Czy smart epoka daje przyzwolenie na bycie głupim?

Mężczyzna w czerwonej koszuli i okularach siedzi przed komputerem

Technologia może być zarówno obiektem westchnień, jak i powodem do przewrócenia oczami. Inteligentne zegarki, bransoletki fitness czy urządzenia śledzące nasz sen lub nastrój. Zastanawiające jest w tym wszystkim jedno: na ile te wszystkie urządzenia sprawiają, że stajemy się bardziej „świadomi samych siebie”, a na ile powodują, że głupiejemy?

Mówimy, że żyjemy w ciągłym pośpiechu – deadline goni deadline, a w dodatku trzeba pamiętać o całej masie innych rzeczy związanych z codzienną egzystencją. Nowinki techniczne mają nam w tym pomóc i często faktycznie pomagają. Notowanie staje się prostsze, jeśli akurat mamy ze sobą laptopa. Dzięki smartfonom mamy dostęp do całej wirtualnej rzeczywistości, łatwiejszy sposób komunikacji na odległość z rodziną i przyjaciółmi oraz możliwość kontrolowania harmonogramu naszego dnia. Technologia ma jednak to do siebie, że z każdym rokiem łamie kolejne bariery i udostępnia nam coraz to nowsze kategorie urządzeń, określanych potocznie mianem „smart”. Lubimy o nich czytać, dowiadywać się, jakie nowe możliwości nam oferują. Część z nich jednak budzi w nas mieszane uczucia.

Kolorowe postaci z kreskówki, napis: We have technology

Czy smartwach jest na pewno smart?

Pierwszy smartwatch (poza tymi z Power Rangers, były super), posiadający funkcje znane nam ze smartfonu, ujrzał światło dzienne w 2013 roku. Gdybyśmy chcieli określić go w prostych słowach, inteligentny zegarek jest częściowo sekretarką dla naszego telefonu. Zwolennicy tego gadżetu twierdzą, że jest on idealnym rozwiązaniem, jeśli czekamy na ważnego maila, SMS-a, czy inne powiadomienie, bo dzięki niemu nie zerkamy co chwilę nerwowo na telefon. Być może, chociaż to trochę jak zobrazowanie przysłowia „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Może i eliminujemy nasze przywiązanie do telefonu jako urządzenia, którego nie wypuszczamy z rąk, ale za to nie zdejmujemy z nadgarstka innego, prawie bliźniaczego urządzenia. Bilans zysków i strat wychodzi na zero, po prostu od teraz mamy dwa urządzenia do kontrolowania, zamiast jednego.

Zamiast życzyć komuś zdrowia kup mu opaskę, która zrobi to za niego

Co prawda, nie zapisze nas do lekarza, nie pójdzie do apteki i nie wystawi L4, ale może całkiem sporo. Zmierzy nam puls, liczbę przebytych kilometrów, kroków, spalone kalorie, zmierzy temperaturę ciała, czy zbada nawet jakość naszego snu. Często opcje te są integralną częścią smartwatcha, ale można też kupić oddzielne urządzenia, tzw. fitness trackery. Na pochwałę w tej smart-dziedzinie, w mojej opinii zasługują tylko urządzenia ściśle powiązane z medycyną, które monitorują stan osób przewlekle chorych, jak przykładowo pomiar poziomu glukozy u osób chorych na cukrzycę.

