Nowy album Miley Cyrus zainspirowany tragiczną śmiercią jej psa

Wciąż nie ochłonęliśmy po gali VMA. Tego pamiętnego wieczoru Miley Cyrus wrzuciła do internetu najnowszy album zatytułowany “Miley Cyrus & The Dead Petz”. Zastanawiacie się skąd pomysł na jego nazwę? Impulsem do stworzenia płyty była tragiczna śmierć ukochanego psa piosenkarki.

Zaledwie rok temu w kwietniu jej młodziutki piesek, wabiący się Floyd, został zaatakowany przez kojoty, w wyniku czego zmarł. Miley była w tym czasie na trwającej blisko osiem miesięcy trasie koncertowej promującej album “Bangerz”. Wokalistka po otrzymaniu przykrej wiadomości załamała się. Dochodziło później do takich sytuacji, że dziewczyna wybuchała na scenie płaczem. Podczas występów wykonywała również piosenki spoza swojego repertuaru, a cover utworu “Landslide” zespołu Fleetwood Mac specjalnie dedykowała zmarłemu husky. Stan Miley był bliski krytycznemu. W pewnym momencie musiano ją nawet hospitalizować, ponieważ zareagowała alergicznie na przyjmowane przez siebie leki. Wtedy w szpitalu odwiedził ją Wayne Coyne, frontman The Flaming Lips, z którym mocno się zaprzyjaźniła.

Miley-Cyrus-Floyd-Twitter-5-16-14

10956817_1081597241867094_259218273_n

Po powrocie do domu, Miley poszła w nieco psychodeliczne klimaty. Pewien chiński uzdrowiciel wywołał u wokalistki wizję, w której dziewczyna zobaczyła ducha Floyda. Trzymała psa na rękach i jak sama powiedziała, pieściła go tak przez ponad trzy godziny. W tamtej chwili piosenkarka poczuła, że energia z jej zmarłego pupila przeszła na Wayne’a. Od tego czasu Cyrus jeszcze bardziej zżyła się z Coynem, który następnie stał się jej mentorem. Muzyk zaproponował, by Miley nagrała z The Flaming Lips oraz Mobym cover “Lucy in the Sky with diamonds” Beatlesów. Frontman miał też ogromny udział przy tworzeniu najnowszego albumu dwudziestodwulatki.

10727765_634936643293011_1582959603_n

“Miley Cyrus & The Dead Peatz” możecie teraz przesłuchać za darmo na Soundcloudzie. Hannah Montany już nie ma. Jest za to nowej jakości psychodelia. Niemniej jednak cieszymy się, że Miley doszła po wszystkim do siebie.

tekst | Zuzanna Tomaszewicz

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera