Czy feminizm to wyłącznie kobiecy sztandar?

wild feminist

Czy rozmowa o feminizmie ma sens gdy do stołu zapraszamy mężczyzn? Dosyć mamy już przecież debatowania o istocie kobiecości, naszych problemach, powinnościach i perspektywie wypływających z męskich ust. My kobiety, wkurzamy się, kiedy dyskusja o aborcji toczy się wyłącznie między garniturami na szklanym ekranie. Słyszymy o tym jakie jesteśmy, emocjonalne, niezrównoważone a decydowanie o własnym ciele i wyborach to dla nas zbyt duże wyzwanie, dlatego należy ograniczyć nam tę decyzyjność. Ale czy feminizm opowiada wyłącznie o kobietach? Bynajmniej.

Zaprosiłam do dyskusyjnego stołu faceta – muzyka, językowca, ex-ekoaktywistę i feministę w jednym. Heteroseksualnego, wysokiego, białego, 36-letniego będącego umownie przedstawicielem najbardziej uprzywilejowanej grupy społecznej. Mój rozmówca (chciał pozostać anonimowy) opowiedział mi o roli i funkcji feminizmu w jego życiu, o tym czy na feminizmie można zyskać w oczach kobiet, ale też o tym jak bardzo uwypukla się w jego oczach postawa nie feministyczna, i co sądzi o wprowadzeniu feminatywów do języka.

Ale zanim męska perspektywa to zacznijmy od początku. Feminizm mimo, że kojarzony i słusznie, ze słowem femina – kobieta, nie oznacza, że walka toczy się wyłącznie o kobiety. Początki feminizmu sięgają połowy XVIII wieku i od tamtej pory ta chmura pojęciowa znacząco się rozrosła. Stąd próba definicji tego pojęcia wiąże się z ryzykiem niecelowego wykluczenia, uproszczenia czy pominięcia. Z pełnym przekonaniem możemy powiedzieć natomiast, że feminizm jest o równości, bez względu na skalę odrębności. O czym feminizm nie jest? Feminizm nie dąży matriarchatu czyli do objęcia przez kobiety bezwzględnej władzy nad mężczyznami i daleki jest też od praktykowania wobec nich nienawiści.


Równość tak, feminizm nie – dlaczego?

Skoro to takie proste to skąd grupa zarówno kobiet jak i mężczyzn, która deklaratywnie jest za równością płci, tym samym stroni od określania się feministą czy feministką? Spojlerując odpowiedź mojego rozmówcy – z niewiedzy. No właśnie, świadomość znaczenia tego pojęcia – poza środowiskami zaangażowanymi – nie zaktualizowała się bodaj od drugiej fali feminizmu. Przypomnę, że pierwsza fala to sufrażystki walczące przede wszystkim o jakąkolwiek kobiecą autonomię i uniezależnienie się od męskich opiekunów. Walka toczyła się też o prawo wyborcze i dostęp do edukacji.

Druga fala feminizmu dotyczyła równouprawnienia na rynku pracy, kobiecej seksualności i prawa do aborcji – czyli de facto kwestii, które żywo obecne są we współczesnej debacie. Co poszło nie tak, że zatrzymaliśmy się w czasie? Pojęcie feminizmu w powszechnej świadomości wciąż stereotypowo kojarzy się z wściekłymi po latach nierównej walki o prawa sufrażystkami, zbywanymi, ignorowanymi i sprowadzanymi do parteru przez dziesięciolecia – o tym jest trzecia i czwarta fala feminizmu.

femine
Nurty feministyczne – dlaczego feministki nie grają do jednej bramki?

Z jednej strony rzeczywiście męskim udziałem było ukrócenie kolejnych postulatów, które przybrało nawet formę – osiągnęliśmy wszystko, dalej feminizm może nam już tylko zaszkodzić. Z drugiej – spory o to, jak mają wyglądać kwestie po reformach i jaki kształt ma przybrać realizacja tych postulatów, doprowadziło do wyodrębnienia się nurtów. Debata rozszerzyła się o kwestię konstruktu płci, nierówności, aspekty rasowe i etniczne. Także na to, gdzie przebiega granica między kobiecością a męskością, kto i jak ją definiuje. Sam postulat dotyczący kobiecej seksualności drugiej fali zawierał w sobie nie tylko zgodę na akt seksualny, ale też władzę w tym akcie. Co więcej, wspomniany postulat obejmował również nieheteronormatywność – skoro płeć może być konstruktem kulturowym -, homoseksualność, wpływ i rolę pornografii oraz szereg innych kwestii, spoza jednoznacznie kobiecego obszaru. 

Obserwując współczesną narrację toczącą się wśród feministycznych liderek, można wpaść w pułapkę bycia niewystarczająco dobrą feministką lub stanąć kompletnie zdezorientowanym co to właściwie znaczy być dobrą feministką. Osoby, z których poglądami się zgadzamy, nagle rozpoczynają spór między sobą i tracimy orientację, kto właściwie ma rację, popadając tym samym w mimowolną radykalizację własnych poglądów, bo za czymś należy się opowiedzieć. Czy na pewno?

Za to – w dużym uproszczeniu – odpowiedzialne są nurty, które też nie są oderwane od historycznego kontekstu, ponieważ na przestrzeni czasu zmieniała się metodyka i powstawały coraz to nowe, bardziej radykalne lub idące w stronę liberalizmu sposoby osiągania swoich celów. Oprócz światopoglądowych, wkradły się tam również kwestie moralne, filozoficzne, ideologiczne, etniczne i wyznaniowe, wobec których trudno oczekiwać by były jednolite.

lgbt feminizm

I o ile nie zgadzać się jest rzeczą ludzką, to współczesny dyskurs operuje prawie wyłącznie skrajnościami, a przypomnijmy, że rozmawiamy o równości, który ze skrajnościami zawsze będzie w sprzeczności. Wspomniane dyskusje na świeczniku o słuszności feministycznych postaw, poruszają się niemal od rantu do rantu, niby w mianowniku mamy równość i akceptację odmienności, ale dyskusja sprowadza się do tego kto ma rację a nie, jak możemy wspólnie walczyć o to na czym nam zależy.

Pozornie bezstronne jeżdżenie po rantach, stało się jakimś werbalnym rodzajem internetowego language jogging. Sam feminizm jest już tak obszernym i ciężkim workiem, że przerzucanie odpowiedzialności za niewyegzekwowane postulaty przypomina walkę w piaskownicy o najfajniejsze grabki. Łatwo się w tym pogubić, a nawet do tego zniechęcić. 


Po co feminizmowi mężczyźni?

Kształtowanie się poszczególnych nurtów feministycznych, różniących się od siebie poziomem radykalizmu egzekwowania postulatów, nastawieniem rewolucyjnym czy reformistycznym, doprowadziło nas tutaj, gdzie określanie się feministką czy feministą wymaga niemal dodania przypisów, gwiazdek, didaskaliów i uzasadnień by być właściwie odebranym. Z jednej strony z uwagi na mnogość nurtów, z drugiej na utrwalone i uproszczone stereotypy. Jak mężczyźni postrzegają tę kwestię? Jak mężczyźni rozumieją feminizm? Co ma do powiedzenia biały, heteroseksualny mężczyzna o feminizmie?

man feminist

Kiedy zderzyłeś się z tym pojęciem, i co dla Ciebie oznacza feminizm?

Jako wychowujący się na wsi pod Warszawą młody chłopak, nie wiedziałem zbyt wiele o feminizmie, ludzie zamieszkujący takie miasteczka jak moje, koncentrują się na innych rzeczach, zajmują ich inne tematy. Feminizm był wtedy odległy, obecny tylko w wielkomiejskich ośrodkach i trochę nadal tak jest, mimo że minęło już sporo czasu. To specyfika tego typu miejsc i trudno tych mieszkańców za to winić.

Moje pierwsze, realne zderzenie z feminizmem w postawach wydarzyło się za sprawą udziału w projekcie teatralnym. Środowisko, w które wtedy wszedłem było już tym przesiąknięte, co z kolei dla mnie było szalenie interesujące i poniekąd pozwoliłem by ukształtowało też mnie.

Chociaż trzeba sobie powiedzieć wprost, że feministyczne poglądy u faceta są czymś fajnym, budującym ego w środowisku chociażby takim jak ten artystyczny światek, którego jestem częścią. Lecz w pewnym momencie, docierasz do miejsca, w którym nie musisz już nikomu niczego udowadniać, nie musisz karmić ego by czuć się fajnie. Dla mnie feminizm stał się naturalnym elementem życia, zestawem wartości, które uznaję za punkt wyjścia. Feminizm to dla mnie przede wszystkim równość, to równe traktowanie bez względu na różnice.

Czy dostrzegasz nurty, które się w ostatnim czasie mocniej wyodrębniły? Czy identyfikujesz się z którymś z nich?

Nie siedzę w temacie nurtów tak mocno, by je wszystkie poprawnie wyodrębnić, ale dostrzegam jak szeroki jest przekrój tych narracji. Wszystko rozbija się o sposoby i stopień radykalizmu w tych środowiskach, ale to kalka z każdej innej działalności aktywistycznej.

A te nie są mi obce, bo sam byłem ich częścią. Wiem jak funkcjonują, bo pracowałem też w wielu NGO’sach i wiem jak łatwo zatracić się w imię tego, o co się walczy, szczególnie kiedy jest się neofitą. Wiem też, jak trudno wtedy o budowanie mostów ponad podziałami. Czasem to nie możliwe, bo brakuje w takich zagorzalcach zrozumienia dla niegotowości do zmian innych osób. Doceniam ten zapał i wiarę aktywistów w to, o co walczą, to jest budujące, ale kiedy spojrzymy na to z perspektywy społecznej, to trzeba szukać rozwiązań, które będzie można realnie wprowadzić.

Czy w Twoim otoczeniu masz wielu przyjaciół, znajomych feministów? Czy jest to obszar Waszych rozmów dyskusji, czy jest to w Twoim otoczeniu ważny temat?

W zasadzie, mam ten komfort i jestem już na etapie, kiedy sam dobieram sobie towarzystwo, i tak, wszystkie osoby, w moim otoczeniu, mają podobne spojrzenie na feminizm. Nie jest to często podejmowana przez nas kwestia, ale pojawia się czasem w dyskusjach mimowolnie, ze względu właśnie na to, jak wieloznaczeniowe jest to pojęcie. Właściwie to więcej robimy niż o tym gadamy.

O, w jaki sposób?

Przede wszystkim, to co obserwuję to brak przywiązania do tradycyjnego podziału ról płciowych w relacjach. Przy czym wiem, i znam osoby, które w patriarchalnym układzie, świetnie się odnajdują. Ale tu chodzi o wybór. Dla mnie osobiście ważne jest uwolnienie samego siebie od stereotypów oczekiwań ze względu na płeć. Jestem już daleki od przekonania, że powinienem być zawsze męski, silny, opiekuńczy, w końcu pozwalam sobie na to by określać się wrażliwym, ja też przeżywam rzeczy, nie jestem robotem. I nie dbam o to, czy to się komuś podoba czy nie. Taki jestem. A profeministyczna postawa jest dla mnie tak naturalna, że kiedy ktoś zachowuje się w sprzeczności z tym, od razu zwracam na to uwagę. Sam prowadzę zajęcia dla trudnych dzieciaków i staram się w mojej pracy przemycać te pro równościowe postawy i daje mi to szalenie dużo satysfakcji.

Czy uważasz, że feminizm przyczynił się jakoś do oswajania, takich tematów i obszarów jak sekspozytywność, transpłciowość czy bodypositivity?

Na pewno, o tym jest feminizm. Nie wydaje mi się by jakikolwiek ruch typu bodypositivity mógł funkcjonować w oderwaniu od równości. Oni wszyscy o tym mówią, tylko każdy wokół własnego tematu. Feminizm to bardzo pojemny worek i to gdzieś umyka, że feminizm nie dotyczy tylko kobiet, dotyczy nas wszystkich, każdej osoby, w każdym spektrum różnic i odmienności. Bezsprzecznie feminizm przybliża nas do akceptacji równości i pomaga rozpracowywać utrwalone społecznie stereotypy.

Jaki masz stosunek do feminatywów? Używasz? Uważasz, że wprowadzenie – tak naprawdę ponowne – jest słuszne czy niepotrzebne? 

Ojej… uwielbiam! Jestem z wykształcenia językowcem, więc wiem jak ogromną rolę pełni język w życiu społecznym. Język ewoluuje i trzeba się tym pogodzić. Sam używam feminatywów i uważam, że są nam bardzo potrzebne, ale należy pamiętać, że jest to raczej rewolucja niż ewolucja i trzeba dać czas na oswojenie i adaptację. Ja nawet stosuje takie zabiegi jak korzystanie z damskich końcówek, mówię na przykład, że gdzieś poszłyśmy, czy znalazłyśmy lub używam zwrotu, że się z kimś “koleżankuję”, obserwuję jak reaguje otoczenie. Nie odbiera mi to przecież męskości, a w pewien sposób ośmiela do ich używania.

Czy jeden feminista odmieni los feministek? Nie. Dwóch również temu nie podoła, ale mając coraz większe szeregi wyedukowanych mężczyzn-feministów, traktujących kobiety i pełne spektrum płci równymi sobie, może realnie wpłynąć na wyrównanie szans nas wszystkich. Mężczyźni komunikują się w znaczącym stopniu poprzez działanie, a przecież na tym nam zależy, na realnych zmianach. Wprowadzajmy ich w ten świat, pokazujmy o czym jest feminizm, a kiedy runą stereotypy szanse na realne wyegzekwowanie równości wzrosną.

//   Dziękuję mojemu rozmówcy za podzielenie się męską perspektywą.

Tekst: Iga Woytynowska

 

Komentarze
Rate this post