SYNY: Nie udajemy, że robimy hip-hop ze Stanów

Dwóch mężczyzn w czapkach w czarnym samochodzie

Pokręcone bity i niepokorny przekaz. Debiutancki album Orient duetu SYNY bezdyskusyjnie stał się najmocniejszym kopniakiem ostatnich miesięcy.

Robert Piernikowski i 1988 opowiadają o początkach, muzycznych inspiracjach oraz o podążaniu krętymi ścieżkami. Tłumaczą też, dlaczego choć nie starają się być retro, nowy hip-hop mało ich interesuje.

Świetny koncert, niesamowita atmosfera! Macie jakieś wskazówki dla początkujących raperów, jak się to robi?

1988: Nie mamy żadnych wskazówek.

Czysta magia?

Robert Piernikowski: To po prostu efekt doświadczenia.

Jak długo się znacie i co sprawiło, że akurat Wam udało się ze sobą dogadać?

1988: W zasadzie nie wiem…

RP: Poznaliśmy się na rolkach w Świnoujściu.

Od rolek do wspólnych koncertów droga jest długa. Jak to się stało, że macie to samo spojrzenie na muzykę?

1988: Pochodzimy z tego samego regionu. Duży wpływ mają na nas Szczecin, Świnoujście, generalnie dzikie zachodniopomorskie. Przyciąga nas muzyka, której słuchamy i którą robimy. To wszystko.

Czarno biale zdjecie dwoch mezczyzn

Kiedy pierwszy raz usłyszałem Orient, to od razu wiedziałem, że to polska muzyka. Myślicie, że takie dźwięki mogłyby powstać gdziekolwiek indziej?

1988: Moim zdaniem w tym, co robisz musisz brać pod uwagę to, skąd jesteś. Tak właśnie jest z nami.

RP: Jesteśmy na wskroś polscy, jesteśmy sztywnymi białasami.

1988: Nie będziemy udawać, że jesteśmy czarni i mamy w sobie ten sam luz. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy biali, i nie chodzi tu o podział rasowy. Urodziłeś się w Polsce, w zachodniopomorskim i taki jesteś. Oczywiście, hip-hop powstał w czarnych dzielnicach Nowego Jorku, ale to są korzenie, inspiracja. My robimy wszystko zgodnie z tym, co czujemy. I tego się trzymamy.

Wasza płyta wydaje się bardzo przemyślanym albumem. Długo powstawała?

1988: Około roku, ale za bardzo nad nią nie dumaliśmy.

RP: Trochę jednak się zastanawialiśmy. Tak naprawdę zajebiście długo się zbieraliśmy, żeby ją nagrać. Jakieś siedem miesięcy.

1988: Można powiedzieć, że nawet trzy lata.

RP: Długo rozkminialiśmy co i jak mamy zrobić, ale jak już zaczęliśmy, nagrywanie poszło na maksa szybko.

A od czego się zaczęło?

RP: Od potrzeby.

1988: Zaczęliśmy grać razem. Najpierw instrumentalnie cisnęliśmy w kanciapie, spotykaliśmy się, dużo rozmawialiśmy, wysyłaliśmy do siebie różne rzeczy. W pewnym momencie materiał się skrystalizował i powstało to, co jest teraz. Naturalny proces.

Myśleliście o tym w szerszym rynkowym kontekście?

RP: Nie, w ogóle nie traktowaliśmy tego, co robimy w kategoriach produktu. Nie mieliśmy wrażenia, że tworzymy coś, co adresujemy do kogoś konkretnego. Ta płyta jest naszą mocno prywatną rzeczą.

Eksperymentowaliście, czy dokładnie wiedzieliście, co chcecie zrobić?

1988: Jest taki wewnętrzny ciąg inspiracji, które nabywasz latami. To, na czym się wychowałeś, czego słuchałeś, mając 11, 12 czy 26 lat. Co przeżyłeś i czym zajmujesz się teraz. Dokładnie wiedzieliśmy, co chcieliśmy robić. Potem wydarzyły się rzeczy, które zmieniły nam kierunek. Po jednym koncercie w Betelu ktoś odpalił Sinead O’Connor – Nothing compares to you. To dziwne, ale namieszało nam to mocno w głowach, a dokładnie jedno ujęcie z teledysku. Obok Lee Perry’ego, Kinga Tubby’ego i np. Guru z Gangstarr, to ujęcie Sinead robi pewną robotę, jest orient synowski. To są ikony Orientu.

RP: Poza tym cały czas krążyliśmy wokół hip-hopu. Nie boimy się dobrych i złych wpływów. Takich rzeczy, które przez ciebie przelatują i zostawiają coś po sobie.

Zdjecie dwoch mezczyzn w czapkach z daszkiem jeden stoi przodem drugi tylem

Co musiałoby się stać, żebyście przestali robić muzykę? Czy to w ogóle możliwe?

RP: Nie, nawet jak przestaniemy słyszeć, to się nie zatrzymamy. Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, ale na pewno będziemy ciągnąć swoją linię.

1988: Pewnie będzie kręta.

Jest miejsce, w którym byście nigdy nie zagrali?

1988: Na otwarciu galerii handlowej.

RP: Chociaż właściwie…

1988: No w sumie (śmiech).

RP: Chodzi o to, że dobrze gra się dla ludzi, którzy przychodzą posłuchać właśnie ciebie. Bez sensu jest wychodzić na scenę dla kogoś, kto nie jest tym tak zainteresowany. Kilka razy w życiu zdarzyło nam się grać koncerty dla przypadkowej publiczności. Oczywiście jest to w jakiś sposób ciekawe, ale ostatecznie najbardziej zajebiście jest wtedy, gdy ludzie przychodzą z konkretnymi oczekiwaniami wobec ciebie, a ty wtedy zaskakujesz ich czymś innym (śmiech).

