Erling Kagge pyta: dlaczego nie potrafimy się już nudzić?

Lężąca na stole książka, obok kubek z kawą i roślina

Wyniki serii badań prowadzonych przez naukowców z uniwersytetów Virginia i Harvardu wykazały, że większość badanych odczuwa przykrość, gdy przebywa samotnie przez kilka minut w pomieszczeniu bez muzyki, czegoś do czytania, możliwości pisania czy dostępu do własnego smartfona.

Erling Kagge, pierwszy człowiek, który dotarł samotnie na biegun południowy, zdobył Mount Everest, biegun północny i dwukrotnie przepłynął Ocean Atlantycki. Książka Cisza, nie jest jednak książką podróżniczą. Cisza to, napisane w oparciu o doświadczenie podróży do najdalszych krańców Ziemi, świadectwo odcięcia się od świata. Na stu-kilkudziesięciu stronach książki autor wyjaśnia, czym tak naprawdę jest dzisiaj cisza, gdzie ją znaleźć i dlaczego jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Specjalnie dla Was, publikujemy jej fragment.

W przeciwieństwie do tego, co sądziłem, kiedy byłem młodszy, teraz uważam, że normalnym stanem w mózgu jest chaos.

Zrozumienie tego zajęło mi tyle czasu, ponieważ dni często mijają mi jakby ustawione na autopilota. Śpię, budzę się, sprawdzam komórkę, biorę prysznic, jem i idę do wydawnictwa. Odpowiadam na wiadomości, chodzę na spotkania, czytam i rozmawiam. Oczekiwania moje i innych ludzi co do danego dnia sterują godzinami aż do chwili, kiedy znów kładę się spać.

Ale od czasu do czasu zdarzy mi się wypaść z codziennego kieratu, nagle okazuje się, że siedzę cicho w jakimś pokoju, sam, bez żadnego celu, nie mam na co patrzeć, i właśnie wtedy ten chaos się objawia. Trudno tylko tak siedzieć. Zaraz nadciągają pokusy, żeby coś wymyślić. Mózg, który tak świetnie działa na autopilocie, nagle przestaje pomagać. Niełatwo tkwić bezczynnie, kiedy nic się nie dzieje, panuje cisza, a człowiek jest sam. W takich sytuacjach często decyduję się na zrobienie czegoś, zamiast wypełniać tę ciszę sobą. Prawie niezależnie od tego, czym jest to nowe wymyślone zajęcie.

Z czasem zrozumiałem, że to przyczyna wielu moich problemów.

Oczywiście nie ja pierwszy to wymyśliłem. Filozof i teoretyk nudy Blaise Pascal przedstawił to już w siedemnastym wieku: „…całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, że nie umieją pozostać w spokoju i w izbie”. Tak więc dyskomfort płynący z przebywania w samotności i milczeniu nie pojawił się wraz z telewizją w latach pięćdziesiątych, Internetem w latach dziewięćdziesiątych czy ze smartfonami ostatnio, lecz istniał również w czasach Pascala.

Coraz nowe możliwości zajęcia czymś myśli – serialami telewizyjnymi, tabletami, telefonami i grami – sąbardziej konsekwencją potrzeb, z jakimi jesteśmy stworzeni, niż przyczyną. Niepokój, który odczuwamy, towarzyszył nam od wieków, to nasz stan naturalny. Pascal pisał, że teraźniejszość nigdy nie jest naszym celem. W odpowiedzi stale wymyślamy nowe zajęcia, które odciągają uwagę od nas samych.

Rzecz jasna możliwości zakłócania spokoju dramatycznie wzrosły w ostatnim stuleciu, a rozwój podąża dalej w tym samym kierunku. Żyjemy w epoce hałasu. Cisza znalazła się pod presją.

Steve Jobs, współzałożyciel Apple, rozumiał nie tylko zalety wykorzystywania technologii, w której wynalezieniu sam uczestniczył, lecz również związane z tym zagrożenia. W konsekwencji zażądał, aby jego własne dzieci miały ograniczony dostęp do produktów firmy Apple. Bardziej wierzę Steve’owi Jobsowi jako odpowiedzialnemu ojcu rodziny niż wizjonerowi, specjaliście od marketingu noszącemu to samo nazwisko.

Według wielokrotnie przytaczanego badania my, ludzie, mamy gorszą zdolność koncentracji niż złota rybka. Obecnie ludzie tracą koncentrację po ośmiu sekundach – w porównaniu z dwunastoma w roku 2000 – natomiast przeciętna dla złotej rybki to dziewięć sekund. A złota rybka, jak wiadomo, zajmuje w łańcuchu pokarmowym niską pozycję. Przypuszczam, że badania złotych rybek są bardzo ograniczone, więc wyniki dotyczące tych stworzeń należy przyjmować z pewną dozą nieufności. Mimo to wspominam o tym badaniu z uwagi na konkluzję dotyczącą nas, ludzi: w miarę upływu sekund coraz trudniej nam skupić uwagę na tym samym temacie.

Echo słów Pascala odnajdujemy u pisarza Davida Fostera Wallace’a z mojego pokolenia, gdy w jednej z notatek pisze:

„Błogość – chwilowe poczucie radości i wdzięczności za ten dar, jakim jest życie i świadomość – znajduje się po przeciwnej stronie dławiącej niszczącej nudy. Przyjrzyj się uważnie najbardziej nużącej rzeczy, jaką potrafisz wymyślić (zeznaniu podatkowemu, rozgrywce golfowej w telewizji), a nuda, jakiej nigdy wcześniej nie zaznałeś, zaleje cię i o mało cię nie zabije. Wytrzymaj to […], a poczujesz się tak, jakbyś po wielu dniach spędzonych na pustyni wreszcie napił się wody”.

Rozwiązanie proponowane przez Wallace’a polega na zaakceptowaniu znudzenia i wykorzystaniu go do czegoś. Do funkcjonowania w środowisku, które wyklucza witalność i ludzkie potrzeby. Do oddychania bez powietrza.

„Umiejętność – wyuczona albo wrodzona – znalezienia przeciwieństwa rutyny, tego, co nic nie znaczy, nic nie wnosi, jest powtarzalne lub bezsensownie złożone. Krótko mówiąc niezanudzalność”.

Zatrzymałem się przy „niezanudzalności”.

A może powinno być odwrotnie, może dobrze by było, gdyby ludzie mieli możliwość trochę się ponudzić? Nie podłączać się do wszystkiego. Zatrzymać się i zastanowić nad tym, co się właściwie robi. Wydaje mi się, że dla Wallaca też to było istotne. Jeszcze jako mały chłopiec, kiedy chodził do szkoły, wyjawił matce swoją wielką ambicję: „Chciałbym wystawić wspaniałą sztukę teatralną, która jednak zacznie się dopiero wtedy, gdy wszyscy, z wyjątkiem jednej osoby, już wyjdą z teatru, bo tak zdążyli się wynudzić, że zrezygnowali z przedstawienia”.  Podoba mi się myśl o tym, że wystarczy jedynie wytrzymać.

Więcej informacji o książce znajdziecie na stronie Wydawnictwa Muza.

Komentarze
Erling Kagge pyta: dlaczego nie potrafimy się już nudzić?
Oceń artykuł