Poczet pisarzy różnych: Herbert George Wells

Herbert George Wells siedzący na fotelu

Wszyscy znają „Wehikuł czasu” i „Wojnę światów”, niewiele więc pożytku przyjdzie ze wspominania ich po raz kolejny. Pomińmy powieści Wellsa, aby zająć się najciekawszymi z jego krótkich form.

Prezentujemy teksty wydrukowane lata temu, ale zaskakująco świeże.

Herbert George Wells – W otchłani

W 1985 roku gdańskie Wydawnictwo Morskie wypuściło malutką książeczkę z dwiema wczesnymi narracjami Wellsa. „W otchłani” wydano prawdopodobnie na fali popularności pierwszego polskiego tłumaczenia „Zwu Ctulthu” (1983). Zawadiacki poszukiwacz przygód opuszczający się na dno oceanu w dzwonie do nurkowania nie przypomina jednak paranoików Lovecrafta – zdradza raczej powinowactwo Wellsa z Juliuszem Verne’em, któremu obaj zaprzeczali. Na tym etapie swojej twórczości zgłębianie tajemnic świata oddaje Wells jeszcze nie naukowcom, a twardym mężczyznom o junackiej wyobraźni. Bez śladu strachu, dopalając swobodnie papierosa, światowiec-macho opuszcza się w brzuchu stalowej kuli w sam środek okultystycznego obrzędu prowadzonego przez mieszkańców dna – zaginioną rasę, dla której reflektor batyskafu jest odpowiednikiem świętego blasku z naszych, ludzkich, renesansowych ikon.

Herbert George Wells – Nowy Akcelerator

Pochwała technologii objawia się ciekawie także w „Nowym akceleratorze”. Paradoksalnie, opowiadanie degradujące technikę do roli zabawki obłąkanego naukowca uzasadnia pozycję Wellsa jako jednego z ojców steam punka. Akcelerator to wynalazek o wiktoriańskiej aurze znanej z „Frankensteina” Mary Shelley, ale jednocześnie pomost do buchalteryjnej skrupulatności Verne’a. Parametry osiągane przez organizm używający wynalazku są pilnie odnotowywane. Ciekawym dodatkiem jest jednak komediowa aura: bohaterowie, poruszając się tak szybko, że pozostają niewidzialni dla ludzkiego oka, płatają przechodniom figle, powstrzymani dopiero przez prawa fizyki: karkołomna szybkość rozgrzewa ciało jak przekraczanie atmosfer i grozi zatleniem się ubrań.

Herbert George Wells – Gwiazda

Poza tym, że położył fundamenty pod wyobraźnię steam punka, Wells bywa uznawany także za ojca postapokalipsy. Wystarczy wspomnieć „Wehikuł czasu” – powieść, której obszerne fragmenty toczą się tysiące lat po zagładzie cywilizacji przełomu XIX i XX wieku. Pośród krótkich form szczególnie godna uwagi jest „Gwiazda” – nowelka, której bohaterem jest sama Ziemia, pustoszona przez zbliżające się tytułowe ciało niebieskie i uratowana w ostatniej chwili, obiektywnym cudem. Można by posądzać Wellsa o zrezygnowany pesymizm rodem z „Ostatniego brzegu” Nevila Shute’a, jest jednak trochę inaczej: wizyjność Brytyjczy-ka bliższa jest marzeniu o pełnym godności chaosie rodem z Titanika. Owszem, ludzkość gra w „Gwieździe” rolę rozsypanego mrowiska, które prędzej czy później ulegnie astronomicznej zagładzie. Owszem, anihilacji Gai nie odroczy cud rodem z „Wojny światów”. Ale orkiestra będzie zachwycać grą do końca.

Herbert George Wells – Gracz w krokieta

Duże wrażenie robi także „Gracz w krokieta”, wyraźnie inspirowany wyobraźnią Lovecrafta. Cainsmarch, złowieszcza mieścinka, w której rozgrywa się akcja, to wariacja na temat mrocznego Providence. Grzejąc się w słońcu nadmorskiego kurortu, bohater wysłuchuje poruszającej historii obłędu, jaki dotknął mieszkańców osady. Człowiek, któremu udało się uciec, roztacza przed nim rozstrojoną opowieść o pierwotnym złu, które ustawicznie podjudza nerwy tubylców przemożnym strachem. Mnożą się zabójstwa, przypadki bezsensownych tortur i katatonicznej apatii. Błotniste wrzosowiska ukrywają pod warstwami torfu szkielety neolitycznych łowców, których fluidy wciąż promieniują na żywych, lekceważąc barierę czasu. Czaszka jednego z prymitywów rozrasta się w wizjach chorego do groteskowo roześmianego zamczyska… Psychiatra zajmujący się przypadkiem ofiary Cainsmarch wydaje się równie obłąkany.

Mimo wszystko jednak złowrogiej historii wysłuchujemy wraz z bohaterem na tarasie letniska, przy fontannie, z iskrzącym się morzem w zasięgu wzroku. Wells jest chyba jedynym pisarzem science-fiction proponującym czytelnikowi przyjęcie perspektywy zblazowanego turysty. Filisterskie lekceważenie tytułowej postaci okazuje się pociągającą postawą życiową: Spojrzałem mu w twarz stanowczo, lecz grzecznie i powiedziałem: „Nic mnie to nie obchodzi. Możliwe, że świat się rozpada. Możliwe, że wracamy do epoki kamiennej i że cywilizacja, jak pan mówi, dobiega swego kresu. Przykro mi, ale dziś nie mogę nic na to poradzić. Jestem już zajęty gdzie indziej. Mimo wszystko, zgodnie z żelaznym prawem, będę grał dzisiaj z ciotką w krokieta o wpół do pierwszej”.

Herbert George Wells – wizja świata

Wyłania się z tego przeglądu opowiadań dość dziwna sugestia – Wells wcale nie fascynował się technologią i sekretami wszechświata, tak naprawdę był nimi zniechęcony. To jednak tylko pozory, ten najlepiej rozumie, kto szydzi i wątpi. Pod maską sceptycyzmu i katastroficznych wizji ukrywa się pasjonat wąskiej, lecz stale rozżarzonej linii pomiędzy mistyką a nauką. Nic dziwnego, że zainspirował kilka podgatunków fantastyki – to właśnie na pograniczach należy szukać pionierów. W wizji Wellsa XIX-wieczna Ziemia jest planetą, pomimo dynamicznego rozwoju nauk przyrodniczych, wciąż pełną dziwów. Większość lokacji można odnaleźć na mapie, ale nie wydają się znajome. W zaułkach miejskich molochów ukrywają się cudowne sklepiki przywołujące atmosferę „Fletu z mandragory” Łysiaka lub opowiadań Brunona Shulza. Morza wciąż zaskakują nawigatorów dziewiczymi wyspami z czasów Guliwera, a z laboratoriów nawiedzonych naukowców można by utworzyć osobne szalone miasteczko, przewyższające urodą Nowe Crobuzon, stolicę wykreowanego przez Chinę Mieville’a steampunkowego świata Bas-Lag.

Sięgnij też po… „Robur Zdobywca” Juliusza Verne’a lub „Doktor Jekyll i Pan Hyde” Roberta L. Stevensona

tekst | Filip Szałasek

Zobacz też: Poczet pisarzy różnych: Margaret Antwood

Poczet pisarzy różnych: Margaret Antwood

Komentarze
Rate this post