Misia FF: Między prozą, a poezją

Z Misią FF, głosem i motylim basem tres.b rozmawiamy o odsłanianiu się w kartonach, aranżacyjnych szaleństwach i nieobrażaniu się na muzyczny rynek – wszystko o z okazji solowego debiutu panny Furtak – EPki Mózg.

Długo przygotowywałaś się do solowego debiutu?

Tak naprawdę to w ogóle się nie przygotowywałam. Żadna z piosenek nie została napisana z myślą o tej płycie, wszystkie powstawały sobie mimochodem. Na przykład “Lust for Life” nagrałam w Abbey Road, bo nadarzyła się taka okazja. A teraz po prostu korzystając z pretekstu, jakim jest przerwa w aktywności z Tres B, złożyłam te wszystkie piosenki w jedną całość.

No właśnie, wspominasz Tres B, chyba pierwszym, który odważył się pokazać swoje własne piosenki był Olivier Heim, to jego działanie dodało ci odwagi?

Tak. W ogóle to ciekawa sytuacja, wiele osób pytało mnie, czy Tres B zamroziło działalność przeze mnie i moją solówkę, ale przecież jeszcze w czasie, gdy razem występowaliśmy Oliver wydał dwa mini albumy i pracuje nad kolejną płytą. Ja raczej mogłam zająć się swoim projektem właśnie dlatego, że zamroziliśmy działalność, głównie ta przerwa mnie zmotywowała.

Czy piosenki na Mózgu są jeszcze bardziej osobiste, niż utwory z ostatniej płyty Tres B?

Na pewno są inne. Zwłaszcza te, które śpiewam po polsku. Pisząc po angielsku tworzę małe opowiadania, teksty przyczynowo – skutkowe, gdy przechodzę na język polski zaczynam bawić się słowem, rytmem, powstają rzeczy bliższe wierszom, zupełnie inaczej też śpiewa się takie rzeczy. Jeśli zaś chodzi o odsłanianie siebie, to “Kartonem” jest takim krokiem w stronę opowiadania osobistych historii. Cała ta solowa płyta jest takim sposobem na to, by pokazać mnie w kontekście innych ludzi. Prywatnie cała płyta jest ważna, bo to taka mapa przecięć, momentów, spotkań, relacji. To, że na krążek trafiło “Kartonem”, czy “Mózg”  pozwoliło mi też wyznaczyć nowy kierunek muzycznie.

O właśnie! Wiele już opowiadałaś o swoich licznych muzycznych fascynacjach, na “Mózgu” usłyszeć można różne aranżacyjne szaleństwa. Czy teraz zamierzasz częściej odnosić się do skrajnych światów, czy to elektroniki, czy brudnego garażowego grania?

Faktycznie, na tym albumie nieco zaszalałam z aranżami. Pojawiają się brzmienia keybordu, elektroniczna perkusja, są nagrania terenowe takie jak odgłos zraszacza. To mi się strasznie podoba. W przyszłości chciałabym bardziej poszaleć, póki co nie wiem , czy w przyszłym roku nadal będę tak chciała.

Doświadczenia związane z wydawaniem “40 Winks of Courage” całe to wsparcie ze strony słuchaczy i sponsorów – dało ci do myślenia odnośnie tego jak chcesz wydawać własną solówkę?

Jasne. W ogóle mam takie poczucie, że musi się wykształcić zupełnie nowy sposób myślenia o rynku muzycznym, nie ma co palić mostów między tym, co stare, a tym, co nowe. To, że David Byrne, czy Thom Yorke wycofają swoje utwory ze Spotify jest z jednej strony dobre, bo wywołuje dyskusję, ale to nie znaczy, że Spotify jest zły,  tylko, że mechanizmy należy dopracować. Ja zamierzam udostępniać swoje utwory na portalach streamingowych. Przy wydaniu epki pomógł Hortex, który wsparł nas także finansowo przy okazji wydania albumu Tres B. Solowy debiut nie ukazałby się też bez pomocy województwa lubuskiego. Wspieramy się z resztą od dawna, ja zawsze ciepło o nich mówię, bo przedstawiciele władz regionalnych to ludzie, którzy chętnie pomagają artystom ze swojej okolicy.

Skoro już o tym wspominasz. Łemkowie nie upominają się  o Ciebie?

Oni nie, natomiast ja cały czas o tym myślę. Moje korzenie, historia rodziny i związek z łemkowszczyzną są dla mnie ważne. Mam też poczucie, że ilekroć głośno o tym mówię, to coś się wydarza.  Przychodzą różni ludzie opowiadają najrozmaitsze historie związane ze swoim pochodzeniem, ktoś mówi do mnie po łemkowsku, ktoś inny po ukraińsku- to zawsze daje mi do myślenia. Okazuje się, że to jest temat ważny dla wielu, ale mało kto wie, jak to dobrze ugryźć. Pamiętam jak  lubuskie radio zrobiło o mnie reportaż, który potem nawet wyemitowano w Programie Pierwszym Polskiego radia, odzew był ogromny. Biskupi z Ukrainy dzwonili do mojej babci z Ukrainy z gratulacjami. Dla  mnie to jakiś odlot, wreszcie to moja prywatna sytuacja. Jeśli coś o tym mówię, to przede wszystkim robię to z szacunku dla moich bliskich, dla rodziców i dziadków i całej historii, która się tu rozegrała. Teraz jestem w trakcie odnajdywania właściwego muzycznego kontekstu, chciałabym się spotkać z ludowymi twórcami. Póki co jednak trudno mi zbyt wiele mówić, wszystko jest w fazie bardzo wstępnych planów. Wracając więc do pytania – nie, Łemkowie się nie upominają, to łemkowszczyzna we mnie się upomina.

Tekst: Dominika Węcławek

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera