Małgorzata Halber: No bullshit quality

Nie masz osobowości człowieka sukcesu. Preferujesz życie bez wychodzenia z domu. Lista osób, od których jesteś gorszy nieustannie się wydłuża – to fragment opisu „Kołonotatnika z Bohaterem”, czyli najnowszej książki Małgorzaty Halber, zawierającej dwieście najlepszych rysunków znanych z kultowego fanpage’a Bohater. Z dziennikarką, pisarką i rysowniczką spotykamy się tuż przed spotkaniem autorskim.

Denerwujesz się przed spotkaniem z czytelnikami oko w oko?

Denerwowałam się zanim wyszłam z domu, musiałam wypić trzy melisy, ale nie wiem, czy to jest kwestia samych fanów, czy publicznej formy spotkania, czy tego, że jest zimno. Pierwotnie miałam w ogóle zamiar przyjść tu w dresie i nieumalowana, ale nie wyszło.

Pytam o to dlatego, że przeglądając Twojego Facebooka czy fanpage Bohatera, miałam wrażenie, że ludzie traktują Cię trochę jak „dobrą ciocię” – kogoś, kto z jednej strony jest podobny do nich, więc mogą się z nim utożsamić, a z drugiej osobę, do której można się zwrócić. Jaką masz z nimi relację?

Bohater przez długi czas był anonimowy, więc i relacje z odbiorcami były inne. Nie wygląda to tak, że ktoś tam do mnie pisze, prosząc o radę. Odbieram za to dużo wiadomości pt. „Dzięki za Bohatera, ja też tak mam”. W zeszłym roku zrobiłam na Facebooku wydarzenie, „Sylwester z Bohaterem”, w którym uczestniczyły osoby siedzące same w domu, to był całkiem wesoły internetowy event. To są interakcje tego typu. Inaczej sprawa ma się z czytelnikami Najgorszego człowieka na świecie, oni często potrzebują porady. Mam wrażenie, że przeczytali o rzeczach, o których nie mają z kim porozmawiać i chcieliby mi się zwierzyć, ale ja nie od tego jestem.

bohater

Odpisujesz?

Czasem tak, czasem nie. Był taki moment, że tych wiadomości było naprawdę bardzo dużo. Momentami mnie to męczy, jestem normalnym człowiekiem, który chce sobie posiedzieć spokojnie w domu i porysować. Bardzo cieszyły mnie wiadomości, w których ludzie pisali mi, że chcieliby polubić jakiś obrazek z Bohatera, ale wstydzą się, że ich znajomi to zobaczą. To pokazuje, że jest jakaś sekretna sfera, której dotyka ten fanpage, rodzaj tabu, o którym nie można mówić.

Jak były wybierane obrazki do „Kołonotatnika z Bohaterem”?

Ja je wybierałam. Nie miałam żadnego nacisku ze strony wydawnictwa. Selekcje były trzy, najpierw odrzuciłam te paski, które były ewidentnie słabe, potem te, które były cały czas słabe i w ten sposób powoli doszłam do dwustu. O niektórych rysunkach od początku wiedziałam, że są moimi ulubionymi. Zciekawości zapytałam też o selekcję ludzi na fanpage’u. Ich wskazania często się pokrywały z moimi wyborami. Formę kołonotatnika wymyśliła z kolei Agata Pieniążek ze Znaku, która była redaktorką Najgorszego człowieka na świecie, po tym jak zobaczyła mój dziennik.

Więc cały czas go prowadzisz! Dzienniki wpisują się mocno w tradycje literatury kobiet, wiele pisarek je prowadziło. Piszesz bardzo autobiograficznie, ale to jednak nie dziennik. Myślałaś o wydaniu jego samego?

Bez zeszytu nie ruszam się z domu, mogę nie mieć niczego – telefonu, portfela, ale dziennik mam zawsze. To raczej otwarte pytanie, pisanie to praca na całe życie. Dzienniki są dla mnie szalenie naturalną formą literatury. Jako czytelnik, wiesz jak skończy się dziennik, pisarz na etapie pisania stron, które czytasz, jeszcze tego nie wiedział i to mnie fascynuje. Najczęściej czytam właśnie dzienniki, a jeśli nie dzienniki, to prozę, która w poetycki sposób opisuje rzeczywistość i prawdziwe doświadczenia.

To od drugiej strony – nie pociąga Cię pisanie fikcji literackiej sensu stricto?

Zupełnie nie. To dlatego, że sama nie przepadam za beletrystyką, czuję się zawsze w pewnym stopniu oszukana. Uwielbiam W poszukiwaniu straconego czasu, ale to książka, która jest w pewnym sensie wspaniale zapisanym dziennikiem, ja tak ją odbieram. Bodajże jedyną pisarką, która powiedzmy, że zajmuje się fikcją, a czytam ją z przyjemnością, oczywiście różną w zależności od książki, jest Olga Tokarczuk.

Wiesz z czego się bierze ten wyjątek?

Jasne. Proza Tokarczuk to literatura pęknięcia, bardzo psychoanalityczna i symboliczna. To pisarstwo, znajdujące w rzeczywistości wątki, które z tej rzeczywistości wychodzą, ale jednocześnie przekraczają ją w dość jungowski sposób. Strasznie mnie to jara.

1446037252042-514044163-jpg-gallery.big-iext30654227

Po przeczytaniu Twojej książki i przejrzeniu pasków z Bohaterem, odnoszę wrażenie, że jednym z głównych motywów jest w nich dojrzewanie. Wierzysz w dojrzewanie? Mam na myśli, czy dopuszczasz możliwość, że to proces, który ma swój kres.

Absolutnie nie wierzę. Z tym dojrzewaniem jest dla mnie trochę tak, jak z teorią prawdy Russella – nigdy do niej nie dojdziemy, ale to rodzaj wektoru, którym możemy podążać i zbliżać się do tego punktu, nigdy go nie osiągając. Jedno z największych oszustw współczesności polega na tym, że wydaje się nam, że jeśli coś w naszym życiu nie wychodzi, to wystarczy iść na terapię i będziemy od razu dojrzali i szczęśliwi. Zupełnie się z tym nie zgadzam, takie podejście wynika z braku przyzwolenia na niewiedzę, na smutek, na słabość. Strasznie mnie to wkurza. W ostatnim filmie Tarkowskiego, jest taka scena, w której jeden z bohaterów mówi, że czuje się jakby całe życie czekał na peronie na pociąg, który nigdy nie przyjechał. Myślę, że to dość dobrze oddaje oczekiwanie na dojrzałość i wynikający z niej rzekomo spokój.

W jednym z pasków Bohater mówi: „Napisałem książkę. Nawet jest wydana. Nic się nie zmieniło. Nic”. To o Tobie?

Tak, czasem mam nawet wrażenie, że jest gorzej. To chyba kwestia tego, że nie ma nic gorszego niż wyjście z potencjalności. Konfrontujesz się z tym, jak myślałaś, że będzie to wyglądało, a zawsze jest zupełnie inaczej niż myślałaś.

Sylwia Chutnik, która udzielała nam wywiadu w 49. numerze, napomknęła, że planujesz nową książkę, jednak nie nie można o tym znaleźć informacji w sieci.

Był taki moment, kiedy byłam już po redakcji Najgorszego człowieka na świecie i czułam, że mam dużo spraw pozamykanych i wyczyszczonych i przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Podzieliłam się nim z Sylwią na zasadzie: „Ej, myślisz, że to jest fajne?”. Potem zmarł mój tata, co pod wieloma względami bardzo zmieniło moje życie i pomysł trochę się rozpłynął, a nie robię sobie ciśnienia, bo mam sprecyzowany pomysł jak i o czym chciałabym pisać. Poza tym zaczęłam zajmować się pisaniem zawodowo, więc nie było mowy, żebym zajęła się nową książką. Szukam też zawsze specyficznej struktury emocjonalnej, którą wiele osób może nazywać grafomanią. Nad Najgorszym człowiekiem na świecie pracowałam 6 lat, bo czułam, że mam bardzo dobry temat, że mam do napisania coś, o czym nikt nie napisał. Chciałabym znowu poczuć, że mam taki temat. Strasznie ważne jest też poczucie, że masz adresta, Schulz pisał najpierw „Sklepy cynamonowe” w formie listów.

Kto był adresatem Twojej książki?

Pisałam do wszystkich osób, które spotkałam na swojej drodze i które zadały mi pytanie „Jak to? Nie pijesz?”

Rozmawiałam z wieloma osobami, którym bardzo podobała się Twoja książka i wszyscy mówili, żeby chcieliby zacząć bawić się bez alkoholu, ale nie bardzo wiedzą od czego zacząć.

Myślę, że trzeba zacząć od pogodzenia się z tym, kim się jest i że nie jest się najbardziej przebojową dziewczyną na Placu Zbawiciela albo najfajniejszym chłopakiem na ASP i potem rozmawiać z ludźmi. Całkiem dobrze bawię się chodząc po muzeach, czy na różnego typu wykłady i odczyty. Mam dwie przyjaciółki, które też nie piją, każda z innego powodu. Z nimi spędzam dużo czasu, mamy np. nieoficjalny DKF, na którym oglądamy tylko złe polskie filmy albo gramy w planszówki. Pewne wyzwanie stanowi tańczenie na trzeźwo.

foka

A jak Ci się gra imprezy w teamie DJ-skim BADBITCHES?

Od drugiej w nocy jest naprawdę mrocznie. Bardzo pomaga mi, że przez dwa lata ćwiczyłam boks w dziewczyńskiej grupie Otwarte Serca, Zaciśnięte Pięści. Nie dlatego, że czuję, że mogę kogoś uderzyć, tylko dlatego, że dziewczyny mają taką, mam wrażenie kulturowo narzuconą, rolę osób przepraszających. Takich, którym ciężko powiedzieć w zdecydowany i ostry sposób: „odsuń się”. Ćwiczyłyśmy takie komunikaty na zajęciach, ja się tego po prostu nauczyłam. Nie prowadzę rozmowy, tylko wydaję prosty komunikat: „Nie możesz tutaj być. Odsuń się”. Kolesie są zawsze strasznie zdziwieni, ale słuchają. DJ Iwona, druga połowa BADBITCHES, też jest abstynentką, a tańczy w sposób bardziej szalony, desperacki i mocniejszy niż ja. Jestem teraz trochę zmęczona graniem, dlatego mam wrażenie, że na jakiś czas zawiesimy działalność.

Zajmujesz się wieloma rzeczami jednocześnie – piszesz felietony, rysujesz, grasz imprezy, nagrywałaś też vlogi i prowadziłaś Instagram pod nazwą Mroczny Mściciel z ciuchami z lumpeksów. Nie myślałaś o skupieniu się na jednej rzeczy? Stereotypowym marzeniu o siedzeniu w domku w górach i pracy nad dziesiątą powieścią?

Lubię robić dużo różnych rzeczy jednocześnie. W domu w górach też mogłabym siedzieć, ale myślę, że po dwóch miesiącach bym tam zwariowała. Oczywiście dziesiątą powieść też chciałabym kiedyś napisać, ale w moim przypadku pisanie to taki rodzaj objawienia. Na pewno chciałabym się czuć szanowana, to element lęku o status. Cały czas się boję, że to co robię jest niepoważne, że moja książka jest właśnie „nie wiadomo jaka” i jakbym dostała np. Paszport Polityki, to może by się wszyscy odpierdolili. Wydaje mi się, że to dość normalne lęki, tylko nikt jakoś o nich nie mówi, ale wiele piszących osób podskórnie je odczuwa. Moim największym marzeniem byłoby chyba po prostu mieć wszystko w dupie.

No właśnie – z jednej strony wiele piszesz i mówisz o tym, że przejmujesz się krytyką, czy po prostu tym, że ludzie są niemili, a z drugiej strony wystawiasz się, dajesz im miejsce, gdzie mogą Cię zranić.

Chyba po prostu nie umiem inaczej, może to lekko destrukcyjna tendencja. Co do szczerości i „bycia miłym” – no bullshit quality. Kiedy widzę, że ktoś jest takim trochę ściemniaczem, to jasne, mogę sobie myśleć, że szkoda, że się jeszcze nie otworzył, może wszystko przed nim. Ale rozmowy polegające na tym, że ludzie sobie dopierdalają, niby sobie żartując strasznie mnie nudzą. W ogóle w czymś takim nie partycypuję.

rozmawiała | Helena Łygas

zdjęcie | Piotr Herzog

Oceń artykuł