5 filmów o niehollywoodzkim dorastaniu

Dwie dziewczyny idące po ulicy wzdłóż ściany

Na temat okresu dorastania, prawdopodobnie każdy z nas mógłby napisać, co najmniej jedną książkę. Jednak zamiast tego, wybraliśmy dla was kilka produkcji filmowych, które pokazują dojrzewanie z jego wszystkimi blaskami i cieniami.

1. Ghost world, reż. Terry Zwigoff 2001

Wizerunki zatraumionych-acz-uświadomionych panienek bombardują zewsząd. Jeśli lubicie w pewnych kręgach kultowy serial Girls z Leną  Dunham, bezwarunkowo pokochacie nieco młodszy i o stokroć świeższy Ghost world. Ponadprzeciętnie inteligentne Enid (znana szerszej publiczości z American Beauty) i Rebecca (w tej roli Scarlett Johansson) właśnie kończą liceum i choć nie mogą już się doczekać momentu opuszczenia murów szkoły na dobre, nie są gotowe do dorosłego życia. Ghost world opiera się też  na bardzo nośnym w kinematografii późnych lat 90. wizerunek młodych ludzi przesiąkniętych popkulturową papką, której jednak są świadomymi i krytycznymi odbiorcami. To także wyśmienita komedia. Nie do końca czarna, ale z pewnością mocno przyciemniana.

2. Frances Ha, reż. Noah Baumbach 2012

Frances mieszka w Nowym Jorku i uczy dzieci w podrzędnej szkole tańca, marząc jednocześnie o karierze baletnicy. Gdyby za tę historię zabrałby się któryś ze złotodajnych producentów Hollywood mielibyśmy szanse otrzymać kasową komedię romantyczną z wątkiem musicalowym, której podtytułem mogłoby być per aspera ad astra (oczywiście, gdyby wielbiciele gatunku byli w stanie zrozumieć tę zgrabną sentencję). Za realizację scenariusza zabrał się jednak Noah Baumbach (scenarzysta filmu Wesa Andersona Fantastyczny Pan Lis). Nieporadność i niezdarność dobiegającej trzydziestki Frances nie są urocze, lecz raczej irytujące. Drażni też chorobliwe przywiązanie do najlepszej przyjaciółki i infantylne podejście do facetów.

Frances Ha to opowieść o tym, że dojrzewanie można co prawda znacznie odroczyć w czasie, ale nie da się go zupełnie uniknąć. Ten wysmakowany estetycznie czarno-biały film przypadnie także do gustu miłośnikom filmowych  portretów Wielkiego Jabłka.

3. Królowie lata, reż. Jordan Vogt-Roberts 2013

Królowie lata to wakacyjna opowieść o chłopięcej inicjacji,  pierwszej i choć momentami bolesnej, to wciąż jeszcze niewinnej. Motyw bardzo silnie zakorzeniony w literaturze amerykańskiej (nie szukając daleko obecny w Ptaśku, Buszującym w zbożu i części z tekstów beat generation), nic więc dziwnego, że mocno reprezentowany w także kinematografii z kontynentu. Historia jakich tysiące – zaczynają się wakacje, a dwóch przyjaciół – Joe i Patrick postanawiają uciec z domów i zamieszkać w wybudowanym samodzielnie domku w pobliskim lesie. To także (jakżeby inaczej) historia pierwszej młodzieńczej miłości oraz redefiniowania relacji z rodzicami u progu dorosłości. Dużo humoru i wzruszeń, bynajmniej nie tanich.

4. Czarny koń, reż. Todd Solondz 2011

Todd Solondz zazwyczaj zaskakuje zarówno swoich fanów jak i znacznie liczniejszych (dodajmy) przeciwników. Jednak tego, co zrobił ze swoim ostatnim pełnometrażowym filmem nikt się nie spodziewał. Jak bowiem wytłumaczyć nawykłym do estetyki (czy też może bardziej moralności) Solondza nagły brak masturbacji, molestowań wszelkiego typu i pedofilii? Czy da się wyjaśnić, że miłośnicy reżysera podczas seansu Dark Horse nie będą wcale zmuszeni do wypicia przygotowanych zawczasu półlitrówek? Być może Tod się nawrócił, bądź po prostu przez oko kamery zaspokoił już większość swoich voyeurystycznych fantazji. Nie dowiem się czy był to wypadek przy pracy, czy nowa stylistyka Solondza aż nie powstanie jego kolejny samodzielny film, na co jak na razie raczej się nie zanosi. Wracając jednak do tego wiekopomnego dzieła – Abe jest trzydziestoparoletnim facetem wciąż mieszkającym z rodzicami, który styczność z kobietami w kontekście seksualnym miał zapewne tylko przez ekran monitora. Nie jest to jednak postać sympatycznego-acz-niedocenianego grubasa, któremu wszyscy współczujemy i kibicujemy. Abe jest bowiem do granic rozpieszczonym, zakłamanym bucem. Jego perypetie na przemian bawią i żenują.

5. Wideodziennik zagubionej dziewczyny, reż. Lindsay Denniberg 2012

Kompilacja estetyki kampowej i gore okraszona fabułą urągającą IQ statystycznego Amerykanina, abstrakcyjnym poczuciem humoru i elementami feminizmu dla ubogich nie mogła się udać. Tyle, że w tym przypadku o to właśnie chodziło. Paradoksalnie im gorzej i bardziej groteskowo, tym lepiej. Jeśli nie wychyliliście swojego pół litra przyszykowanego na wieczór z Dark Horse, Solondza, bez dwóch zdań znajdzie on swoje zastosowanie podczas seansu Wideodziennika…. Louise pracuje na nocną zmianę w wypożyczalni filmów porno, ma jednak mroczną tajemnicę – należy do bractwa potomkiń Lilith (apokryficznej poprzedniczki biblijnej Ewy). Jego członkinie żyją wiecznie żywiąc się krwią mężczyzn, których zabijają podczas stosunku. Czy Louise ma szanse znaleźć miłość? Jasne, że tak, ale widzowie okupują to zażenowaniem przekraczającym niekiedy skalę…

Tekst: Helena Łygas

Komentarze
5 filmów o niehollywoodzkim dorastaniu
Oceń artykuł