Jest bakterią i chce epidemii. Rozmawiamy z improwizującą maszyną dancingową, czyli Horsy’m

Mężczyzna ubrany w kombinezon stojący przed stołem ze sprzętem DJskim

Za projektem Horsy stoi Tomek Wódkiewicz — muzyk, producent, konstruktor interaktywnych robotów muzycznych. Poznajcie człowieka, który sam siebie określa jako improwizującą maszynę dancingową.

Kim jest Horsy i czego od nas chce?

Horsy jest bakterią i chce epidemii (śmiech). Zajmuję się muzyką bo mam skłonność do uzależnień od rzeczy, które wynoszą nas ponad codzienność, ponad jakąś oczywistość. Granie jest takim stanem, kiedy najczystsze emocje przechodzą przez Twoje ciało, kiedy w nieskazitelny sposób komunikujesz emocje drugiemu człowiekowi. Odnajduję dużo przyjemności w samym procesie grania i tym chciałbym się podzielić. Chciałbym móc potańczyć z każdym kto przychodzi na imprezę na której gram.

Przez jakiś czas działałeś w Warszawie, teraz mieszkasz we Wrocławiu. Co skłoniło Cię do przeprowadzenia się do stolicy Dolnego Śląska?

Sprawy osobiste… Chyba pytaniem, na które mógłbym obszerniej odpowiedzieć byłoby pytanie o to co mnie skłoniło do pozostania tu. Wrocław jest miastem o wiele bardziej dostępnym jeżeli myślisz o robieniu rzeczy. Chcesz być reżyserem teatralnym, muzykiem, założyć knajpę, otworzyć agencję video czy dziarać — wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Nie ma takiego przepychu jak w Warszawie. Nie ma aż takiej konkurencji i można po prostu skupić się na robieniu swojego, a nie ściganiu się z kimś o miejsce na rynku.

Z racji tego, że wszyscy się mniej więcej znają, łatwiej jest też współpracować i tworzyć większe całości. Odległość między pomysłem a gotową rzeczą jest o wiele mniejsza niż w Warszawie. Ta myśl mnie tu zatrzymała.

Zostaniesz we Wrocławiu na dłużej czy ciągnie Cię już gdzieś indziej?

Nie miałem chyba dłużej niż miesiąc takiego samego ustawienia mebli w studio (śmiech). Nerwóweczka, która jest jakąś komplementarną częścią mojej natury nie pozwala mi za długo usiedzieć w miejscu. Akceptuję to i nawet to lubię, z tego czerpię moc.

Nic nie jest na zawsze, więc myślę, że Wrocław jest przystankiem. Marzy mi się HorsyBus, auto dostawcze, które będzie połączeniem kampera z mini sceną, którym będę mógł jeździć po świecie i grać koncerty. Jesteśmy w dosyć klawym momencie rozwoju naszej cywilizacji, jest względny pokój, mamy otwarte granice, możemy dużo. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby np. ruszyć wzdłuż linii brzegowej Europy, grać koncerty w letnich miejscówkach i dostawać za to pieniądze, żeby móc spokojnie żyć. We Wrocławiu mam jeszcze kilka misji do dokończenia, zobaczymy co się wydarzy jak je dokończę…

Nie wydałeś do tej pory żadnego albumu, EP-ki, nawet singla. Kiedy możemy spodziewać się jakiejś wydawniczej premiery?

Wydałem sesję video, można funkcjonować na współczesnym rynku fonograficznym nie posiadając na koncie wydawnictw na fizycznych nośnikach. Wiadomo płyta czy EP-ka jest dobrym materiałem do promocji swojej muzyki ale nie jest jedynym. Na razie po prostu gram i rejestruję to, co gram, czy na koncertach, czy na sesjach studyjnych. W momencie, kiedy uzbiera się wystarczająca ilość zarejestrowanych minut na pewno zamknę to w jakimś zbiorze. Nie wiem, czy to będzie miało formę płyty, może lepiej wydać to w formie gry albo jakiejś VR-owej opowieści. Na razie chcę skupić się na tym, żeby koncerty były jak najlepiej opracowane.

Dosłownie przed chwilą wypuściłeś video-wizytówkę na swoim kanale YouTube’owym. W jej przygotowaniu wzięła udział Okime Emiko, znana VJ-ejka. Jak doszło to Waszej współpracy na tym polu?

Emiko zaprosiła mnie na plan produkcji swojej instalacji do galerii BWA. Potem zrealizowałem dźwięk dla jakiejś komercyjnej sytuacji, którą zlecił jej duży bank. Okazało się, że komunikacja między nami przy takich kwestiach jak budowanie wizji, scenografii czy realizacja na planie jest bezkonfliktowa i zawiera dużą dozę szacunku. Zaproponowałem jej zrobienie klipu do singla Joy Popu — mojego poprzedniego zespołu i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z Emiko pracujemy razem już przeszło trzy lata i wiem, że nie ma we Wrocławiu osoby zajmującej się video, która mogłaby lepiej trafiać w to o co mi chodzi jak myślę o finalnym obrazie.

Ruszasz też w trasę koncertową. Gdzie będzie można Cię zobaczyć?

Gdańsku, Łodzi, Warszawie, Zielonej Górze, Pradze i Wrocławiu. We Wrocławiu będę grał dwa razy, w Kalamburze oraz w Starym Klasztorze jako support przed Rebeką. Na początku maja swoim koncertem będę otwierał miejsce, które nazywa się Invalidovna w czeskiej Pradze. To jest coś w rodzaju ogromnego Art Huba w dawnym szpitalu dla kombatantów. Cieszę się na ten koncert bo będzie to pierwsze granie Horsy’ego za granicą.

Na wrocławskim koncercie będziesz supportował Rebekę. To duży, znany zespół. Denerwujesz się jakoś szczególnie przed tym występem?

Jeszcze nie. Jak zjem ostatnią mini kanapeczkę z serem i rzeżuchą na backstage’u Starego Klasztoru, to pewnie trochę zacznę (śmiech). Im bardziej jestem przygotowany do koncertu tym mniej się stresuję, to wszystko jest żywą tkanką więc nie wiadomo co się wydarzy. Trema w moim przypadku opada po pierwszych kilku minutach grania jak wiem w którym kierunku płynie łódka i widzę czy ludzie są ze mną, czy raczej jest im to obojętne.

View this post on Instagram

Ruuuuszamy 🙂

A post shared by Horsy (@horsy_official) on

Twoje koncerty są dość nietypowe. Czego publiczność może się na nich spodziewać?

Porażenia prądem z butelki z wodą, którą wyleję w emocjach na sprzęt jak pójdzie za grubo (śmiech). Jak już się trochę otrząsną to na pewno poważnego dancingu. Horsy rzadko kiedy się zatrzymuje. Moje sety mają dwa charakterystyczne powtarzalne momenty — początek i koniec. Środek jest jedną przeciągłą piosenką, łączącą ze sobą hipnotyczność której nauczyłem się obcując z muzyką elektroniczną i rzewną melodią piosenki, którą przesiąkłem obcując z muzyką takich artystów jak np. The Smiths, Whitest Boy Alive czy Alamo Race Track.

Czym zajmujesz się na co dzień poza muzyką?

Zajmuje się muzyką ale od drugiej strony. Czyli produkuję wydarzenia, prowadzę kluby. Moje ścieżki życiowe raczej pchają mnie w stronę industri kreatywnej więc jeżeli to, co robię nie jest bezpośrednio związane z muzyką to jest związane z video lub produkcją szeroko pojętej kultury.

Moją uwagę zwróciły kolorowe stroje, w które ubierasz się na występy. Skąd je wytrzasnąłeś i czy masz ich dużo?

Lubię ciekawe ciuchy. Przypływają do mnie falami i odpływają. Mam czas na kombinezony i wtedy mam ich w szafie sześć, potem dojrzewam do marynarek i kombinezony muszą odejść. Na stanie mojej szafy zawsze jest jakieś kilka, kilkanaście ciekawych konfiguracji. Lubię gadżeciarską garderobę, maski zapaśników, akcesoria sportowe w stylu: ochraniacze do kickboxingu czy rugby. Część z nich trafia w moje ręce np. od koleżanek prowadzących vintageowe butiki BRC Vintage czy Njuromatik. Część przywożę z podróży, część kupuję na Aliexpress.

Komentarze
Jest bakterią i chce epidemii. Rozmawiamy z improwizującą maszyną dancingową, czyli Horsy’m
Oceń artykuł