Heidrik: Ważne jest to, żebyśmy robili rzeczy, których się boimy

ubrany w golf mężczyzna z poważną miną, czarno-białe

Już dzisiaj w Warszawie odbędzie się Unlisted Festival. Na najmniejszym festiwalu w stolicy wystąpi między innymi Heidrik, który znany jest jako muzyk oraz reżyser. Spotkaliśmy się z farerskim artystą, żeby porozmawiać o jego płycie Funeral, procesie twórczym i braku pewności siebie.

Jak wspominasz mieszkanie na Islandii?

Mieszkałem tam przez cztery lata podczas studiów na akademii sztuk pięknych. Teraz wróciłem na Wyspy Owcze, skąd pochodzę. Islandia bardzo przypomina mój dom, tyle że w trochę większej wersji. Życie też wygląda podobnie, jednak na Islandii najbardziej spodobali mi się ludzie, którzy w porównaniu z mieszkańcami Wysp Owczych, mają szersze horyzonty i są trochę bardziej zwariowani. To była największa różnica.

Jak przeżywasz proces twórczy?

Kiedy zaczynam tworzyć, wszystko wygląda jak jednak wielka przypominajka. Nie potrafię tego inaczej opisać. Spaceruję ulicą i nagle jakaś melodia przychodzi do mnie jak wspomnienie. Zapisuję ją na telefonie, potem wracam do domu i próbuję odtworzyć. Czasami już wiem, o czym będzie piosenka i siadam do pisania tekstu, ale bywa też tak, że muszę dłużej się nad tym zastanowić. Pisanie zajmuje mi najwięcej czasu, bo chcę, żeby każde słowo było odpowiednie.

Współpracę z jakim artystą pamiętasz najbardziej i dlaczego?

Najlepiej pamiętam współpracę z Sebastianem, z którym tworzyłem melodie, głównie ze względu na intensywność. Napisaliśmy cały album w 10 dni, więc tempo pracy było zdumiewające. Byłem zaskoczony, jaka chemia może pojawić się pomiędzy artystami. Poza tym dobrze wspominam jeszcze Gretę Svabo – napisaliśmy wspólny numer w ciągu jednego dnia i jestem z niego bardzo zadowolony.

Jaka jest różnica pomiędzy tworzeniem filmów a tworzeniem teledysków?

Głównie chodzi o proces. W teledyski angażuje się mnóstwo ludzi. Za to, podczas pisania muzyki możesz być zupełnie sam. Jednak myślę, że pod względem duchowym i emocjonalnym odbywa się tę samą podróż. Po prostu próbujesz coś wyrazić. Dlatego obie rzeczy stanowią dla mnie nierozerwalną jedność.

Czytaj również: Wiemy kto zagra na najmniejszym festiwalu muzycznym w stolicy

Jak udaje Ci się łączyć ze sobą bycie reżyserem i muzykiem?

Nie rozgraniczam tego. Jeśli chcesz cokolwiek wyrazić, robisz to za pomocą sztuki. I tyle. Nie ma znaczenia, czy zrobisz to, posługując się obrazem czy dźwiękiem. Tak jak już wspominałem, dla mnie to, to samo, bo kiedy tworzę film, bez przerwy słucham muzyki, żeby mogła mnie poprowadzić i poczuć emocje, na których mi zależy. Tak samo jest w trakcie nagrywania muzyki – wtedy myślę obrazami. Trudno mi to lepiej wytłumaczyć, ale dla mnie sztuka to jedność. Nie mogę zajmować się tylko dźwiękiem albo tylko obrazem.

Twoja piosenka Monster mówi głównie o braku pewności siebie. Masz czasem takie dni, że budzisz się i w siebie nie wierzysz?

Zawsze. Każdego dnia. Myślę, że uczucie zawodu albo tego, że nie zrobiłeś czegoś wystarczająco dobrze są ściśle związane z byciem artystą. Gdybyś pomyślał Och, jestem świetny, zaraz spocząłbyś na laurach. Sądzę, że profesjonalni artyści bardzo często mają w głowie myśl mogłem zrobić to lepiej.

Masz na to jakieś lekarstwo?

Po prostu próbuj dalej. Spróbuj zrobić to lepiej.

Wolisz intymność studia czy kontakt z publicznością podczas występów?

Dobre pytanie. Uwielbiam ten cały proces w studiu, tworzenie nowych rzeczy. Ale w trakcie koncertów również wychodzą różne i ciekawe spostrzeżenia. Kiedy trochę zmieniasz wykonanie nagle uświadamiasz sobie wow, mogę to nagrać w ten sposób. Potem przekładasz to na pracę w studiu. Jednak, gdybym miał wybrać, powiedziałbym, że wolę pracę w studiu. Chyba dlatego, że kocham tworzyć.

Co najbardziej lubisz w Warszawie?

Wydaje się, że miasto zaczyna przypominać stylem Berlin. Powstają nowe, modne knajpy i inne, ciekawe miejsca. Ludzie zaczynają ubierać się ze smakiem. Po prostu porównuję ten widok do tego, który zastałem, kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Warszawy. Pomyślałem wtedy: co tu się dzieje? Zmiany zachodzą bardzo szybko. Pojawiają się wspaniali artyści. Ciągle odbywają się jakieś wydarzenia. Wiem, że w polskim rządzie jest teraz małe zamieszanie, ale najpiękniejsze jest to, co dzieje się w kręgach młodych ludzi.

Jak czujesz się jako artysta na Unlisted Festival?

Oczywiście jestem podekscytowany. Nie mam pojęcia, czego się spodziewać. Nie mam żadnych oczekiwań, ale to chyba dobrze.

A czego my możemy spodziewać się po Tobie?

W zasadzie zagram moją płytę w surowej wersji – żadnej perkusji, tylko pianino i gitara. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Twoje życiowe motto?

Hmm, czy ja mam w ogóle mam motto? Bądź lepszy – tak myślę. Myślę, że bardzo ważne jest to, żebyśmy robili rzeczy, których się boimy; które sprawiają, że czujemy się niekomfortowo. Rozwijamy się dopiero wtedy, kiedy zmuszamy się do zmian. To poszerza nasze horyzonty. Boimy się tylu rzeczy jak choćby wyjścia do baru i rozmowy z nieznajomym. Bo zostaniemy odtrąceni albo ocenieni. A przecież nigdy się nie dowiemy, póki nie spróbujemy. Musimy próbować, bo życie płynie dalej. Może coś nas zaskoczy? Takie już jest życie. Róbmy to, czego się boimy.

Rozmawiali: Klarysa Marczak i Mateusz Sidorek

Komentarze
Heidrik: Ważne jest to, żebyśmy robili rzeczy, których się boimy
Oceń artykuł