#1 Oblaty


Na początku warto oswoić się z podobnymi nazwami – jak regionalnie, to regionalnie! Oblaty to coś, co reszta kraju nazywa opłatkami, a dzieci w wieku mocno szkolnym andrutami. Okrągłe wafle w różnych wersjach smakowych, kiedyś wyłącznie waniliowe i słodkie.
#2 Szpazje


Pozostajemy w tematyce okołodeserowej i trafiamy na tradycyjne danie, mające wywindować poziom cukru na wysokość Mount Everestu. Szpajza reklamuje się jako „śląski maszkiet” i czymkolwiek by nie był maszkiet, to ten deser jest po prostu masą z jajek kurzych z dodatkiem żelatyny. Dla koneserów również wersja czekoladowa.
#3 Moczka


Ustalmy, że dawni Ślązacy nie mieli talentu do wymyślania zachęcjących nazw potraw, ale moczka jest naprawdę smaczna. Głównymi składnikami specjału są piernik i bakalie. To deser, który nie może Was ominąć na południu. polecamy z czystym sumieniem.
#4 Kopa śląska


Kulturalne pytanie panów z Ząbkowskiej, czy nie potrzebujemy kopa właśnie zyskało nowy, zaskakujący wymiar. Fleksja się wprawdzie nie zgadza, ale po co komu gramatyka, kiedy ma deser z – uwaga – bitą śmietaną, plackami kokosowymi, brzoskwiniami i spirytusem. No chyba raj.
#5 Kołoczki


To po prostu drożdżówki z serem zawinięte na kształt gwiazdeczek i posypane cukrem pudrem. Dorośli mieszkańcy Śląska z rozrzewnieniem wspominają ciepłe bułeczki kupowane po drodze do szkoły (wzruszenie). My zadziwiamy się, przypominamy i chyba podrażnilibyśmy ściany żołądka pachnącymi cynamonem kołoczkami.