Michel Houellebecq zniknął!

Zniknięcie rzeczywiście miało miejsce, choć wywołany nim szum medialny nie miał solidnych podstaw. Zniknął, bo nie miał telefonu, ani internetu. Ot, wszystko, nie dojechał na umówione spotkania. 

Reżyser Guillaume Nicloux wykorzystał tę historię do stworzenia charyzmatycznego mokumentu. Czy Michel jest jednak dobrym aktorem? Nie musi, w końcu gra siebie.

Pisarza porywa trzech, rosłych i dosyć nieporadnych mężczyzn. Sam Houellebecq nie jest tym faktem zbytnio poruszony, bo ruszać w zielonej skrzyni się za bardzo nie może.

Ciasnota jednak nie trwa zbyt długo, prędko bowiem znajduje się w niewielkim domu, z dala od cywilizacji, mediów, szumu, chaosu. Niezamaskowani porywacze dostarczają mu za to odpowiednią dawkę alkoholu, pozwalającą przetrwać tak wyczerpujące wakacje. Zgadza się, pisarz niemalże przez cały film jest pijany.

Nie brakuje bardziej i mniej zażartych dyskusji. Sami porywacze gubią już sens swoich działań i szybko przestają się ze sobą dogadywać. Michel wrasta w ich rodzinę, dogadując się z powszechnie szanowaną matką, bo czyż on momentalnie nie budzi sympatii? Ale, ale, są też spory! Najważniejszy z nich przypomina pierwotną walkę o ogień. Tylko przypomina, bo przecież Houellebecq stara się zdobyć upragnioną zapalniczkę, jak przecież ma palić bez niej?

W całym filmie największy problem mają jednak porywacze. W końcu porwanie musi mieć przyczynę i skutek. Musi się też czymś zakończyć. Co jednak jeśli nie ma kto zapłacić upragnionego okupu? Wbrew zapewnieniom Michela mężczyźni szukają uparcie takiej osoby. Dzięki czemu epizod wciąż się przedłuża, zahaczając przy tym m.in o miłe wyboje młodej dziewczyny, w otoczeniu starych samochodów i polskiej kiełbasy.

stopklatka.pl
stopklatka.pl
Komentarze
Michel Houellebecq zniknął!
Oceń artykuł