Sodoma i Gomora po polsku. Czemu „Klątwa” jest przeklęta?

Obraz przedstawiający zniszczenie Sodomy i Gomory

Kurz po bitwie wokół spektaklu „Klątwa” zaczyna osiadać na ziemi zwilżonej spluwaniem obydwu stron konfliktu. Zostawiając w spokoju to werbalne (i nie tylko) pobojowisko, zastanówmy się nad przyczyną kontrowersji narosłych wokół widowiska oraz zasadnością zarzutów. Co sprawiło, że przeciwnicy chcieli dla twórców kar więzienia, a w całą sprawę włączyła się prokuratura?

Bluźnierstwo
To pierwszy i chyba najczęściej przewijający się zarzut wobec Klątwy. Seks oralny z figurą Karola Wojtyły, wycieranie się flagą Watykanu po skończonej defekacji, suspensio podobizny Chrystusa. No tak, zabiegi takie mogą faktycznie mocno uderzyć w poczucie sfery sacrum widza.

Zaraz! Kogo? Widza. Czyli osoby, która przyszła oglądać spektakl. Osoby ogólnie świadomej tego, co na deskach teatru będzie się odbywać. Czy w takim razie, zważając na kontekst całej tej sytuacji, można mówić o obrazie jakichś uczuć? Świadek widowiska bierze przecież w nim udział z własnej, nieprzymuszonej woli.  Człowiek, który treść spektaklu uważa za zbyt kontrowersyjną, po prostu go nie ogląda.

Co zatem sprawiło, że tłumy ludzi de facto nieuczestniczących w rzeczonym wydarzeniu kulturalnym wyszły w ramach protestu na ulicę? Czemu domagano się zakazu odgrywania sztuki w Polsce?

Wydaje się, że problemem tutaj jest sama obecność tego typu treści w przestrzeni. Oburzenie spowodowane jest faktem, że ktokolwiek może taki spektakl wystawić, a ktokolwiek inny może go obejrzeć. Nie chodzi o bezpośrednie kłucie w oczy przeciwników Klątwy przekazem.

Tweet przedstawiający opinię o spektaklu Klątwa

Zniewaga
Dobrze. Weźmy, w takim razie, pod uwagę dużą wrażliwość osób religijnych na tego typu zjawiska. Wiadomo, że istnieje wśród nich pewnego rodzaju moralny nakaz reagowania na zło. Zło definiowane jako czyny zabronione przez różne kodeksy otrzymane od Stwórcy, bądź wypracowane przez kościelną tradycję.

Wszystko byłoby w tym momencie jasne i klarowne. Mamy pewien konflikt wartości. Zastanówmy się nad kompromisowym jego rozwiązaniem. Byłoby tak, gdyby nie pewna nieścisłość.

Oto ona. Ciężko, mianowicie, zauważyć, żeby z tak samo ostrymi reakcjami środowisk katolickich spotykały się inne zjawiska występujące w przestrzeni publicznej. Czemu nikt nie ma za złe autorom billboardów, że umieszczają na nich roznegliżowane kobiety? Czemu nikt nie protestuje przeciwko reklamom, które wręcz emanują (czasem bardzo infantylnie) seksem. Co z kultem przemocy w popkulturze? Przecież to wszystko, wedle nauczania Kościoła, jest niemoralne i odrażające.

Wygląda na to, że poczucie sacrum przeciwników Klątwy jest bronione z dużo większą zaciekłością niż inne wartości, a uczucia religijne dużo łatwiej jest obrazić niż pozostałe.

mem przedstawiający scenę z filmu "Ben Hur" z napisem "let the shitstorm begin"

Pieniądze
Niezależnie od tego ile czasu poświęcimy na zastanawianie się nad całą tą sytuacją, dojdziemy tylko do szczątkowych wniosków. Główna zaś refleksja będzie brzmieć: w sumie to nic nie wiadomo. A jak nie wiadomo o co chodzi, to… (nie, nie będę kończył tego zdania tą banalną formułką).  Temat pieniędzy, jednakowoż dość mocno przebija z całej dyskusji okołoklątwowej.

Precyzując, cała burza rozpętała się wokół finansowania spektaklu ze środków publicznych. Jeśli faktycznie taka sytuacja miałaby miejsce, to w stu procentach, reakcja środowisk katolickich byłaby w pełni uzasadniona. Niekoniecznie każdy, bowiem, chce dokładać się z własnych pieniędzy do eventów mu nieodpowiadających. Tym bardziej, jeśli przekazywane w ich ramach treści obrażają bliskie mu wartości.

Sęk w tym, że powyżej opisany stan rzeczy jest zaledwie półprawdą. Finansowana jest nie sama sztuka, a teatr, którym jest ona grana. Sponsorami Klątwy są zaś firmy i osoby prywatne.

Zrzut ekranu przedstawiający informację o finansowaniu spektaklu Klątwa

Podsumowując
Na koniec przydałby się jakiś błyskotliwy komentarz, jednak od przyglądania się całej sytuacji utraciłem wszystkie pokłady kreatywności. Mogę stwierdzić jedynie, że polskie społeczeństwo lubi angażować się w problemy, które problemami być nie powinny.

Najlepiej widać to zjawisko, jeśli umieścimy je na tle zachowań innych społeczeństw, w tym równie konserwatywnych jak polskie. Z podobnymi reakcjami za granicą, bowiem musiały mierzyć się NAPRAWDĘ kontrowersyjne produkcje. Chociażby takie jak film włoskiego reżysera Paolo Passoliniego — Salo 120 dni Sodomy, które właściwie całym swoim wydźwiękiem obnaża brak człowieczeństwa w człowieku i obala cały narosły wokół ludzi system wartości.

Golgota Picnic Rodrigo Garcii. Powiecie — to też wywołało protesty międzynarodowej społeczności chrześcijańskiej. Dobrze. Czy jednak w którymś z krajów z tego powodu spektakl, jak i jego twórcy zostali pozwani z urzędu. W którym z miejsc walka z nimi przybrała tak oficjalną i wszechobecną formę?

Czasem wydaję się, że niektórzy nasi rodacy krzyczący o obronie fundamentów sami nie wiedzą, czym te fundamenty są. Nie wspominając o tym, że zupełnie brak im pojęcia, na jakim gruncie są one położone.

Tekst: Krzysztof Jędrzejczyk

Komentarze
Oceń artykuł