Grubson: zgrywanie klipów na VHS, MySpace i „Gatunek L”

Mężczyzna w czapce i koszulce stojący na tle dziurawej ściany

Pierwsza styczność GrubSona z kulturą Hip-Hop & Rap odbyła się w 1993 roku. Zawdzięcza to swemu starszemu bratu – Hudemu, który promował tę niesamowita kulturę w rodzinnym mieście – Rybniku, prowadząc pierwsze imprezy tzw. Rapoteki z kaset magnetofonowych. Teraz, kilka tygodni po premierze nowego krążka Gatunek L, rozmawiamy z Grubsonem o tym, gdzie jest szczyt, jak to jest z ziołem wśród raperów, a także jakie ma plany na kolejne miesiące.

Tomasz, gdzie jest szczyt? (śmiech)

Najbliższy to szczyt – Hołdy jakieś 6 km od mojego domu (śmiech)

Pierwszy swój album wydałeś w 2009 roku. Jak w dwóch zdaniach streściłbyś te 8 lat?

Niezapomniana przygoda życia, która wzbogaciła mnie o nowe doświadczenia, nauczyła jeszcze większej pokory i cierpliwości.

Skąd tak naprawdę nauczyłeś się rapować i gdzie ma swój początek Twój unikalny styl? Kto dawał Ci wskazówki jak to robić? Jak operować głosem, jak oddychać, jak artykułować? Nie sądzę, że podpatrzyłeś z teledysków amerykańskich raperów? (śmiech)

Zawsze byłem samoukiem, oglądałem rapowe, zagraniczne teledyski, zgrywałem je na VHS, a potem na kasetę magnetofonową. Następnie fonetycznie zapisywałem ich teksty i rapowałem razem z nimi. Tak nauczyłem się szybkiego nawijania. Styl wyrabiałem latami, myślę, że nadal go szlifuję.

Najpierw rymy, potem bity?

Zależy od dnia, choć najczęściej rymy powstają do wybranego już bitu.

Sądzę, że z Rybnika niełatwo wypłynąć na szerokie wody. Co było przełomem w Twoim życiu?

Internet. Pamiętam jak założyłem konto na MySpace, gdzie ludzie odzywali się w sprawie koncertów. Potem YouTube plus poczta pantoflowa i poszło w świat.

Nagranie pierwszego albumy zajęło Ci ponoć 10 dni. Ile nagrywałeś aktualny krążek?

Nagranie pierwszej płyty zajęło mi faktycznie 10 dni ,ale dlatego, że płyta była już gotowa od 3 lat (śmiech), niektóre numery miały nawet 5 lat, więc wystarczyło wjechać do studia i nagrać wokale. Prace nad nowym albumem Gatunek L trwały prawie 2 lata, lecz samo nagrywanie wokali około pół roku.

Zgarnąłeś kilka złotych płyt, a nawet platyny za poprzednie albumy. W jaką barwę celujesz z Gatunkiem L?

…Celuje w prawdę #triple-double… …. czas pokaże.

Grubson, jak to jest z tym ziołem wśród raperów?

Trzeba by było się ich zapytać.

Wziąłeś tym razem na warsztat ciężką tematykę. Wynika to z dojrzałości, żalu czy trudnych życiowych przeżyć?

Z dojrzałości, doświadczenia a przede wszystkim obserwacji.

Restart wybrany na singiel, zupełnie nie przystaje klimatem do reszty płyty. Nie masz poczucia, że wprowadzasz ludzi w błąd?

Nie. Był to celowy zabieg, aby ludzie się zrestartowali przed tym, co ich spotka, #GatunekL (śmiech).

Znakomity Nie jestem mógłby być świetnym przesłaniem dla korpoludków, nie sądzisz?

Ostatnio często słyszę od znajomych czy też nowo poznanych, którzy pracują dla różnych korporacji, że ich marzeniem jest zaśpiewać przynajmniej refren szefowi prosto w twarz. Jednemu nawet się udało (śmiech).

Koncert czy studio?

Dwa różne światy, które idealnie ze sobą współgrają. Sam, na bezludnej wyspie buduję łódź, żeby wyruszyć nią po swoich ludzi, z którymi odkrywam nowe miejsca, poznaje nowych ludzi, wymieniam się energią, przekazem, po to, by znowu powrócić na bezludną wyspę i zbudować nową łódź.

Płyta się sprzedaje, koncertujesz, co dalej muzycznie?

Razem z Jareckim, BRK i zespołem Sanepid chcemy zamknąć się na jakiś czas w góralskiej chatce i zrobić wspólną płytę. Poza tym marzy mi się koncert z orkiestrą…a że marzenia się spełniają (śmiech).

Więcej informacji o płycie Gatunek L, znajdziecie bezpośrednio tutaj oraz na fanpage’u Grubsona.

Rozmawiał: Paweł Niedzielski
Zdjęcie: Mateusz Szeliga

Komentarze
Grubson: zgrywanie klipów na VHS, MySpace i „Gatunek L”
Oceń artykuł