Dlaczego Warszawa i Kraków nie mogą się dogadać?

Oświetlone budynki i ulica pełna przechodniów nocą

Jedni rezydują na dworze, drudzy wychodzą na pole. Gdy pierwsi szaleją za sparingami drużyn z Łazienkowskiej i Konwiktorskiej, ci z południa zdzierają gardła na meczach Wisły i Cracovii. Paradowanie w szaliku legionisty na Błoniach to jak dobrowolne wchodzenie na ring. Zaś wytykanie warszawiakom, że ich najbardziej reprezentacyjna ulica to (nomen omen) Krakowskie Przedmieście grozi bliskim spotkaniem z betonem.

– Kto mnie wywiózł na to pole? – zapytał mnie kiedyś kolega podczas naszej zimowej eskapady do historycznej stolicy Polski. Warszawsko-krakowska antypatia jest wdzięcznym tematem do żartów i urosła do rangi pewnego symbolu nadwiślańskiej mentalności. Występuje głównie w formie słownych przepychanek i w „pociskach” wymyślanych na poczekaniu przy piwie.

Warszawiacy oddychają z ulgą, że kocioł transportowy związany ze Światowymi Dniami Młodzieży spadł na Kraków. Krakusi nie kryli satysfakcji, kiedy szczyt NATO sparaliżował stolicę, tak że nawet metro nam nie pomogło. Kiedy pytam się zatwardziałych warszawiaków o co chodzi z tą całą „wojną miast” odpowiadają lakonicznie: kiepski futbol, wychodzą na pole i mają kompleks Warszawy, a przez te wszystkie zabytki udają, że są od nas lepsi.

Z zaciekawieniem słucham zwłaszcza ostatniego zdania. Akurat tak się przyjęło, że zgrywanie lepszego i „gwiazdorzenie” to w świadomości wielu ludzi nieodłączny atrybut mieszkańców stolicy. I to nie tylko w Krakowie.

Widok na ulicę w mieście, chodzą przechodnie

Warszawiacy mają ciężkie życie. Poza stolicą nikt specjalnie za nimi nie przepada. Mają opinię buców, tanich lanserów i zadufanych w sobie buraków. A to tylko kilka z całej palety epitetów, jakich się używa wobec mieszkańców centralnej Polski. Kiedyś usłyszałam, że jak na laskę z Warszawy jestem całkiem w porządku. O dziwo twórca tego osobliwego komentarza był przekonany, że właśnie powiedział mi niebywały komplement. Innym razem taksówkarz spod Katowic był święcie przekonany, że mój dowód z wpisaną Warszawą w miejscu urodzenia to paszport Polsatu albo książeczka czekowa. Faktycznie, niektórzy uważają, że w stolicy szczerej postawy nie uświadczysz. Raczej wyścig szczurów, zadzieranie nosa i udawanie światowców. Trochę w imię przekonania: „My wszystko wiemy, wszystko znamy, a reszta to coś gorszego”. To musi rodzić niechęć.

Podobno typową „warszawkę” poznaje się od razu: po stylu bycia, charakterystycznym „kozaczeniu” i wrzucaniu do konwersacji korpo nowomowy na przemian z cyferkami z wyciągu swojego kota bankowego. Warszawka w Płocku będzie narzekać, że nie ma metra, a w Lublinie dziwić się, że lane piwo można kupić za mniej niż 10 złotych. A w Krakowie? Martę z Nowej Huty śmieszy moje pytanie, ale próbuje dostosować się do naszej rozmowy prowadzonej pół żartem, pół serio i zaczyna co nieco tłumaczyć:

– W Krakowie „warszawka” będzie łasić się na barowe zniżki i leżeć nabzdryngolona w fontannie obok pijanych, chrapiących Angoli. Na obwarzanka powie precel, a na krakowski rynek starówka. Można być pewnym, że to właśnie przyjezdni będą okupować Carrefour w Sukiennicach, którego lokalsi wprost nie znoszą. Niektórzy zachowują się jak w składzie porcelany: ignorują krakowskie obyczaje i historię, cierpią na warszawocentryzm i to nawet jeżeli mieszkają tam od roku – skwapliwie wyjaśnia.

https://www.youtube.com/watch?v=TZgBIbqtDnQ

Niektórzy antypatii dopatrują się w historycznych potyczkach. Symbolem Krakowa jest monumentalny Wawel, zaś Warszawy – klimatyczny, ale jednak stalinowski prezent, Pałac Kultury. A jednak to drugie miasto jest stolicą Polski. Mieszkańcy Małopolski twierdzą, że niesłusznie. Wszak to Kraków, mniej zniszczony, z zachowanym zabytkowym budownictwem, jest bardziej reprezentatywny.

Warszawiacy czują się niesprawiedliwie oceniani, a Krakowiacy mają poczucie pewnej dziejowej niesprawiedliwości. Kraków jest ładniejszy, ale to Warszawa spija całą śmietankę związaną prestiżem, jaki należy się stolicy. Zamiast jednak pielęgnować obustronną niechęć i udowadniać sobie, kto jest lepszy można wspólnie zaaranżować wieczorki tematyczne „beki z Warszawki” czy „beki z Krakusów”. Tematów do żartów nie brakuje. Sama podczas pisania tego artykułu natrafiłam na kilka całkiem zabawnych, które potraktowane  z przymrużeniem oka na pewno wywołają uśmiech. Jak powiedział mi jeden rodowity Krakus, rozmowa o rywalizacji obu miast jest nie na miejscu, bo dla Krakowa przedmieście to już wiocha, a dla Warszawy Krakowskie Przedmieście to centrum miasta.

Tekst: Kasia Mierzejewska

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera