“Subtelność” – recenzja

Sala rozpraw pełna ludzi

“Subtelność” Christiana Vincenta to film, którego tytuł idealnie zapowiada to, co potem widzimy na ekranie. 60-letni reżyser stworzył wzruszający obraz, który w zbilansowanych proporcjach dawkuje widzowi porcję dramatu i komedii. 

On jest sędzią bardzo oddanym swojej pracy. Drobiazgowo rozpatruje każdy przypadek i nie daje się zwieść na pozór oczywistym przesłankom. Poznajemy go, gdy prowadzi sprawę młodego mężczyzny oskarżonego o zabicie swojej kilkumiesięcznej córki. Michel, mimo grypy, skrupulatnie słucha zeznań świadków i próbuje dociec, dlaczego wcześniej przyznający się do winy oskarżony w trakcie procesu uparcie zaprzecza, że skopał na śmierć dziecko. Ona jest jedną z ławniczek. Na co dzień pracuje jako lekarka. Jak szybko się okazuje, nie na sali rozpraw spotykają sie po raz pierwszy. Ditte opiekowała się Michelem w szpitalu, gdy ten miał  problemy ze zdrowiem. I już wtedy nie byli sobie obojętni.

Kobieta w jasnej bluzce patrzy na mężczyzne w stroju sędziego

Film zapowiada się jak typowy dramat sądowy: mamy trudną i tragiczną sprawę, detalicznie sportretowane kulisy pracy prawników, a większość scen odbywa się na sali rozpraw. Równoległe toczy się jednak historia, której finał śledzi się z nie mniejszym zapałem jak czeka na odpowiedź na pytanie o sprawcę morderstwa. Swoisty reunion pary głównych bohaterów prowadzony jest z dużym wyczuciem. Wokół niego reżyser próbuje przemycić społeczny obraz Francji, stąd np. różnorodni etnicznie pozostali bohaterowie filmu, pozostający jednak konsekwentnie wyłącznie tłem.

Siłą filmu są przede wszystkim dialogi i znakomite aktorstwo, czego potwierdzeniem są nagrody, jakie otrzymali Fabrice Luchini oraz Sidse Babett Knudsen za swoje role. Oszczędni w środkach i sprawnie operujący niuansami stają się nam bliscy od pierwszych minut. Ironiczne, inteligentne wymiany zdań sprawiają, że “Subtelność” łatwo określić mianem kameralnego, błyskotliwego kina. Nie jest to produkcja cukierkowa, ale jednak wzrusza. Daleko jej też do tkliwego romansidła. Dość powiedzieć, że happy end nie jawi się jako oczywisty.

 Tekst: Paulina Kaczmarczyk

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera