SONAR zabiera nas do Włoch: Czekanie zabija kreatywność

Trójka chłopaków ubranych na czarno i dziewczyna w płaszczu w panterkę

Po półtorarocznej przerwie SONAR powraca do nas z nowym materiałem muzycznym. Torino, bo taką nazwę nosi drugi album zespołu to pozycja, obok której nie da się przejść obojętnie.

Torino to zupełnie nowe oblicze SONAR. Taneczne i klubowe dźwięki przeniosą nas do upalnych, skąpanych słońcem Włoch. 11 nowych utworów zdecydowanie różni się od dobrze znanych nam tych z debiutanckiego albumu Pętle. Po raz pierwszy możemy usłyszeć Lenę Osińską śpiewająca po angielsku. Ponadto na Torino pojawili się niezwykli goście. Swoich głosów użyczyli Miles Bonny oraz raper z Chicago Squair Blaq. Oczywiście nie mogło także zabraknąć Holaka. Za teksty odpowiada kilka osób. Wspomniany wcześniej Mateusz Holak, Wanda Berger, Arek Sitarz (Ras) oraz Lena Osińska, która sama napisała teksty do anglojęzycznych utworów.

My zadaliśmy kilka pytań odnośnie drugiego albumu Torino Łukaszowi Stachurko, odpowiedzialnemu za muzykę oraz Lenie Osińskiej, wokalistce i autorce tekstów.

Obraz wykonany na plotnie przedstawia plaze z fal wyjezdza czerwone auto kombi a niebo jest niebiesko rozowe

Dobrze Was widzieć z powrotem. Co u Was słychać?

Łukasz: Dużo dobrego! Ostatni rok spędziłem na tworzeniu muzyki. Można powiedzieć, że byłem na rocznych koloniach twórczych.

Lena: Rzeczywiście ten rok był dla nas bardzo intensywny. Działaliśmy na najwyższych obrotach i dzięki temu już pod koniec marca będzie można usłyszeć nasz nowy materiał. Nareszcie!

Wasza druga płyta jest genialna! Znacząco różni się od pierwszej. Jest bardziej energetyczna. Czy coś się w Was zmieniło, że poszliście w tym kierunku?

Łukasz: Podstawową różnicą pomiędzy Torino, a naszym debiutem było to, że Pętle były tworem konceptualnym. Od początku miałem wizję, jak ten album ma wyglądać, że będzie trip hop, akustyczne instrumenty, jazzowy sznyt i smyki. Z kolei Torino – nasz drugi album powstał na totalnym spontanie: w lutym 2017 spakowałem całe studio w auto i wyjechałem wraz z Leną do mojego przyjaciela do Turynu. Tam pomiędzy wycieczkami rowerowymi, degustacjami wina, a jazdą na snowboardzie, siadaliśmy od czasu do czasu do instrumentów i w swobodnej atmosferze bez jakichkolwiek założeń pracowaliśmy nad szkicami utworów. Tym sposobem wyjeżdżając, mieliśmy już zarys całości płyty i mimo dużej rozpiętości stylistycznej materiału, okazało się, że ma on wspólny mianownik – słońce.

Lena: Ta płyta wiele dla mnie znaczy, bo mogłam ją współtworzyć od samego początku. Przy Pętlach dołączyłam do projektu, gdy większość podkładów była już zrobiona, dlatego tak doceniam czas spędzony w Turynie – to, że mieliśmy możliwość razem zamknąć się w studiu i na żywo wymieniać się pomysłami lub krytyką. Przez internet to jednak nie to samo. Czekanie zabija kreatywność.

Na zdjeciu widzimy oswietlone wnetrze samochodu ktory prowadzi mezczyzna ubrany w czarna kurtke skorzana obok niego siedzi blondynka w zielonej sukience a na tylnym siedzeniu mezczyzni

Na Torino znajdziemy współprace z genialnymi muzykami. Czym kierowaliście się, nawiązując współprace akurat z nimi?

Łukasz: Z instrumentalistów w składzie SONARA grają nadal Artur Bogusławski (instrumenty klawiszowe, bas) i Rafał Dutkiewicz (perkusja). To doskonali muzycy i bardzo silne filary naszego bandu. Mimo późniejszego włączenia do pracy nad drugim albumem, doskonale się w nim odnaleźli i dodali mu żywego sznytu znanego z Pętli. Jeśli chodzi o wokalistów to poza Mateuszem Holakiem – naszym przyjacielem i autorem dwóch tekstów na Torino, udzieliło się również dwóch wokalistów z USA. Squair Blaq to raper z Chicago, z którym miałem przyjemność kilkukrotnie współpracować jako Sonar Soul. Miles Bonny natomiast to znakomity wokalista soulowy, który jest wielkim fanem brzmienia wytwórni U Know Me Records i zechciał się dograć przy okazji swojej miesięcznej wizyty w Polsce pod koniec zeszłego roku.

Torino można zinterpretować na swój własny sposób. Jak Wy ją rozumiecie?

Łukasz: Dla mnie to wspomnienie beztroskiego czasu, jaki spędziliśmy we Włoszech.

Lena: Tak, motyw ucieczki od rzeczywistości przewija się przez cały album. Przez miesiąc mogliśmy odetchnąć od codzienności i oderwać się od przyziemnych problemów. Słychać to w tej muzyce.

Na zdjeciu widzimy mezyczyzne w okularach przeciwslonecznych oraz kobiete blondynke na tle architektury warszawskiej

Pojechaliście do Włoch. To ten kraj zainspirował Was do stworzenia nowego materiału, który ostatecznie znalazł się na płycie. Dlaczego właśnie Włochy? Co Was w nich urzekło?

Łukasz: Włochy to dla mnie przede wszystkim epicka wyluzka, doskonałe jedzenie i słońce. Składniki, bardzo pomocne przy jakiejkolwiek aktywności twórczej.

Lena: Do tego dodałabym piękny, melodyjny język. Włoski to moja nowa lingwistyczna miłość.

Mieliście jakieś dziwne sytuacje podczas tworzenia Torino?

Lena: Nie wiem, czy zalicza się to do dziwnych sytuacji, ale Face the Sun powstało w dość ciekawy sposób. Kilka dni przed zamknięciem płyty, Łukasz wysłał mi podkład, który od razu chwycił mnie za serce – ciary, te sprawy. Parę godzin później miałam już gotową melodię i tekst. Szybko zdecydowaliśmy się wysłać ten materiał Milesowi, który dograł swoją zwrotkę w ekspresowym tempie, mimo tego, że wcześniej razem nie współpracowaliśmy. I tak, piosenka pojawiła się na płycie. Miałam wrażenie, że jakaś zewnętrzna siła czuwała nad tym numerem i podsuwała nam idealne zbiegi okoliczności. Uwielbiam, gdy tak się dzieje.

Na zdjeciu widzimy blondynke ubrana w holograficzna bluze

Lena, już jakiś czas pracujesz z Łukaszem. Czy wciąż chciałabyś stworzyć coś solo?

Lena: Jasne, że bym chciała, ale czuję, że jest jeszcze dla mnie za wcześnie. Jestem teraz na etapie zbierania pomysłów, inspiracji, tekstów, melodii i brzmień. Dopiero klaruje mi się obraz tego, co chciałabym ludziom przekazać jako Lena solo.

Jak to z Wami jest. Wolicie siedzieć w studiu czy grać na scenie i mieć kontakt z publicznością?

Lena: Dla mnie zdecydowanie scena jest bardziej ekscytująca niż studio. Każdy koncert to ogromne wyzwanie, bo nigdy nie wiadomo, na jaką publiczność trafimy lub co wydarzy się między nami na scenie. Lubię tę nieprzewidywalność i świadomość tego, że za każdym razem mamy tylko jedną szansę na zagranie naszego materiału najlepiej, jak potrafimy. Na scenie nie ma miejsca na poprawki, zmiany lub zaczynanie od nowa.

Łukasz: Ciężko porównać, bo to zupełnie inne aktywności. Chociaż ja z uwagi na kameralną formę i frajdę z tworzenia wybieram studio: szczególnie w tym początkowym procesie pracy nad materiałem, jakim jest zbieranie pomysłów.

Na zdjeciu widzimy dworzec na pierwszym planie stoi blondynka ubrana na czarno a w tle widac rozmazane postacie i pociag

Czym jest dla Was SONAR?

Łukasz: SONAR jest moim najważniejszym projektem. Placem zabaw, miejscem, gdzie mogę się muzycznie wyżyć, a jednocześnie wypowiedzieć w najpełniejszej formie. Tworzę go z bliskimi mi ludźmi, którym ufam i to sprawia, że efekty naszej wspólnej pracy zwykle przekraczają moje wyobrażenia. Ogromną frajdę sprawia mi również pracowanie nad kreowaniem wizerunku zespołu. Oprawa graficzna, sesje zdjęciowe, klipy, czyli wszystko to, co składa się na całościowy obraz SONARa – kreacja na tych płaszczyznach jest równie fascynująca, co samo tworzenie muzyki.

Lena: SONAR jest dla mnie ogromną inspiracją i szkołą. To tu stawiałam swoje pierwsze kroki na scenie i w studiu. Tu też dowiedziałam się, z czym wiąże się bycie częścią zespołu. Przez te dwa lata zmieniło się także moje podejście do tworzenia muzyki, teraz wolę rozwiązania odważne i bezkompromisowe (co jest całkiem śmieszne, zważając na sporą ilość zawartych przez nas kompromisów podczas nagrywania dwóch płyt). Jednak przede wszystkim SONAR to świetna zabawa i mam nadzieję, że zawsze tym dla mnie pozostanie.

Zapraszamy do obejrzenia klipu promującego drugi album SONAR Torino.

Tekst: Kasia Tilda Frąckowiak

Komentarze
SONAR zabiera nas do Włoch: Czekanie zabija kreatywność
Oceń artykuł