Pola Rise „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” [recenzja]

Pola Rise „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” [recenzja]
fot. materiały promocyjne

„Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” to literacki debiut Poli Rise – autorki albumu „Anywhere But Here” i EPki „The Power of Coincidence”. Z przedpremierowej recenzji dowiesz się: o czym jest książka, czy warto po nią sięgnąć i jak koresponduje z towarzyszącym jej albumem muzycznym „Hikikomori”?

Krótkie wprowadzenie do książki

Pola Rise „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” [recenzja]

„Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” to zbiór składający się z dwunastu opowiadań powiązanych z kawałkami z albumu muzycznego „Hikikomori” – autorką książki i płyty jest Pola Rise. Tomik opowiadań ukaże się 22 marca nakładem Wydawnictwa MUZA (tematyka dwóch opowiadań idealnie wpisze się w czas kalendarzowej wiosny), premiera albumu miała miejsce o północy 12 marca (na płycie CD dostępny od 17 marca, natomiast na winylowej 12 kwietnia).

Super oferta NIKE

JD Sports wchodzi do Polski i kusi ofertami na produkty NIKE. Link w artykule.

Co jest gorsze, samotność wśród ludzi czy w pojedynkę? 12 rozdziałów, 12 historii, 12 zagubionych bohaterów.

Maria chce schować się przed światem. Matyldę wpędza w samotność pijany kierowca. Kacper wycofuje się z życia z powodu przeszłości. Izolują się, uciekając w różne miejsca: do łóżka, do świata wirtualnego, do innego kraju. Przygnieceni presją, oczekiwaniami i ambicjami, popadają w letarg. Ukrywają swoje ułomności i tuszują je wraz z prawdziwymi emocjami. Udają, pozują i uśmiechają się, byle tylko nikt się nie domyślił, że nie dają rady.

Rezygnują z pójścia do pracy czy szkoły, by uniknąć potencjalnych problemów. Udają chorych, bo to łatwiejsze niż zmierzyć się z kolejnym projektem, lub wręcz przeciwnie, rzucają się w wir pracy, byle tylko nie konfrontować się z problemami w domu. Piją, zasłaniają okna, rzucają się w świat wirtualny lub nagrywają pożegnalną wiadomość i zmieniają adres. Wycofują się z życia z bardzo różnych powodów. Łączy ich jedno: niezdolność do poradzenia sobie z wymaganiami jakie stawia świat.

Tak często zaczyna się hikikomori – japoński wirus samotności. Może dopaść każdego. Rozprzestrzenia się we współczesnym świecie jak chwasty. Wyklucza z życia społecznego, czasami na chwilę, kiedy indziej na lata. Niezależnie od ilości pieniędzy na koncie, miejsca zamieszkania czy wieku – każdy jest narażony na samotność.

Hikikomori w języku japońskim tłumaczy się jako „oddzielenie”, wejście do środka. Osoba dotknięta tym zaburzeniem w skrajnym stopniu izoluje się od społeczeństwa i zamyka we własnym świecie. W „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” Pola Rise podejmuje temat radzenia sobie z narastającym problemem odizolowania, fobii społecznej, samotności i świadomej rezygnacji z życia w zbiorowości.

Byłam pewna, że zamykając się w domu zdołam uciec przed presją, oczekiwaniami i moimi własnymi ambicjami. Chciałam odciąć się od problemów i nieudanych planów, ale przede wszystkim od poczucia, że jestem niewystarczająca. Chciałabym opowiedzieć tę historię wszystkim, którzy potrzebują motywacji, zainspirować do walki z podobnymi zaburzeniami.

„Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” – recenzja

Pola Rise „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” [recenzja]
fot. materiały promocyjne

Zacznę od tego, że „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” to lektura niełatwa i nie dla każdego, na co wskazuje prolog. Do przeczytania tego zbioru opowiadań niezbędne są zrozumienie, empatia oraz wrażliwość, ponieważ temat ucieczek w samotność wciąż spotyka się z obojętnością czy lekceważeniem przez dużą część społeczeństwa. Osoby, które same nie miały bezpośredniej lub pośredniej styczności z samotnością z dużym prawdopodobieństwem porzuciłyby książkę po samym prologu.

„Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” to zbiór składający się z dwunastu opowiadań dotyczących problemu samotności. Są one bardzo ludzkie, a ponieważ mogłoby je napisać samo życie, czyli najbrutalniejszy ze wszystkich autorów, pojawia się w nich dużo smutku i gorzkiej atmosfery.

W swoim literackim debiucie Pola Rise poruszyła trudny temat w bardzo autentyczny sposób. Postaci, które stworzyła to osoby zmagające się z cieniami szarej rzeczywistości – czytelnik może odnaleźć w nich siebie lub kogoś znajomego. Losy bohaterów i bohaterek nie są wyolbrzymione. Fabuła każdego opowiadania ukazuje realia osoby zmagającej się z depresją i samotnością lub popadającej w stany lękowe i ataki paniki.

