Dres spoko jest

Dwie starsze kobiety ubrane w dresy z włóczką i szydełkami w ręku

Kresz, szelest, ortalion, oldskulowe spodnie z trzema paskami, szara bluza z kapturem…Do wyboru, do koloru, dla wszystkich. Bo tak w życiu, jak na ekranie, dres to zbroja ulicznego wojownika, a dla kontrastu – czasem również mundur funkcjonariusza prawa. Dres może byc osiedlowy i godzien szacunku, jak ten w rymach chłopaków z Molesty, ale może też być różowy i uroczy. Bo dres to nie ubiór, tylko stan umysłu.

GANGSTA DRES

Kojarzy się z tymi wszystkimi ekranowymi mafiozami, chłopakami z ferajny i wielopokoleniową rodzi-ną Soprano. Świętej pamięci James Gandolfini zabrał nawet dres Tony’ego z planu i nosił go prywatnie. Nosił go Al Pacino w „Donniem Brasco” (ekranowe lata 70.), a nie dalej jak wczoraj, w „Drive” nosiła go ta łysa miernota na usługach Berniego Rose’a, prawdziwego twardziela o brudnych rękach, lecz, o dziwo, zawsze w eleganckiej koszuli.

Dresy nosi też, jak sama nazwa wskazuje, rosyjska „Tracksuit Mafia” z sąsiedztwa, odwieczni przeciwnicy Hawkeye’a w komiksie Matta Fractiona, bro. Taki dres jest przede wszystkim użyteczny. Nie warto też pytać, czemu jest noszony, bo w najlepszym wypadku odpowiedź będzie brzmiała: „Bo tak. A co, problem?”. Choć całe szczęście lekki szelest kreszu może utrudniać ciche nadejście karzącej ręki ulicznej sprawiedliwości, na pewno nie krępuje ruchów. I sprawia, że to nie są zwykłe ruchy – to są „te kocie ruchy”, którymi zajawiał się wannabe gangster Bolec.

Grupa mężczyzn

DRES-ZBROJA

To, że żółty dres sprzyja zakrzykowi „ha-dzia!”, udowodnił Bruce Lee w „Grze śmierci”, a nielicznym nieprzekonanym pomogła kopniakiem Czarna Mamba w „Kill Billu”. Nie od dziś wiadomo, że jeśli chcesz w spokoju zasiąść w dresie, najpierw szykuj się do wojny. Założenie dresu to bowiem początek misji, choć może też oznaczać jej koniec (jak dres w kolorze limonki dla bezimiennego bohatera „Limits of Control” Jarmuscha).

Ci, którzy w dresie wchodzą na pole bitwy, przy okazji promują sztuki walki i aktywny styl życia. Bo dresowi-zbroi blisko do pierwotnej funkcji dresu – ubio-ru treningowego, sportowego, joggingowego. Może mieć on jednak przy okazji wymiar mocno metaforyczny. Pozwala zawsze być zwartym i gotowym, podtrzymuje stan podwyższonej czujności. Tak działają dresy Chaza Tenenbuma i jego synków w „Genialnym klanie” Wesa Andersona. Tragedia (tu: katastrofa lotnicza, która zabrała matkę i żonę) może się nie powtórzy, ale jeśli nawet – Chaz, Ari i Uzi czekają w bloku startowym i są 24h/dobę gotowi do ucieczki.

Kobieta z mieczem w żółtym dresie

DRES Z POLICJI

To zastępczy mundur, jak ten, który zakłada Bradley Cooper w „Drugim obliczu”. Żeby nie było zmyłki, jego spodnie z gumką przyozdabia ogromny napis POLICE i policyjna tarcza, a ortalionowa góra synchronizuje się kolory stycznie. Akcja długaśnego filmu Cianfrance’a toczy się na tym etapie gdzieś w głębokich latach 90., gdzie jeszcze nikogo ten typ ciuchów nie gorszył, a w dresie wypadało wpaść nawet do biura komendanta. Wtedy jeszcze dres nie został uznany (jak AD 2013) za najgorszy modowy wynalazek ostatnich 50 lat (gonią go poduchy w marynarkach i spodnie-marchewki).

Dziś, jeśli gliniarz chce założyć dres, musi to zrobić bardziej transparentnie. Bez krzykliwości i tak, by wtopić się w szary tłum. Najlepiej, żeby jego dres był klasyczną szarą bluzą z kapturem, jak ta, którą zawsze (nawet w S03) ma w bagażniku detektyw Stephen Holder w amerykańskim „Dochodzeniu”. Jego bluza przy-najmniej trochę chroni przed strugami deszczu zalewającymi najsmutniejsze na świecie Seattle. Szkoda, że nie ochroni przed niczym innym.

Mężczyzna siedzący przy biurku w bluzie od dresów

DRES FOREVER

Granica między relaksem a godzinami pracy w przypadku dresu często się zamazuje, podobnie jak rozróżnienie na strój na świątek, piątek i niedzielę. Dres może być ciuchem codziennym, ale trzeba umieć go nosić. Jeśli wykorzysta się jego potencjał, można osiągnąć wielkie rzeczy. Spójrzmy tylko, proszę ja was, na Bena Afflecka. W „Buntowniku z wyboru” grany przez niego Chuckie Sullivan nosił ortalion, półgolf i złoty łańcuszek. Dziś jego „Argo” ma na koncie Oscara, a on sam zagra Batmana, z tracksuitu wskakując w batsuit. Niezły apgrejd dla chłopaka z sąsiedztwa. Tymczasem Ali G, czy jest in da house, czy nie, nie rozstaje się z dresem kanarkowym (czasem na specjalne okazje zakłada złoty).

Silny (filmowy) nosi dres biało-czerwony, jakby to były jego barwy ochronne, a Jennifer Lopez i Paris Hilton do perfekcji opanowały sztukę noszenia różowego dresu z misia. Trochę tandetnie, mogłoby się wydawać. Nic z tego. Po tym jak dres został podciągnięty pod kategorię retro (a co retro, to fajowe), rozpościerają się przed nim perspektywy szerokie. Nie ucieszy się więc Victoria Beckham, która niegdyś zapowiedziała, że nigdy nie założy dresu, bo zbyt kocha modę. Szafiarki donoszą bowiem, że dres właśnie zalicza skok z lumpeksowego boksu „każda rzecz 2 PLN” na poziom haute couture i pojawi się w najnowszych kolekcjach wielkich domów mody.

Co było do udowodnienia: dres jest spoko.

Ta sama dziewczyna w trzech różnych dresach

Tekst: Kaja Klimek

Zobacz także:
Burton wypuszcza zimową kolekcję inspirowaną „South Parkiem”
„Vogue” ogłasza, że dekolty są passé
Thrasher nie dla celebrytów

Komentarze
Dres spoko jest
Oceń artykuł