Ciro Guerra: Czytanie z gwiazd albo list w butelce

Ma dopiero 34 lata, a zdołał już wyrosnąć na nowy głos latynoamerykańskiego kina. Za sprawą znakomitego filmu „W objęciach węża” Kolumbijczyk Ciro Guerra przywraca szacunek zaginionej krainie, jednocześnie przekazując niejedną intrygującą myśl na temat współczesnego człowieka.

„W objęciach węża” jest filmem o samotności. Tak przynajmniej uważa gros recenzentów.

Film dotyka wielu różnych zagadnień, a samotność niewątpliwie jest jednym z nich. Przede wszystkim jednak poświęcony jest wiedzy. Interesują mnie różne rodzaje wiedzy – sposób, w jaki zderzają się, łączą i ścierają, by ostatecznie dojść do wzajemnego zrozumienia.

O zrozumienie nie jest łatwo. Twoi bohaterowie posługują się różnymi językami i nie jest to chyba spowodowane wyłącznie względami historycznymi. Mam wrażenie, że starałeś się ukazać problem w komunikacji między różnymi kulturami?

Dokładnie tak. Oczywiście Amazonia była niegdyś miejscem spotkań ludzi z całego świata, posługujących się rozmaitymi językami oraz tubylców mówiących w setkach miejscowych narzeczy. Zależało mi jednak na podkreśleniu chaosu, jaki sprowadził tu kolonializm, uniemożliwiając komunikację.

Masz zacięcie etnografa?

Raczej nie. Inspirowałem się wprawdzie oryginalnymi dziennikami naukowców, będących bohaterami filmu, ale nie znaczy to, że moim celem było nakręcenie dokumentu. Ich relacje pozwoliły mi jednak osadzić historię w szerszym kontekście. Moje zadanie polegało na odtworzeniu świata, jaki uległ zniszczeniu. Dlatego oprócz faktów zdany byłem też na wyobraźnię, niezbędną do rekonstrukcji tej nieistniejącej już Amazonii.

Bliższa była Ci perspektywa owych naukowców – ludzi Zachodu czy tubylca – szamana?

Starałem się nie stawać po żadnej ze stron. Moje filmy celowo są otwarte na interpretację. Nie wyjaśniam niczego wprost, nie karmię widza z ręki. Ukazuję za to pewien konflikt – pomiędzy ideami, kulturami, odmiennymi światami. Każdy, kto obejrzy W objęciach… uzupełni ten obraz samodzielnie i wyciągnie własne wnioski.

Pytam o to także dlatego, że W objęciach… odnosi się do określonego okresu w dziejach Twojego kraju. Jednak ilekroć mowa w nim o Kolumbijczykach, są oni jedynie jakimś niewidzialnym zagrożeniem. Czy okres kolonialny kładzie wciąż cień na dzisiejszą Kolumbię?

Owszem, nasza relacja z Amazonią nigdy nie była zdrowa. Zawsze traktowaliśmy dżunglę jak kopalnię lub plantację. Kiedyś pozyskiwano z niej kauczuk, potem kokę, a dzisiaj międzynarodowe koncerny czynią zakusy na wszelkie złoża naturalne. Kolumbijczykom brakuje szacunku i zrozumienia dla Amazonii – zarówno jej przyrody, jak i miejscowych ludów.

foto rodaje 2

Całość wywiadu już niedługo w najnowszym wydaniu HIRO, a tymczasem Zapraszamy do kin na film “W objęciach węża” i na http://www.againstgravity.pl/content/w_obj_ciach_w_a.

rozmawiał | Sebastian Rerak

zdjęcia | materiały prasowe

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera