Co sprawia, że związki homoseksualne różnią się od związków hetero?

Ilustracja dwóch mężczyzn w labiryncie

Homoseksualna miłość od zawsze opatrzona była pewną tajemnicą i wyjątkowością. Kiedyś pozwolić sobie na nią mogły tylko osoby posiadające wpływy, pieniądze i władzę. Później tylko te najodważniejsze, które nie bały się gniewu najbliższych i sankcji karnych. Dziś świat pruje do przodu, a tolerancja wobec gejów i lesbijek zwiększa się.

Pierwsze gwiazdy zaczynają przyznawać się do swojego homo- czy biseksualizmu, a przeciętni geje i lesbijki coraz głośniej i skuteczniej domagają się związków na równi z parami hetero. No właśnie – związków. Dużo mówi się o tym, jak skomplikowane są relacje pomiędzy dwoma mężczyznami czy dwiema kobietami. Wiele osób niekoniecznie skrajnie prawicowych uważa, że społeczność homo nie potrafi stworzyć stałego związku opartego na tych zasadach, na których powinien opierać się tradycyjny związek – zaufaniu, uczuciu, przyjaźni. Co sprawia, że związki homo różnią się od związków hetero?

UWARUNKOWANIE HISTORYCZNE

Nawet w najbardziej oświeconych i tolerancyjnych krajach wciąż spora część gejów czy lesbijek żyje w ukryciu. Nawet w większości tolerancyjna Holandia czy Anglia wciąż noszą brzemię oprawców. Nie bez przyczyny – mimo dzisiejszych ukłonów w kierunku środowiska LGBTQ (dla tych, co jeszcze nie poznali: to skrót od Lesbian Gay Bisexual Trans Queer), środowisko wciąż ma w pamięci wydarzenia sprzed kilkudziesięciu, kilkuset lat, gdy było bite, poniżane czy wręcz mordowane. Podobnie jak czarnoskórej mniejszości w USA, branży queer trudno z dnia na dzień wyzbyć się wszelkich trudności związanych ze swoją krwawą historią. O ile dawnym oprawcom dziś występującym w roli obrońców byłoby to na rękę, o tyle środowisko homoseksualne jest pamiętliwe. Możemy dziś wychwalać dzieła Oscara Wilde’a, lecz nie możemy zapomnieć również, że umarł on w wyniku powikłań po zamknięciu na lata w więzieniu. Za co? Właśnie za homoseksualizm. Jedyne sto lat temu.

PRUDERYJNI CELEBRYCI

Tajemnicą poliszynela pozostają związki niektórych artystów z osobami tej samej płci. Na publiczne przyznanie się do swojej orientacji zdecydowało się niewielu – Ricky Martin, Elton John, ostatnio Jodie Foster. W Polsce jednym z nielicznych śmiałków okazał się Jacek Poniedziałek. Gwiazdy korzystają ze swojej popularności w sposób, który opłaca się tylko im. Zmienianie przez Ke$hę, Dodę czy Lady Gagę orientacji wraz z każdym wydaniem kolejnego tygodnika nie służy środowisku. Wręcz przeciwnie – ośmiesza je, wkładając w ręce homofobów niezawodną broń: homoseksualizm to moda, jest zmienna i przemija. – Uprawiałem seks z jednym z czołowych polskich celebrytów. Mieliśmy kilkumiesięczny romans, który zakończył się w chwili, gdy jego wiedząca o wszystkim żona oświadczyła, że to musi się skończyć, bo „prasa węszy” – opowiada mi znajomy gej.

Tymczasem wielu artystów zarówno w Polsce, jak i za granicą żyje w stałych, cichych związkach. O ile ich miłość jest sprawą intymną i zupełnie prywatną, o tyle sama deklaracja, przyznanie się do swojej orientacji oraz pokazanie, że można prowadzić normalne życie, kochać i być kochanym, będąc lesbijką czy gejem, mogłoby przysłużyć się mniejszości. Niestety, celebryci milczą. A szkoda.

STEREOTYPOWA POPKULTURA

Gej w filmach czy serialach zawsze był osobą „przegiętą”, z miękkim nadgarstkiem, „ciepłym” spojrzeniem. Interesował się stylem i urodą, nienawidził przemocy. Lesbijka to ogolony na krótko, agresywny, opryskliwy i pozbawiony uczuć „babochłop”. Tak prezentuje się historia środowiska queer w popkulturze.

Gej – róż i jednorożce, lesbijka – bojówki i moro. Tymczasem środowisko jest zróżnicowane i mimo wspólnych ideałów podzielone jak żadne inne. – Wątki homoseksualne nie są żadną nowością w historii kina. W latach 20. i 30. obecność zniewieściałego bohatera nie miała bezpośredniego wpływu na akcję danego filmu. Był on bardziej egzotyczną ciekawostką niż pełnokrwistą postacią.

