i samego siebie może pomóc w tym, aby nie zwariować i pozostać sobą.

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcie wyróżniające: Piotr Porębski

Komentarze
Trzeba mieć zdrowy dystans — nie chcę odlecieć na orbitę. Rozmawiamy z Darią Zawiałow
Oceń artykuł