Pavlo Burkatskyy – młody designer wpisany w historię polskiej motoryzacji [wywiad]

Jest designerem współodpowiedzialnym za stworzenie pierwszej w dziejach Polski pełnokrwistej wyścigówki klasy GT. Choć ma dopiero 28 lat, już teraz na dobre wpisał się w historię polskiej motoryzacji. O tym, że w życiu nie warto iść na skróty, jak naprawdę wygląda praca nad projektami samochodów i dlaczego sukces najlepiej smakuje wtedy, gdy osiągnęło się go ciężką pracą rozmawiam z Pavlem Burkatskyy – niezwykle skromnym człowiekiem z ogromnym talentem i wspaniałą przyszłością przed sobą.

Masz 28 lat, jesteś jednym z twórców sukcesu pierwszego w historii samochodu wyścigowego w Polsce, a przy tym wydajesz się bardzo skromny. Jak to się stało, że udało Ci się w tak młodym wieku trafić do zespołu Arrinery?

Historia mojego dołączenia do zespołu Arrinery może wydawać się dość nietypowa, a jednocześnie banalnie prosta. W 2008 roku udało mi się spotkać z prezesem Arrinery po tym jak zobaczył on moje prace w internecie. W tym czasie firma dopiero powstawała, a on poszukiwał kreatywnych ludzi z pasją do swojego zespołu. Gdy już zobaczyliśmy się w biurze, mój obecny szef dostrzegł we mnie potencjał i z miejsca zostałem zatrudniony w firmie. Miałem wtedy 21 lat. Tak właśnie zaczęła się moja historia profesjonalnego projektowania samochodów.

To była Twoja pierwsza praca w roli designera?

Nie tylko w roli designera, ale generalnie to była moja pierwsza poważna praca w życiu. W przeszłości pracowałem jedynie zdalnie i funkcjonowałem bardziej jako freelancer. Zajmowałem się też nauką i własnym rozwojem. Koncentrowałem się na robieniu różnych projektów i w międzyczasie łapałem drobne zlecenia. Nie było to nic nadzwyczajnego, ani nic na stałe. Przez cały ten okres działałem też wokół tematu samochodów, więc świat motoryzacji był mi jakoś bliski. Zawsze też starałem się robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Jeżeli miałbym się podjąć czegoś, co mi się nie podoba lub mi zwyczajnie nie leży, to miałbym z tym problem. Staram się być po prostu konsekwentny. Dzięki temu właśnie udało mi się przeforsować 5 lat temu nowy koncept i design Arrinery Hussaryi.

Jak wyglądały Twoje początki w Arrinerze? Minął kawał czasu od momentu, kiedy trafiłeś do firmy do zaprezentowania Arrinery Hussaryi GT w Birmingham.

Na początku historia jest taka, że stworzyliśmy koncept Arrinera AH1, który w 2011 roku pokazaliśmy w Domu Biznesu w Alejach Ujazdowskich. Wówczas nie został on zbyt dobrze przyjęty i nie wzbudził dużego zainteresowania. Było to spowodowane tym, że ograniczało nas wiele wytycznych – nie tylko technicznych, ale także czasowych. Tworząc projekt w takich warunkach i pod presją czasową nie udało nam się zrealizować wszystkiego tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Tworząc design konceptu byłem tego świadomy, ale jak na swój ówczesny wiek i fakt, że nigdy nie studiowałem w tym kierunku i tak było to dla mnie pewnego rodzaju osiągnięcie. W końcu udało mi się pokazać samochód własnego projektu i w ten sposób zacząłem tworzyć portfolio.

Miałem już wtedy na swoim koncie ciekawe doświadczenie, bo w 2010 roku udało się mi się stworzyć projektu innego auta. Mam na myśli Stealth B7. Ten projekt powstał tak w międzyczasie i jakby przy okazji. To była szybka i spontaniczna akcja. W 2009 roku zaczęliśmy, a już w 2010 mieliśmy gotowy samochód wyścigowy. Nawet został on pochlebnie opisany w polskim wydaniu „Top Geara”. Stealth B7 to wyścigówka, której design zrealizowałem raptem w ciągu 2 dni i jednej nocy. Ówczesnemu szefostwu bardzo spodobał się projekt i podjęto decyzję, że jak najszybciej musimy wprowadzić go w życie. Udało nam się to zrobić w ciągu roku, a na prezentacji auta w Sheratonie pojawiło się wiele istotnych postaci. Nasz projekt powstał na podstawie Stealtha B6, którego właścicielem był sam Terry Pudwell[1]. To pokazuje, że nie wyłoniłem się znikąd, tylko dochodziłem do tego wszystkiego ciężką pracą.

Arrinera-Hussarya_rysunek wnetrza

Czego musi być świadomy każdy początkujący designer?

Od samego początku istnieją pewne wytyczne i zawsze trzeba się liczyć z masą ograniczeń. Aspekty finansowe, marketingowe czy techniczne – to tylko niewielka część z nich. Na pewno sprostanie wszystkim tym wymaganiom nie jest prostą sztuką. Są takie momenty, że staje się to uciążliwe, a praca designera zamienia się w namiastkę koszmaru. Ale z tym właśnie wiąże się ten zawód i im wcześniej projektant zda sobie z tego sprawę, tym lepiej dla niego. Trzeba też pamiętać o tym, że zanim uda się zrealizować dany projekt pojawia się bardzo wiele koncepcji i pomysłów, z których drogą dedukcji wyłania się ten najlepszy. Część z nich to często totalna klapa. Wystarczy zmierzyć je z możliwościami technicznymi czy przedstawić rysunek w innym rzucie, by przekonać się że jest do niczego. Ale w takich sytuacjach nie należy chować głowy w piasek, tylko przyjąć uwagi do siebie i pracować. Nie ma innej drogi.

Gdy już uda się stworzyć samochód i jest jego prezentacja, to zapomina się o tym wszystkim. To są te piękne chwile w życiu, które wynagradzają nawet najtrudniejsze momenty w pracy designera. Ja już wiem jak te chwile smakują i one są naprawdę cudownym przeżyciem. Co prawda nie pojawiają się zbyt często, ale gdy już są przynoszą niesamowitą euforię. Trudno opisać uczucie i dumę, która im towarzyszy.

Gdy tworzysz design samochodu musisz mieć w głowie nie tylko techniczne możliwości, ale też oczekiwania klienta i biznesowe aspekty projektu. Jak funkcjonujesz na przecięciu tych wszystkich sfer?

Komentarze
Pavlo Burkatskyy – młody designer wpisany w historię polskiej motoryzacji [wywiad]
5 (100%) 4