„Komunia”: Kiedy dzieci stają się dorosłymi [RECENZJA]

Dziewczynka karmi chłopca

Wydaje się, że filmów o problemach nastolatków powstała już cała masa. Nie zawsze są to produkcje, które dotyczą błahych spraw. Chociaż każdy z tych dzieciaków przeżywa swoje dramaty i niekiedy odnajdujemy w nich swoje odbicie, z czasem śmiejemy się z dawnych kłopotów nie do rozwiązania. Niestety nie każdy może spojrzeć w przeszłość i się z niej zaśmiać.

Ola to 14-letnia dziewczyna, która stara się, żeby jej rodzina znów była w komplecie. Nastolatka mieszka ze swoim młodszym bratem Nikodemem, który jest niepełnosprawny umysłowo i z ojcem alkoholikiem sprawującym nad nimi opiekę. Ich matka żyje wraz ze swoim nowym partnerem i małym synem. To Ola trzyma w garści cały dom i zarazem przejmuje rolę obydwojga rodziców. Zdaje sobie sprawę, że nikt jej nie wyręczy. Nie jest typową nastolatką przeglądającą kolorowe magazyny i buszującą po sklepach. Nie ma też za złe ojcu i matce, że to przez nich ma takie, a nie inne życie. Mogłaby wyzywać ich i szarpać się z nimi, ale zdaje sobie sprawę, że nie ma w tym żadnego sensu i nic tym nie ugra. Nawet, jeśli zdarzy jej się krzyknąć na ojca, robi to w słusznej sprawie.

Oczywiście mogła nie godzić się na takie życie i zadbać tylko o siebie. Przecież są inne nastolatki, które z różnych powodów szukają odskoczni popadając przy tym w najgorsze bagno i patologię. Uciekają do alkoholu, narkotyków czy seksu. Często przy tym towarzyszy przemoc czy kradzież. Takie problemy można zobaczyć we wcześniejszych produkcjach Katarzyny Rosłaniec, np. w „Galeriankach” czy „Bejbi blues”, gdzie mamy do czynienia z dziewczynami sprzedającymi się za pieniądze albo widzimy obraz nastoletniej matki. Są to już skrajne przypadki zachowania nastolatków, aczkolwiek jest to prawda, i to dzieje się cały czas.

Reżyserka odbiega nieco od schematu i przedstawia wybór innej drogi. Przerażające losy Oli są w filmie podkreślone przez otoczenie. Ciasne mieszkanie komunalne, brudna klatka schodowa, rozwalające się meble i wszechobecny brud. Ubogość rodziny uświadamiamy obie też wtedy, kiedy w kolejnych scenach dostrzegamy, że aktorzy występują na zmianę tylko w kilku strojach. Nie mają szaf pełnych ubrań, jest to zwykła odzież, skromna i schludna. Mieszkanie też jest skromne, znajdziemy tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, zero przepychu. Ciemne ściany i oświetlenie świetnie potęgują uczucie przygnębienia.

Zabawa w dom nie zawsze kończy się na podwórku, niektóre dzieciaki przenoszą ją do domu. Wcielenie się w rolę rodziców z całą pewnością nie jest zabawą. Obciążanie swoich barków nadmiernymi obowiązkami zabiera im dzieciństwo i zbyt wcześnie popycha do świata dorosłych. Takie sytuacje zostawiają ślad w psychice na bardzo długo. Autorka uświadamia nam, że problemy młodzieży to nie tylko kłótnia z koleżanką bądź szlaban na komputer. Czasem jest to prawdziwe piekło i rodzinne dramaty, które mogą się dziać bardzo blisko nas, a nawet tego nie zauważamy.

Tekst: Monika Tatara

Komentarze
„Komunia”: Kiedy dzieci stają się dorosłymi [RECENZJA]
Oceń artykuł