Później bohaterowie homoseksualni byli przedstawiani w kinie jako negatywne postacie. O ich orientacji seksualnej nie mówiło się wprost, jednak była ona sugerowana poprzez cechy charakteru i fizjonomię: androgeniczne kobiety, zniewieściali mężczyźni. Sytuacja uległa zmianie w latach 70., kiedy to w dobie rewolucji seksualnej geje i lesbijki zaczęli mówić własnym głosem, manifestując swoją tożsamość i walcząc o swoje prawa – tłumaczy dziennikarka filmowa i stylistka Kamila Żyźniewska. – Jaki wizerunek homoseksualistów pokazało nam współczesne kino? Scena offowa zaproponowała nam postacie bardziej dwuznaczne seksualnie i odbiegające od ogólnie przyjętych stereotypów. W kinie głównego nurtu: przeciwnie… – dodaje.

Geje to nie tylko styliści, ale też żołnierze i gangsta-raperzy, a lesbijki mogą zachwycać klasyczną pięknością, a nie tylko wygolonymi bokami. Ten stereotypowy obraz powoli ulega zmianie, lecz ciągle zbyt wolno. Przykład? Pierwszy odcinek „Carrie Diaries”, czyli serialu opowiadającego o młodości głównej bohaterki „Seksu w wielkim mieście” – pozycji wśród wielu gejów kultowej. Już w pierwszym epizodzie pojawiają się homoseksualni mężczyźni, którzy przekonują, że „geje kochają modę i nienawidzą sportu”. Czy właśnie tak postrzegają się osoby homoseksualne i tak powinni je postrzegać osoby hetero? Te wierutne bzdury utwierdzają większość w stereotypach. A te nie służą nikomu.

GNIEW BOGA

Religie dominujące w dzisiejszym świecie również nie radzą sobie z homoseksualizmem. Kościół katolicki jest niespójny, mieści się w nim zarówno ojciec Rydzyk, jak i ksiądz Boniecki, który niejednokrotnie wzywał do opamiętania i poszanowania mniejszości seksualnych. Islam, judaizm czy buddyzm również nie przedstawiają jasno swoich poglądów w stosunku do homoseksualistów. Mimo XXI wieku i Madonny rozdzierającej na sobie ubranie w obronie gejów i lesbijek, za bycie „innym” w niektórych krajach wciąż można zostać zamordowanym – jak nie na ulicy, to w pełni prawa, przez własne państwo.

Barbarzyństwo? Z pewnością, choć trzeba zaznaczyć, że nie tak odległe. Sto lat temu takie przypadki nie były obce ani w Polsce, ani w Holandii, ani w Stanach Zjednoczonych, gdzie dochodziło do masowych morderstw „w imię moralności”, która zawsze łączyła się z którąś z religii. – Jestem lesbijką i jestem osobą wierzącą. Staram się bywać co tydzień w kościele, spowiadam się. Niestety, nie mogę przy konfesjonale powiedzieć o swojej orientacji, bo nie dostałabym rozgrzeszenia – mówi Anna, krakowska lesbijka. Duża część środowiska LGBTQ jest wierząca, udziela się w swoich Kościołach i wierzy zarówno w moralność, jak i Boga. Czy ich wiara w niego jest bezpodstawna, bo i tak za swoje czyny trafią prosto do piekła? To pytanie zostawię już pod indywidualną ocenę.

ŚWIADOMOŚĆ I AKCEPTACJA

Wielkomiejscy wyjadacze, imprezowicze czy ludzie związani z szeroko rozumianą kulturą znają gejów, obracają się w ich towarzystwie, często sami są homoseksualni. Oni już wiedzą, że gej nie zaraża dotykiem, nie pije krwi, nie morduje heteryków. Pamiętajmy jednak, że jest to zdecydowana mniejszość. Małe miasteczka i wsie wciąż uważają lesbijki i gejów niemal za przybyszów z kosmosu, wiedzę o nich czerpią z tak opiniotwórczych programów jak „Woli i Tysio”, a niektóre moje koleżanki wciąż mogą spotkać się z zawistnymi komentarzami w stylu „chciałabym mieć przyjaciela geja”.

Homoseksualiści są dla nich ufoludkami, „małpkami”, czymś na tyle egzotycznym, że ciekawym, a przy tym nie do końca poznanym. Nie wiadomo czego można się po „nich” spodziewać, lecz ciekawość pcha ich do poznania. Wynika to w większości z braku jakiejkolwiek edukacji i świadomości seksualnej. Młodzież wyrastająca na „M jak Miłość” ma poważnie zaburzony obraz homoseksualisty jako zbrodniarza rozbijającego rodziny, nosiciela HIV i obrzydliwego hedonisty. Czy taka jest prawda? Raczej nie, nieznane są przypadki wypijania krwi przyjaciółek gejów czy mordowania z powodu bycia hetero. W drugą stronę wręcz przeciwnie.

Tekst: Patryk Chilewicz
Ilustracja wyróżniająca: Karol Banach

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera