Moda ma smutne oczy

W kampanii rosyjskiej marki ZDDZ operator pyta modela, czy ten kiedykolwiek miał depresję, a uroczy chłopak o aparycji Apolla stwierdza bez ogródek: „Jasne, że tak. Ale kto jej nie miał?”. W modzie problem ten dotyczy właściwie wszystkich i wszystkiego. Każdego jednak w nieco inny sposób.

Co łączy Sylvię Plath, Lanę del Rey, Marilyn Monroe, Virginię Woolf, Brittany Murphy i Persefonę? Wszystkie były smutne. Wprawdzie nie płakały na każdym kroku, ale zdecydowanie wiedziały, że nie muszą być cały czas uśmiechnięte i szczęśliwe. To nienaturalne. Nie możesz nosić wiecznie uradowanej maski, bo zwariujesz. „Myślę, że kobiety, które nie płaczą, są głupie” – mówiła Angela w filmie Godarda Kobieta jest kobietą. W ten sposób pokazała, co myśli o ideale silnej, współczesnej dziewczyny. A był to ledwie rok 1961.

Bunt w podobnym duchu uprawia na swoim Instagramie Audrey Wollen, twórczyni Sad Girl Theory. Artystka od pewnego czasu sukcesywnie zalewa internet swoimi zdjęciami, gdzie pozuje często w bieliźnie albo dokleja swoje nieidealne ciało do klasycznych obrazów. Teoria smutnej dziewczyny ma być w pewnym sensie projektem badawczym, traktującym kobiece cierpienie jako rodzaj oporu. Dla niej smutek to bunt przeciwko uprzedmiotowieniu. Dlaczego Instagram? Odpowiedzieć można pytaniem: A gdzie wyidealizowany wizerunek liczy się bardziej niż na Instagramie? Wollen szybko znalazła ogrom zwolenniczek.

manifest sad girls y que

O podobne rzeczy, choć z nieco większym zapleczem, walczą członkinie kolektywu Sad Girls Y Que. Już od progu na ich stronie internetowej wita nas slogan: „cos ur a sad girl and u know it”. Grupa zajmuje się zgłębianiem różnych przyczyn niezadowolenia, by ostatecznie stwierdzić: „Jesteś smutna, ponieważ koniec końców mówią ci, że nie masz powodów, by się smucić”. Kontekst budowany jest przez szczególne miejsce – pomysłodawczynie zebrały się bowiem w okolicach Tijuany, gdzie mordowanych jest kilka kobiet dziennie. Mimo to, choć zainspirowane filmem Mi Vida Loca, dziewczynami Chola i Seleną, buntują się tylko (a może aż?) przez swój smutek i sposób ubierania. „Nosimy róż, brokat, ale wciąż jesteśmy bystre i mamy moc” – przyznają. Dla nich namalowane na policzku łezki to symbol siły, a nie depresji.

dziewczyny w rozowych ubraniach z napisem SAD

I jedne, i drugie smutne dziewczyny są w swoim stylu ubierania dość nostalgiczne. Noszą koszulki z Czarodziejkami z Księżyca, pastele, bransoletki z literkami, serduszka. Z drugiej strony rozciągnięte swetry, bluzy z kapturem, sukienki w stylu lat 60. – wszystkie rzeczy są jednak silnie sfeminizowane. To też odbiorczynie sprzedawanych na Etsy koszulek ze smutnym emocji czy z napisem: „Sad girls smoke a lot” czy tych od Dolls Kill, O-mighty albo Nylonu.

Dzieciaki w depresyjnych ciuchach

Z drugiej strony mamy szwedzkiego rapera Yung Leana i jego zespół Sad Boys, wokół którego wykształciła się subkultura o jakże oryginalnej nazwie: sadboys. Ava Nirui nazwała ich w swojej analizie odpowiedzią pokolenia „Z” na przestarzałe emo. Słuchają zupełnie innej muzyki, ale wciąż jest im „pięknie smutno” i dalej przywiązują ogromną uwagę do wyglądu. Dziennikarze z Complex określili ten styl jako „normcore-ish sporstwear, do-or-die minimalist”. Lean, poza Windowsem 95 i napojem Arizona, chociaż wyglądem przypomina nałogowego gracza Tibii, ma też swoje ulubione marki modowe: The North Face, Nike, Uggs, Armani, Shallowww, Polo Sport czy D.TT.K.

chłopcy ubrani na czarno

Dla rapera w buckecie sadboys są jednak jedynie nazwą towarzyszącego mu zespołu. „To tylko dwa słowa połączone ze sobą” – mówi, udowadniając, że nie chodzi o odzwierciedlanie stanu emocjonalnego. Mimo to Smutni chłopcy mają swoje sadgirls i wszyscy wspólnie wzdychają do rzymskich kolumn, telefonów z klapką, Windowsa 95, smutnego rapu i brzydkich na pierwszy rzut oka ubrań.

Jakby dopiero co przestali płakać wyglądają modele i modelki występujący w jednej z ostatnich kampanii marki ZDDZ, Help Yourself. Film, nagrany kamerą VHS, przypomina dokument o depresji rosyjskich nastolatków. Bohaterowie, ubrani w rzeczy z nowej kolekcji, opowiadają o smutku i złym samopoczuciu. „Boję się zostać sama” – mówi jedna dziewczyna. „Każdy z nas jest podatny na zranienie” – przyznaje rudzielec w przydużej marynarce, na której widnieje naszywka Help Yourself. „Czy kiedykolwiek miałeś depresję?” – pyta ktoś zza kamery, a uroczy chłopak o aparycji Apolla stwierdza bez ogródek: „Jasne, że tak. Ale kto jej nie miał?”. Dziewczyna z napisem Love Your Nervous System na kapturze bluzy wymienia leki, jakie brała. Klip jest równie dziwny co ubrania – pełne depresyjnych napisów i zadziwiających łączeń.

rosyjski blond model w niebieskiej kurtce

To nie wszystko. Dwa lata temu na stronie Urban Outfitters można było kupić czarno-biały crop top cały zadrukowany różnymi wielkościami jednego słowa: „depression”, wyprodukowany przez markę modową o tej samej nazwie. Koszulkę szeroko komentowano, bo okazało się, że napis jest niewygodny i może ranić, razić, a nawet przerażać. Tym bardziej, że w sklepie pojawił się tylko ten jedyny, konkretny produkt marki. Obecnie Depression nadal ma w swojej ofercie rzeczy czarno-białe, jednak zdecydowanie mniej stawiające na tanią kontrowersję.

Płacz na wybiegu

Co innego smutek w wersji brokatowej albo zafarbowany na czarno, a co innego smutek na wybiegu. Projektanci depresyjność i melancholię przetrawiają na swój sposób i tworzą inspirowane nimi kolekcje. Prosty przykład – The Tears Dress Elsy Schiaparelli, do której łzawy print został zaprojektowany przez przyjaciela projektantki, Salvadora Dalego. Sukienka była częścią słynnej Circus Collection i musiała zrobić piorunujące wrażenie na wybiegu, bo sam pokaz był dość radosny i brali w nim udział, poza modelami, akrobaci i cyrkowe zwierzęta.

długa suknia z welonem w print łez

Kilka sezonów temu na wybiegu Prady pojawiły się sukienki z kryształków imitujących łzy. Zamiarem Miucci Prady było skupienie się na tym, jak wygląda dziś życie, a składa się ono przecież ze wzlotów i upadków. Nie można zapomnieć też o Victorze Nazarence, który stworzył surrealistyczny kostium przedstawiający Boginię depresji. Postać ma kapelusz, przypominający ciemną chmurę, z której zwisają sznurki. Ozdobiono je setkami kropli, które kojarzą się właśnie ze łzami.

Depresja w modzie istnieje, ale jeśli nie jest napisem na koszulce, nie mówi się o niej zbyt wiele. Występowanie jej jest jednak logiczne – tempo branży zatrważa. Projektanci rzucają pracę (jakiś czas temu Alber Elbaz odszedł z Lanvin, a Raf Simons z Diora), nie dają rady, oczekiwania sięgają zenitu. Jest wśród ludzi mody znana anegdota z życia McQueena: po jednym z pokazów podszedł do niego krytyk Godfrey Deeny i stwierdził, że zaprezentowana kolekcja niestety nie była jego najlepszą. W odpowiedzi projektant zaczyna płakać. „Teraz zadowalasz wszystkich” – skomentował jego pokazową wpadkę nieco później dziennikarz Dazed. „Wszystkich, poza mną” – odrzekł mu McQueen. Był on chyba zresztą najbardziej znanym depresyjnym projektantem, jego dzieła przepełniał smutek, a w końcu przez ten smutek odebrał sobie życie. Isabella Blow też nie dawała rady i próbowała kilka razy, aż się udało. Ale nie tylko oni.

„Prawie skończyłem w szpitalu psychiatrycznym lub sześć stóp pod ziemią” – powiedział przemęczony nawałem pracy Galliano po tym, jak zwolniono go z Diora. Załamanie nerwowe zaliczył też, mimo ogromnych sukcesów zawodowych (a może właśnie przez nie), były dyrektor kreatywny Balmain, Christophe Decarnin. I cała rzesza innych osób. Mówi się przecież, że kreatywność i wybitne zdolności są naturalnie związane z depresją i chorobami psychicznymi.

modelka płacząca na wybiegu jil sander

Gdy młodziutka Auguste Abeliunaite płakała, prezentując na wybiegu ubrania Jil Sander, wytłumaczono to ostrym światłem i wrażliwymi oczami. Piero Piazzi, agent litewskiej modelki, zapytany dlaczego mimo to wyglądała na otępiałą ze smutku, stwierdził: „Dziewczyny ze Wschodu po prostu mają smutne oczy”. Jak było naprawdę, nie wie nikt. Zdaje się jednak, że smutek jest na tyle subiektywną kategorią, że każdy sam wie, czy rzeczywiście chce nosić koszulkę z napisem: „Always Sad”.

tekst | Aleksandra Zawadzka

ilustracja | Tomasz Wagner

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera