Fotograf uwiecznia palące marihuanę zakonnice i inne niecodzienne historie

Zdjęcia dwóch zakonnic palących blanta

Mieszkający w San Francisco fotograf, Mark Mahaney ma prawdziwy dar do przekazywania historii. Utrwala palące trawę zakonnice i ich pełne marihuany lodówki oraz sławnego surfera, Johna Florence’a w stroju pszczelarza.

To właśnie detale prac Marka ujawniają prawdziwą esencję amerykańskiego życia. Fakt, że potrafił stworzyć niesamowite narracje za pomocą zdjęć w zaledwie kilka godzin, czyni jego dzieła jeszcze bardziej imponującymi.

Jednym z takich projektów była sesja wspomnianego już Johna Johna Florence’a, którą opublikowało GQ Style. W jego położonym na plaży domku powstała seria klimatycznych portretów oraz zdjęć oceanu i rzeczy, które surfer zabrał ze sobą na czas wyjazdu na wielki turniej. Czuję, że jestem dobry w tworzeniu czegoś z niczego, mówi Mark. W tym przypadku temat był bardzo dobry, ale miałem niewiele czasu na jego realizację. Natomiast magazyn miał spore oczekiwania.

Jedną z największych zalet Marka jest ekspresowe tempo, w jakim pracuje nad tworzeniem edytoriali, gdzie często ma się tylko kilka chwil na stworzenie wyjątkowych portretów. Oczekuje się od ciebie, że zawsze wyciągniesz jakiegoś królika z kapelusza, robiąc zniewalające wizualnie ujęcia czemuś, co na pierwszy rzut oka nie robi takiego wrażenia. A wszystko to w dużym pośpiechu, tłumaczy. Praca w Nowym Jorku, gdzie fotografował artystów w ich drogich apartamentach, sprawiała mu przyjemność, jednak cztery lata później, po przeprowadzce do San Francisco proces twórczy stał się bardziej przewidywalny. Przeprowadziłem się z rodziną i nagle znalazłem się w centrum branży. Otrzymywałem zlecenia na portrety, które musiałem wykonywać w bardzo szybkim tempie, będąc sztywno kontrolowanym przez PR. Mark natomiast chciał czegoś, co rozwinęłoby jego umiejętności i dało więcej czasu na uchwycenie szczegółów. Wtedy pojawiły się palące trawę zakonnice.

W momencie, kiedy Mark był już mocno sfrustrowany dotychczasową pracą, Racked zleciło mu sfotografowanie Sisters of the Valley, grupę bezwyznaniowych, samozwańczych zakonnic mieszkających w Merced, w Kalifornii. Barwny obraz sióstr palących trawę całymi dniami okazał wielką szansą na pokazanie przyszłym wydawcom tego, w czym Mark jest naprawdę dobry. Wyśmienite, utrzymane w rembrandtowskim stylu portrety zaciągających się religijnych kobiet oraz bujnych, zielonych krzaków także zostały udokumentowane w kilka godzin.

Paliły non stop! mówi Mark. Jedna z fotografii przedstawia palącą, osnutą dymem zakonnicę. Ważyła jakieś 40 kilogramów i paliła przez cały dzień. Nie miałem pojęcia, jakim cudem jeszcze stała na nogach. Razem z asystentem zjaraliśmy się samymi oparami. Zakonnice początkowo sceptycznie podchodziły do Marka i chciały być ukazane wyłącznie w niepełnym świetle, ale kiedy tylko oddał im próbki, były zachwycone. Całość jest częścią ich reklamowego chwytu, ale także oddania szacunku za to, co robią, dodając świętości zdrowotnym produktom, które produkują.

Sesja, nad którą Mark pracował z największą intensywnością i artystyczną wrażliwością bada powodzenie resocjalizującego programu w sławnym stanowym zakładzie karnym w San Quentin. Jedno z przedsiębiorstw wprowadziło system, dzięki któremu więźniowie mogli nauczyć się wielu umiejętności przydatnych w normalnym życiu, od kodowania po tworzenie biznesplanów, jednocześnie zmieniając więzienie stanowe w zakład przynoszący dochody. To fantastyczny ruch, który pomaga zmienić życie i sposób myślenia skazanych oraz umożliwić im powrót do funkcjonowania w społeczeństwie, mówi Mark.

Zobacz także: Jak wyglądają kulisy kręcenia filmów „niskobudżetowych”?

Obserwując więźniów, robił im zdjęcia w klasach, w trakcie odsiadywania wyroku oraz po wypuszczeniu na wolność. Jeden z byłych więźniów, któremu Mark robił właśnie zdjęcie, otrzymał telefon z informacją, że jego kuzyn został zastrzelony na ulicy przed swoim domem. Natychmiast zrozumiałem, jak trudno jest tym ludziom wyrwać się z tego błędnego koła. Ten gość słusznie trafił do więzienia, ale od tego czasu robił wszystko, żeby zmienić swoje życie. Jednak wciąż był w środowisku, które nie sprzyjało resocjalizacji.

W Stanach 60% więźniów, którzy wychodzą po odbyciu wyroku prędzej czy później wraca do zakładu. Jednak żaden z uczestników kursu w San Quentin nie miał dalszych konfliktów z prawem. Mark rozpoczął długotrwały projekt, w którym zamierza dokumentować życie byłych więźniów przez kolejne miesiące i lata. To jest bardzo ważny temat i czuję, że powinienem poświęcić mu znacznie więcej czasu, tłumaczy.

Tekst: Mateusz Sidorek

Komentarze
Fotograf uwiecznia palące marihuanę zakonnice i inne niecodzienne historie
Oceń artykuł