Teoria ewolucji – Łona i Webber

Łona i Webber w czarnych t-shirtach

Człowiek nie jest taki, żeby poważnie nie pogadał. Zatem gadamy z panem Zielińskim (Jeremim Przyborą krajowego rapu) i panem Mikoszem (producentem i aktorem). Zwłaszcza że nadarza się okazja, czyli premiera jednego z najgorętszych tytułów tegorocznej jesieni – „Cztery i pół” Łony i Webbera. Powracamy do wywiadu z artystami.

Łona i Webber – wywiad

Po „Nie pytaj nas” nie mogę rozpocząć tej rozmowy inaczej, jak od pytania: co słychać?

Łona: U nas jest „dziesięć”, czyli doskonale. Wszystko idzie mniej więcej tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Mamy dużo pracy…

Webber: I jakoś leci.

Zanim porozmawiamy o sztuce, chciałem zapytać o kredyt. Macie z tym problem czy podpinacie się pod modny temat pokoleniowy?

Webber: Mam kredyt w złotówkach, więc jestem raczej spokojniejszym człowiekiem. Choć niewiele spokojniejszym.

Łona: Ja kredytu nie mam w ogóle, natomiast mam kilku znajomych, którzy zadłużyli się we frankach. Byłem wielokrotnie świadkiem tego, jak cierpieli nawet zanim zaczęło się to ostatnie szaleństwo. Teraz dopiero rwą włosy z głowy.

To nie jest bynajmniej wywiad do „Pulsu Biznesu”, ale zastanawiało mnie czy w Polsce artysta sceniczny nie ma problemu ze zdolnością kredytową.

Łona: Mnie też to zastanawiało, nigdy jednak do tego stopnia, żeby spróbować (śmiech).

Przejdźmy zatem do „Cztery i pół”. Łona, zgorzkniałeś?

Łona: A skąd! Oczywiście jeśli porównuje się nieustannie naszą ostatnią płytę do „Końca żartów”, to widać subtelną różnicę. Ponurakiem wprawdzie nie zostałem, nie jestem też jednak beztroskim, naiwnym dziewiętnastolatkiem. Dojrzałem do pewnych rzeczy i – co chyba naturalne – nie we wszystkim już jestem aż tak naiwnie optymistyczny.

Ale zgodzisz się, że nigdy przedtem nie byłeś tak bezpośredni i dosłowny w tym, co nawijasz?

Łona: Inaczej to widzę, a – wierz mi – mam najbliżej. „Cztery i pół” jest albumem różnorodnym, to jest suma stanów, które towarzyszyły mi od „Insertu” – to po pierwsze. Po drugie, starałem się sięgać po nieco inne środki wyrazu. Odradzam odbieranie tej płyty bezpośrednio i dosłownie.

Tysiące razy pytano Cię o kwestie pokoleniowe i zawsze od tego uciekasz. Mam jednak wrażenie, że tym razem nagrałeś kawałki, które dość jednoznacznie uderzają w takie nuty.

Łona: Nie da się napisać hymnu pokolenia z premedytacją. To musi powstać samoistnie; hymnem pokolenia coś może się najwyżej okazać. Inna sprawa, że dziś patrzę na swoje pokolenie nieco szerzej niż parę lat temu. Na samego siebie zresztą też, jestem w końcu częścią tego pokolenia. Stąd te nieszczęsne refleksje natury ogólniejszej.

Tym nowym kierunkiem nie leczysz trochę kompleksu bycia sympatycznym publicystą i optymistą z dobrego domu? „Nie pytaj nas” to czasem nie twoje „Butelki z benzyną i kamienie”?

Łona: Nie spłycaj „Nie pytaj nas”; ten singiel nie jest sposobem, żeby zerwać z przeszłością i odciąć się od wizerunku rapera inteligenckiego czy inteligentnego, czy obu naraz. Ba, cała ta płyta jest zupełnie pozbawiona podobnych intencji. Uważne słuchanie naszych płyt pozwoliłoby uniknąć takich wniosków. Najprościej postawić obok siebie „Koniec żartów” i „Cztery i pół”, by wskazywać różnice, ale jeżeli dodasz do tego wszystko, co wydaliśmy w międzyczasie, to otrzymasz płynną i naturalną ewolucję.

Zbliżasz się powoli do trzydziestki. To ważny wiek, w którym podejmuje się też ważne decyzje. A jak pokazuje historia – robi się też ważne płyty.

Łona: A skąd taki pomysł, że my jesteśmy w okolicach trzydziestki? My jesteśmy dużo młodsi (śmiech). Wiele spraw przed nami, jeśli chodzi o młodość. Nie ma co ich odkładać. Nadszedł ten moment, żeby zrobić wszystkie te rzeczy, których człowiek nie zrobił między 18 a 28 rokiem życia.

Z wiekiem zmieniła ci się optyka?

Łona: Właśnie nie bardzo. Niestety mimo usilnych starań, wielu prób i wyrzeczeń, cały czas nie udało mi się rozpocząć normalnego życia. Wiesz, takiego życia ustabilizowanego trzydziestolatka.

W „Patrz szerzej” rymujesz o tym, że uczysz swoje dni zmiany perspektywy. Ten numer można odnieść do zawartości tekstowej całego krążka? Bo mnie najbardziej rzuca się w uszy na „Cztery i pół” próba zrównoważenia obserwacji problemów w skali mikro i marko.

Łona: Nie, to raczej próba mówienia, nie tylko o problemach zresztą, w skali makro, poprzez skalę mikro, próba ujęcia ogółu przez detal. To akurat nic nowego, nowe są natomiast owe makro-kwestie, detale, które te kwestie opisują, i sposób, w jaki to robią.

Frapuje mnie „Nie ma nas”. Brak życzliwości i uczucie bycia „obcym wśród swoich” to jest nasza lokalna specyfika?

Łona: Chciałbym, żeby to nie było polską specjalnością, ale każdy, kto wraca do Polski z południa, zachodu czy skądkolwiek, boleśnie doświadcza tego polskiego stylu bycia, tej typowo tutejszej bezinteresownej nieprzyjaźni. Nie wiem, czy to fakt, że jesteśmy Chrystusem narodów, czy doświadczenia powstańcze, czy jeszcze co innego sprawia, że nie potrafimy być życzliwymi dla innych?

A jak jest ze „Szkoda zachodu”? Coś konkretnego sprowokowało cię, by zrobić numer poświęcony tendencjom antywolnościowym?

Łona: Zawdzięczamy to staremu swojskiemu szowinizmowi i ksenofobii, obecnym od dawna w środowiskach „narodowych” i nacjonalistycznych. Rzecz nienowa, a i ja poświęciłem jej już parę wersów wcześniej. Ostatnio jednak ta hydra jakby mocniej łeb podnosi, stąd reakcja w formie „Szkoda zachodu”.

Podobno jest tak, że z biegiem czasu ludzie dzielą się na dwie grupy. Na tych, którzy nabierają dystansu, i na tych, którzy zupełnie go tracą. Która grupa jest ci bliższa?

Łona: Niewątpliwie w wielu kwestiach zupełnie straciłem dystans, w paru też go nabrałem. Człowiek nie jest taki prosty (śmiech). Nie stać mnie chyba na precyzyjną odpowiedź na to pytanie. Nie jestem aż takim egocentrykiem, by cały czas oglądać siebie pod lupą.

Czy ty jesteś prawdziwym raperem?

Łona: Najprawdziwszym! I to na cały etat. Płyty powstają w istotnie niemałych odstępach czasu, ale to dlatego, że wydawanie albumu co roku nieuchronnie prowadziłoby do powielania tych samych pomysłów. Słabo bym się bawił, mówiąc o tym samym i do tego w ten sam sposób.

Webber: Wielu artystów – i nie chodzi tylko o polski hip-hop – wie, że najlepiej koniunkturę nakręcić kolejnym albumem. Uważam, że z tej choćby przyczyny większość z nich jest po prostu marnej jakości. Wiadomo, że trzy i pół roku to jest sporo. Ale musi być jakiś odstęp, by nabrać dystansu i świeżości. Jeżeli ktoś trzy miesiące po nagraniu płyty wchodzi do studia i nagrywa następną, to nie ma szans na wyciągnięcie wniosków. Rzadko obserwuję, żeby za tym szedł progres i poziom. Zmiany wtedy są najwyżej zamarkowane, bo co się może zdarzyć przez rok?

Numer „HIRO”, w którym pójdzie ta rozmowa, wyjdzie w pierwszej połowie października, więc może byś się zadeklarował, na kogo zagłosujesz w wyborach?

Łona: Ani myślę. Choć głosować pójdę.

Fisz powiedział mi kiedyś fajną rzecz zaraz po wyborach w 2007 roku: Tamtym nie wierzyłem, a tych się boję. Jak rozwiążesz problem przy urnie?

Łona: Za każdym razem stosuję inna metodę i przyznam, że to często jest improwizacja nad kartką – długie rozmyślanie zakończone zwykle wyborem najmniejszego, o ile to możliwe, zła. Mój Boże, gdyby byli jeszcze politycy, na których można by zagłosować z czystym sumieniem! Choćby na najmniejszej liście, ech…

Mimo wszystko jesteś politycznie kojarzony z III RP, „Gazetą Wyborczą” i Platformą Obywatelską.

Łona: Doskonale operujesz kliszami. Nie można jednak tego wszystkiego wrzucać do jednego worka. Czy Platforma to partia, która kieruje się takimi wartościami, jak wolność jednostki i liberalizm? Nic podobnego. Oni się czasem ubierają w takie szaty, ale tak naprawdę są zwykła partią władzy. Nic wartego polecenia.

Zrobiło się poważnie. Nawinąłeś dawno temu: Czy to, kurcze, było zawsze tak jak teraz, żeby szkołę nazywać imieniem Andrzeja Leppera. Z uwagi na ostatnie wydarzenia i ich oddźwięk myślisz, że to może się naprawdę zdarzyć?

Łona: Kiedy dowiedziałem się o tym, że Lepper popełnił samobójstwo, to było mi go po ludzku żal, bo wiadomość o tym, że człowiek przegrywa w ten sposób, zawsze jest smutna. Jeśli chodzi o ocenę jego działań politycznych – naprawdę trudno ją zmienić. W Polsce jest wprawdzie niegłupi zwyczaj, by przez jakiś czas po śmierci milczeć o wadach nieboszczyka, natomiast nie wierzę, by Lepper zapisał się w podręcznikach historii złotymi zgłoskami. A jeżeli tak będzie i tekst „2050” stanie się proroczy, no to niech nas wszystkich szlag. Pytałeś wcześniej o to, co się we mnie zmieniło. Przez całe życie mogłem w trakcie wywiadu zapalić papierosa. A teraz nawet to mi zabrali…

tekst | Marek Fall

Zobacz też: Iza Lach – wywiad. Śledzę twittery, czekam na hinty

Iza Lach – wywiad. Śledzę twittery, czekam na hinty

Komentarze
Rate this post