Pola uważnie i wiernie opisuje myśli, uczucia jak i nadzieje swoich postaci. Sprawia, że czytelnik szybko przywiązuje się do bohaterów, darzy ich współczuciem lub trzyma kciuki, aby spotkało ich coś dobrego. Wytworzenie takiej emocjonalnej więzi między czytelnikiem a postacią fikcyjną nie jest łatwe, ale Poli zdecydowanie udało się to osiągnąć. Podobnie jak możliwość utożsamienia się z postaciami, które są uniwersalne (jak piosenki), ale w każdej z nich można odnaleźć kawałek siebie.

Stworzenie zbioru opowiadań także nie należy do łatwych zadań, jednak Poli udało się to znakomicie. Całość jest bardzo spójna ze względu na przewijającą się tematykę ucieczki w samotność oraz problemy towarzyszące tym ucieczkom, a mianowicie lęk, depresja, bezsenność, bezradność czy myśli samobójcze. Spójność w tym przypadku nie oznacza, że każde opowiadanie jest takie samo, wręcz przeciwnie. Każde jest zupełnie inne – różnią je forma, wiek i charakter postaci, ciąg wydarzeń, a przede wszystkim zakończenia.

Historie autorstwa Poli Rise raz kończą się happy endem, raz drugą szansą, innym razem odebraną nadzieją, a jeszcze innym bez happy endu. Sprawia to, że opowiadania pozostawiają po sobie ślad w pamięci czytelnika, niektóre lekki uśmiech (na przykład „Znajomy chłód”), a czasami łzy płynące po policzkach (zwłaszcza „Uciekaj, zanim cały świat spłonie!”).

Wszystkie opowiadania utrzymane są na równym poziomie – każde tak samo mocno oddziałuje na emocje, zmienia spojrzenie czytelnika na pewne sytuacje i pobudza do patrzenia na świat uważniejszym i wrażliwszym okiem. Trudno wyróżnić najlepsze odpowiadania, dlatego wymienię tytuły tych, które poruszyły mnie najbardziej. Do takich należą: otwierające tomik „Stoję tu i patrzę, jak ucieka czas”, „Zanim przyjdzie sen”, „Gdzie mój dom?”, „Uciekaj, zanim cały świat spłonie!”, „Chyba to strach” i „Po kawałku, nie na siłę”.

Podsumowując, zachęcam do zapoznania się z „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” Poli Rise. To ważna i niesamowicie potrzebna książka, która z pewnością wpłynie na postrzeganie problemu samotności przez czytelnika, uczyni go czułym obserwatorem świata wokół siebie, a także doda otuchy, wsparcia i nadziei tym czytelnikom, którzy zmagają się z samotnością w momencie sięgnięcia po opowiadania artystki. Lekturę „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” polecam czytać razem z towarzyszącym jej soundtrackiem!

Jak czyta się książkę z soundtrackiem?

Zazwyczaj soundtrack czy ścieżka dźwiękowa kojarzą nam się z filmem lub książkami paragrafowymi. „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” jest o tyle wyjątkowe, że jest częścią interdyscyplinarnego konceptu artystycznego, na który składa się również płyta „Hikikomori”. Każde opowiadanie odpowiada piosence, do której odsyła specjalny kod. Warto zaznaczyć, że spis treści nie pokrywa się z listą utworów – kolejność różni się.

Opowiadania łączą się z przypisanymi im utworami nie tylko ze względu na tytuł (czasem tytuły są takie same, jednak w większości przypadków tytuł opowiadania to wers z piosenki), ale i atmosferą, emocją.

Soundtrack do zbioru opowiadań sprawia, że czytelnik może lepiej i wnikliwiej zgłębić stan bohatera, bohaterki bądź bohaterów, poznać bliżej każdą z postaci oraz w inny sposób spojrzeć lub przeanalizować ich historie. To bardzo interesująca koncepcja, w które opowiadania i piosenki uzupełniają się nawzajem, co sprawia, że można głębiej wniknąć w projekt Poli Rise.

Opowiadania bardzo dobrze korespondują z utworami – czasami fabuła zaskakuje w porównaniu z tekstem. W niektórych widnieje wiele linijek z piosenek, w innych trochę mniej, ale sprawia to, że czytelnik i słuchacz jednocześnie może doszukiwać się tych bezpośrednich nawiązań. Zdecydowanie najmocniej połączone z piosenkami są „Gdzie jest mój dom?”, „Chyba to strach” i „Po kawałku, nie na siłę”. Czytanie książki z soundtrackiem to niesamowite doświadczenie!

Ciekawe jest także to, że bohaterowie opowiadań mają swoje theme songs, czyli tak zwane własne motywy muzyczne jak, np. w serialach! I myślę, że nie tylko ja chętnie obejrzałabym odcinki na podstawie „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” z soundtrackiem, którym byłby album „Hikikomori” – Pola, czekamy na serial!

Tekst: Matylda Motyl

Zobacz też: Pola Rise: Warto dbać o każdy szczegół i nie spieszyć się?

Pola Rise: Warto dbać o każdy szczegół i nie spieszyć się ?

5/5 - (4 votes)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News