Gdzie gra się najlepiej?

1988: W mniejszych miejscowościach często spotyka się bardziej interesujących ludzi. Momentami są to postacie jak z kreskówki. Czuć, że muzyka robi tam większą robotę niż np. w Warszawie, gdzie wszyscy są osłuchani i ogólnie z nią obyci, w pewnym sensie roszczeniowi. Ale w naszym przypadku chyba nie ma to większego znaczenia. Do tej pory nie było słabego koncertu.

RP: Publika w małych miastach jest mniej wyrachowana. Ale jak wiadomo, wszystko ma swoje plusy i minusy.

Dostrzegacie zmiany w postrzeganiu hip-hopu i raperów? Kiedyś ich głos kojarzono z grupami, które miały ograniczoną możliwość przebicia się do tzw. głównego nurtu.

1988: Kiedyś był to głos subkultury, a teraz tej subkultury w zasadzie nie ma. Wszystko się rozmyło, jest większy eklektyzm. Powstaje bardzo dużo rzeczy, które korzystają z rapu. Rap jest formą wyrazu, która przenika różne struktury. Z jednej strony to dobre, z drugiej wydaje mi się, że brakuje w nim tzw. ducha, ale Syny cisną po swojemu nie oglądając się na boki. Mamy swoją filozofię orientu, swoje duchy.

Kilka lat temu powiedziałbym, że rap jest głosem osiedli. Jaki teraz jest status zespołu hiphopowego?

RP: To już się skończyło. My mamy np. swoje osiedle, ale nie takie istniejące fizycznie, tylko bardziej mentalne, wyimaginowane. Mamy po prostu swój klimat. Tylko że jesteśmy daleko od społecznego kontekstu muzyki. Wiadomo, że nie można tworzyć w całkowitym oderwaniu od tego, co dzieje się wokół, ale głębsze badanie tematu zostawiamy socjologom. My jaramy się muzyką. Nie rozkminiamy tego na poziomie subkultury.

1988: Mamy swoją osobistą jazdę, Robert w tekstach, a ja w muzyce.

RP: Ktoś, kto przesłucha Orient, powinien zauważyć, że moje poglądy są klarowne. Nie trzeba ich wykładać dosłownie. W tekstach zawiera się wszystko, cały mój sposób patrzenia na świat. Nie muszę oddzielnie tłumaczyć, za czym jestem, a na co się nie zgadzam.

Powiedzielibyście, że klimat płyty jest trochę mroczny?

1988: Nie nazwałbym tego mrokiem i w ogóle nie lubię tego słowa. Wydaje mi się, że nie jest mroczna, ale nie jest też wesoła. To jest taki klimat pomiędzy. Orient to słowo-klucz. Myślisz, że coś cię bawi, śmiejesz się, a po chwili tracisz zęby.

RP: Wiesz, to wychodzi samo. Nikogo nie straszymy końcem świata, tyko pojawia się splot kilku rzeczy – niepokojów, zajebistych zajawek itd. Trudno to opisać, bo my nie postrzegamy muzyki w takim kontekście. Nie planujemy tego.

1988: Dziwne to jest, nie?

RP: Przejebane.

W jakim stanie najlepiej pisze się taką muzykę?

RP: Trzeba się nawciągać dużo tabaki.

1988: (śmiech)

RP: Dobrze robi taka delira tabakowa. Masz wtedy mieszkankę podjarki z niepokojącym drganiem. Respekt dla Kaszub.

Dużo się o tej płycie pisze, jako o hołdzie dla starego hip-hopu, że ma brzmienie retro. Taki był plan?

1988: Nie. Ja wiem, że to czuć, ale to nie było naszym celem.

RP: Po prostu wychowaliśmy się na starym hip hopie.

1988: Ja cały czas słucham tego starego hip-hopu. Rzecz jasna poza nim sięgam też po różne nowe rzeczy. Choć w zasadzie nie ciągnie mnie akurat do nowego polskiego hip-hopu, bo stał się strasznie frajerski, bez klimatu i zajawki. Nie ma wariatów, osobowości tylko jakieś chłopaczki, może poza kilkoma wyjątkami. Natomiast wracając do pytania – efekt jest naturalny, mam w głowie pewne brzmienie, ono się klaruje konsekwentnie przez lata. 88 to trochę stara szkoła zmiksowana w jakimś dziwnym kolażu.

Przekłada się to na konkretne techniki czy efekty?

1988: Bardzo mocno weszliśmy w dub. Konsekwentnie to ciśniemy. Oczywiście robimy wszystko po swojemu, nie kopiujemy brzmienia z Jamajki jeden do jednego, tak jak i nie robimy tego z hip-hopem. Muzyka powstaje w klasyczny sposób, na samplerze z wykorzystaniem syntezatorów. Całość jest miksowana przez konsolę z wykorzystaniem różnych technik, motywy są dubowane itp. – sprężyna, delaye. Technika jest istotna, ale nie pałujemy się tym jakoś szczególnie.

Cofnijcie się do czasów, gdy zaczynaliście słuchać muzyki. Wyobraźcie sobie, że natykacie się wtedy na kawałki, które robicie teraz. Co byście sobie pomyśleli słuchając ich?

1988: O, kurwa, zajebiste.

RP: Ale zjebane.

Kim będzie osoba, która wychowa się na Waszej muzyce?

(cisza)

RP: Chuj wie. Serio, to pytanie musi pozostać bez odpowiedzi (śmiech).

Rozmawiał: Teodor Klincewicz

Komentarze
SYNY: Nie udajemy, że robimy hip-hop ze Stanów
Oceń artykuł