PETA na pokazie jubileuszowym Fendiego

Mężczyzna z siwymi włosami, ciemnymi okularami całuje białego kota

U Fendiego kocha się futra. Nikt specjalnie się z tym nie kryje, ani nie ma szczególnych wyrzutów sumienia. O liberalnym podejściu marki do wykorzystywania zwierząt w przemyśle modowym wiedzą wszyscy, także społeczni aktywiści. W ostatnim czasie głos w sprawie zabrała PETA.

Co jakiś czas próbują oni wtargnąć na pokaz bądź wydarzenie towarzyskie z udziałem projektantów i w dosadny, niekonwencjonalny sposób propagować swój przekaz. Najbardziej aktywni w tej materii są członkowie organizacji PETA. Swoją obecnością postanowili uświetnić pokaz Fendiego przygotowany z okazji 90-lecia włoskiej marki. Jeden z manifestantów odział się w kostium ponurego żniwiarza i paradował po ulicach Rzymu z kosą. Na głowę założył maskę do złudzenia przypominającą Karla Lagerfelda –  ikonę branży i projektanta związanego z marką. Protestujący trzymał w ręku plastikową podobiznę kota, nawiązującą do wiernej towarzyszki życia modowego wizjonera – kotki Choupette.

Cztery modelki w białym i brązowych futrach

Postępowanie członków PETA wynika głównie z niezrozumienia podwójnych standardów stosowanych przez Lagerfelda. Aktywiści zachodzą w głowę jak osoba tak gloryfikująca i stawiająca na piedestale swojego pupila (wspomnianą kotkę) może jednocześnie upajać się widokiem zwierzęcych skór i futer na swoich pokazach. Dlatego też jednym z haseł powtarzanych przez uczestników akcji było kąśliwe „Co na to Choupette?”. To jedna z najlżejszych form perswazji. PETA uświadamia miłośników futer tego świata o makabrycznych skutkach przemysłu odzieżowego dla zwierząt, mnogich torturach, przedłużaniu cierpienia przez np. obdzieranie ze skóry. Termin tabu nie istnieje, liczy się dosadny przekaz.

Lagerfeld ma z organizacją od dawna na pieńku. Podczas, gdy wiele domów mody i liczni projektanci (w tym Armani, Stella McCartney, Tommy Hilfiger, Vivienne Westwood) powoli odchodzą od wykorzystywania futer w swoich projektach, Fendi za pośrednictwem słynnego, siwego pana w ciemnych okularach, z uporem maniaka stawia na naturalne futra, przyznając się do tego z rozbrajającą szczerością. Aż dziw bierze jak specjaliści od PR-u mogą to działanie przekuć w coś innego niż wizerunkową klapę.

Kukła w czarnej pelerynie z kosą i w ciemnych okularach

Jak można się domyślić, sławny projektant zachował kamienną twarz w obliczu oskarżeń płynących ze strony pikietujących aktywistów. Nie wydaje się by widział w swoich upodobaniach wielki społeczny problem, mimo że przemysł futrzany oprócz oczywistego okrucieństwa, sprawia, że przemysł modowy ma też tragiczny wpływ na środowisko. Mówi się, że przyzwyczajenie to druga natura człowieka i jest w tym sporo racji. Jedyne futro, jakiego Karl by nie założył należy do jego kotki Choupette. Zresztą, jak sam wielokrotnie przyznawał: „woli nie wiedzieć skąd się biorą futra”. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że kto mniej wie, ten lepiej śpi.

Tekst: Kasia Mierzejewska

 

Komentarze
Oceń artykuł