Oczywiście, fajnie jest wiedzieć, ile spaliliśmy kalorii danego dnia albo obserwować nasze tętno w trakcie wysiłku fizycznego. Jednak, jeśli ktoś powie, że kupił sobie smart-fit-opaskę, żeby zmotywować się do wstania z krzesła i w ogóle dbania o swoje zdrowie, to może jednak lepiej, żeby siedział na tym krześle dalej i odczekał do noworocznych postanowień. Gdy nie mam w ciągu dnia odpowiedniej ilości ruchu, czuje się jak przeżuta papka i nie mogę się skupić, ale żeby o tym wiedzieć, nie potrzebuję specjalnego powiadomienia. Opaska powie wam, że mieliście kiepską noc, ale bez technologii też się tego domyślicie, bo czujecie się jak zombie i marzycie o powrocie do łóżka. Zanim założymy fit opaskę na nasz nadgarstek, warto samemu wypracować sobie pewne nawyki, bez technologii.

fittrackery

Masz nową wiadomość: wypij szklankę wody

Powyższa wiadomość, dotyczy poprzedniego tematu, ale zasługuje na oddzielny wątek. Urządzenie wearable mierzące stan nawodnienia naszego organizmu. Picie odpowiedniej ilości wody owszem jest ważne, ale czy naprawdę potrzebujemy urządzenia, które nam o tym przypomni? Zaganianie, zaganianiem, ale chyba lepiej powierzyć technologii spamiętanie wszystkich spotkań i zadań, które nas czekają danego dnia, a o siebie zadbać bez fantazyjnej opaski na nadgarstku? Bo, jeśli faktycznie potrzebujemy takiego urządzenia, to co będzie kolejnym? Opaska monitorująca, czy na pewno nie zapomnieliśmy wziąć oddechu?

Nie garb się, jest pajączek

Mieliśmy ubaw z tej telemarketowej reklamy urządzenia korygującego postawę. Urządzenia wearable poszły śladami naszego „pajączka” i mamy do wyboru jego różne wersje — zakładane na tył głowy lub przymocowywane do pleców. Po sparowaniu z naszym smartfonem dopilnują czy się nie garbimy. Owszem, może i przydatne, ale nie zmienia to faktu, że to kolejne urządzenie, któremu pozwalamy przejąć kontrolę nad jakąś częścią życia. Sami nie musimy się koniecznie przejmować – przecież w razie czego, aplikacja da znać, że coś jest nie tak.

Dom inteligentniejszy od właścicieli?

O ile w kwestii inteligentnych domów można zrozumieć smart ogrzewanie (bo to ekologia, oszczędność), tak niektóre produkty proponowane jako wyposażenie, budzą zdziwienie. Szczoteczka do zębów z łączem BlueTooth – bez tego nie dowiesz się, ile czasu myłeś zęby i czy zrobiłeś to na pewno poprawnie. Sterowana aplikacją kołyska dla niemowlaka – bo w tym czasie leci serial w telewizji i nie masz czasu na opiekę nad swoją pociechą. Smart licznik jajek w lodówce – po co otwierać lodówkę i liczyć, jak można otworzyć aplikację w telefonie. Mamy też smart urządzenia wspomagające brak umiejętności gotowania, czyli wszelkie smart kuchenki, smart grille. Spośród wszystkich wymienionych wcześniej inteligentnych gadżetów, to chyba właśnie inteligentny dom z całym inteligentnym wyposażeniem przeraża najbardziej, chociaż jest to zdecydowanie mniej powszechna forma rozwoju technologicznego.

smarthome

Problem z technologią leży nie w jej dynamicznym rozwoju, a raczej w nas. Korzystamy z niej w taki sposób, jakby naprawdę miała zastąpić nam mózg, a my będziemy mogli usiąść na kanapie z tabliczką: „zbyt leniwy, żeby być za cokolwiek odpowiedzialnym”.

Przecież o wypiciu wody przypomni nam opaska, monitoring snu da nam znać, czy może dzisiaj powinniśmy położyć się wcześniej, skoro wczoraj spaliśmy dwie godziny, a smartwatch stwierdzi, czy spaliliśmy kalorie z tego burgera z wczorajszej nocnej gastrofazy. Na pocieszenie dodam, że być może jeszcze nauczymy się używać smart gadżetów z głową, a nie zamiast niej.

Tekst: Klarysa Marczak

Komentarze
Czy smart epoka daje przyzwolenie na bycie głupim?
Oceń artykuł