Kilka słów o tym, jak media społecznościowe stały się festiwalem próżności

Mona Lisa z wydętymi ustami i telefonem

Jeśli Twoją pierwszą czynnością po przebudzeniu jest wyszukanie telefonu w pieleszach i sprawdzenie powiadomień na Facebooku – nie martw się, nie odstajesz od reszty. Zasilasz grono 62% ludzi robiących to samo. Kolejne 18% zaloguje się na Facebooka już w ciągu 15 minut od pobudki. Tak przynajmniej wskazują badania.*

Social media zajmują w naszym życiu coraz ważniejsze miejsce. Wchodzą dosłownie i w przenośni do naszego łóżka, czego dowodem są powyższe statystyki, ale też nowe trendy zza oceanu, takie jak głośne After Sex Selfie**.

Kolejną rewolucją ostatnich kilku lat jest aplikacja Tinder, która dzięki synchronizacji zdjęć i informacji z profilu na Facebooku, np. z polubień stron czy postów, zaproponuje kogoś podobnego do nas. Zabawa polega na tym, aby ocenić zdjęcie zaproponowanej przez aplikację osoby – kiedy jesteśmy na nie przesuwamy zdjęcie w lewo, na takw prawo.

Tinder jest przejawem ewolucji portali randkowych i ich esencją. Można powiedzieć, że jest bardzo szczery w formie, ponieważ jedyne, z czym mamy do czynienia, to małe zdjęcie na wyświetlaczu swojego smartfona. To niezwykle mało angażujące zajęcie. Z boku wygląda tak samo, jak układanie konstrukcji diamentów w jednej z popularniejszych gier na smartfony.

Na końcu internetu

Tinder jest jednak bardzo zachowawczy w porównaniu do innych aplikacji, przede wszystkim w odniesieniu do inwencji i kreowania potrzeb przez japońskich programistów. Idealnym przykładem jest aplikacja Watching Cute Girl, dzięki której mała, urocza Japonka będzie na ciebie zerkać, szeptać i przytakiwać wprost z ekranu twojego smartfona i to 24 godziny na dobę! Nieco creepy jak na standardy kultury zachodniej. Młoda kokietka może towarzyszyć w czasie śniadania, udawać znudzoną, zainteresowaną i oczekiwać na reakcję użytkownika. Wydaje się, że jesteśmy o krok od życia na miarę filmu Her, kiedy to program komputerowy sprawia wrażenie duszy uwięzionej w hardwarze komputerów i dzięki niemu może artykułować siebie.

Dusza Samanthy o głosie Scarlett Johansson była ekwiwalentem człowieka. Prawie. Zastanawiające, jak łatwo pogodziliśmy się ze spłyceniem relacji – choć niektórzy utrzymują, że w rzeczywistości również oceniamy ludzi po wyglądzie i sieć jest tylko kontynuacją świata realnego.

Tyle że wychodząc z domu, jadąc autobusem, idąc na spacer nie zawsze chcemy wystawiać ocenę kolejno spotykanym osobom. Relacje, w które wchodzimy z ludźmi są bardzo różne i tylko sporadycznie nastawione na bliższe poznanie czy flirt. Warto zadać sobie pytanie, czy współcześnie zależy nam jeszcze na tym, aby szukać i znaleźć partnera na stałe? Czy w internetowej epoce obrazkowej ważne jest tylko to, jak wyglądamy na zdjęciu?

To drugie jest dzisiaj tym bardziej frapujące, jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost liczby operacji plastycznych, argumentowanych potrzebą polepszenia swojego wyglądu nie na co dzień, lecz właśnie na zdjęciach. Być może nie chcemy wchodzić w relacje z ludźmi z krwi i kości. Prawdziwe życie jest trudne, nudne, wiąże się ze zwykłymi problemami dnia codziennego, brzydotą, którą staramy się ukryć za idealnie wyretuszowanymi zdjęciami.

Dzisiaj to zdjęcia są naszą codziennością. Poprzez różne zabiegi mamy możliwość kreowania swojego wizerunku w internecie. Portale społecznościowe, blogi, platformy komunikacyjne dają szansę na zrobienie sobie liftingu nie tylko wyglądu, ale też osobowości, poczucia humoru, zainteresowań w celu wypracowania u obserwatorów jak najlepszej opinii o nas. Stały się narzędziami przemiany w rękach internautów, którzy widzą ich potencjał i operują nimi, jak chirurg plastyczny skalpelem.

Bunt sieci

Jest też druga strona życia w sieci współczesnych ludzi. Siła, możliwości i zasięg oddziaływania internetu są wprost niewyobrażalne, kiedy na tle bezrefleksyjnego przeglądania fotek, wyłaniają się ruchy społeczne, takie jak Occupy Wall St. czy twitterowa rewolucja w Iranie z 2011 roku.

Globalizacja przyspieszyła, osiągając kolejny poziom. Dzisiaj na całym świecie większość ludzi ma podobne cele, oddaleni od siebie o tysiące kilometrów wiodą podobne życie w kompletnie różnych miejscach i warunkach politycznych, czy ekonomicznych. Media dodatkowo ułatwiają ten szczególny proces unifikacji, a internet pozwala na nieograniczoną miejscem i czasem komunikację oraz wymianę doświadczeń.

Nowe technologie cyfrowe zmieniły na zawsze postrzeganie komunikacji między ludźmi i znacząco wpływają dzisiaj na kształt polityki i gospodarki. Dzięki Twitterowi, platformie Tumblr czy Facebookowi przez wiele dni i miesięcy udawało się przekazywać informacje, komunikować i zwoływać w czasie wystąpień w najróżniejszych warunkach – zarówno w Anglii, Tunezji, USA, jak i w przypadku Majdanu.

Dzisiaj każda informacja w pierwszej kolejności trafia do sieci. Wiele demonstracji można było obejrzeć niemal na żywo, dzięki filmom i zdjęciom ze smartfonów wrzucanych do internetu z ogromną częstotliwością z różnych perspektyw. Kto najlepiej posługuje się najnowszymi technologiami, spędzając godziny przed monitorami komputerów? Oczywiście młodzi ludzie.

W opinii wielu obserwatorów to właśnie oni stanowili najaktywniejszą grupę ruchów m.in. w Tunezji. W większości byli wykształceni, bezrobotni i bardzo zmotywowani. Z tej perspektywy być może mamy do czynienia z pewną zmianą społeczno-kulturową, w ramach której wyłania się nowy typ aktora – wojownika o bardziej obywatelską demokrację.

Uosabia on szereg specyficznych wartości: pragnie być podmiotem zmian, konstruując je w imię dobra i praw człowieka. Jednocześnie, co ważne, odcina się od nieudolnych instytucji społecznych i rządowych, wierząc, że obywatele są w stanie efektywnie decydować o sobie samych. Indywidualne poczucie wolności, w procesie nowego modelu komunikacji, stało się zbiorowym poczuciem i żądaniem niezależności oraz swobody. Samo narzędzie jest neutralne do momentu, w którym zadecydujemy, jak się nim posłużymy.

Dlatego za każdym razem, kiedy sięgamy po swój telefon, to od nas zależy, jak wykorzystamy potencjał najnowszych technologii – przesuniemy zdjęcie w lewo czy w prawo, czy może dołączymy do protestu na placu w centrum miasta. Dzisiaj biorąc w ręce smartfona, można jednocześnie wziąć w nie przyszłość swoją i innych, ale to od nas zależy czy zrobimy to {smart}.

Tekst: Justyna Rembiszewska

Komentarze
Kilka słów o tym, jak media społecznościowe stały się festiwalem próżności
Oceń artykuł