Lilu: Rap mnie kocha

Słuchacze dyskutując o królowej polskiego hip-hopu, odruchowo wskazują na dwie ksywki – Lilu i Wdowę. To ciekawe, zwłaszcza że pierwsza z pań, wykształcona muzycznie, nieprzejmująca się gatunkami muzycznymi Łodzianka, niedługo wydaje w oficjalnym obiegu dopiero pierwszą czysto rapową płytę. A do tego zapowiada, że to… ostatnia. Od tego zaczynamy rozmowę.

Naprawdę „Outro” zakończy twoją hiphopową dyskografię? Dlaczego?

To długi temat, dogłębnie poruszam go na albumie. Muzyka jest niewdzięczną sztuką jako taka, więc nie wiem, czy będę miała ochotę nagrywać jakiekolwiek krążki. Nie powiem, że nie, bo nie chcę niczym Jay-Z czy Michael Jordan wrócić po czterdziestce z nowym materiałem, mówiąc, że nie mogę bez tego żyć, ale to za dużo roboty jak na moją małą głowę, za bardzo się stresuję. Planuję za to grać koncerty, uwielbiam to robić. I przyjmować zaproszenia do cudzych kawałków, choć na pewno nie będzie już jak w latach 2003-2004, kiedy byłam wszędzie i nagrywałam wszystko. Nie mam na to czasu, chciałabym postawić na działce mały domek, wyjść za mąż, może urodzić dzieci.

Hip-hop wydaje się prosty, ale to ciężki kawałek chleba.

Niby można żyć, żując go, ale na pewno nie na takim poziomie, o którym rymował Eis. Wszystkim piszącym do mnie dzieciakom, pytającym jak się wybić w rapie, wybijam z głowy ten pomysł. Również dlatego, że mówimy o trudnej sztuce. Napisanie dobrego rapowego numeru zajmuje mi dziesięć razy więcej czasu, niż napisanie dobrej piosenki. Bo złą to piszę w pięć minut z kieliszkiem wina w ręku.

Tak cyzelujesz swoje rymy?

Bardzo. Jeżeli robię album i każę ludziom za niego płacić, muszę mieć pewność, że to najlepsze, co mogę im dać. Bywa, że siedzę nad kawałkiem miesiąc, dopieszczając wszystkie jego aspekty. Zato mogę obiecać, że słowa na nowym krążku będą przemyślane w każdej jego sekundzie, zaś wersy – bogate w znaczenia. Wkręciłam sobie, że wrzucę złożone porównania, wrócę do stylówki rapowej wymagającej intelektualnie. No i się męczę. Poza tym fajnie jak wymyślisz linijkę w stylu „Ten chleb powszedni to nie bułka z masłem”, gorzej jak nikt tego nie zauważy.

O to właśnie chodzi, o docenienie?

Nie tylko. Ludzie czasem nie mają serca. Nawet jeśli 99% moich słuchaczy lubi mnie i szanuje, to ja i tak zapamiętam ten 1%, który mówi coś przykrego. Jeśli o mnie chodzi, to jeszcze pół biedy, gorzej gdy o tych, którzy mi na tej drodze towarzyszą. Źle to znoszę. Brak kultury zabija tę hiphopową kulturę. Do tego sama muzyka rozwija się w innym kierunku niż bym chciała. Widzisz, ja lubię śpiewać, cenię sobie ludzi dobrze grających na instrumentach. Tymczasem podsuwane nam przez Amerykanów wzorce są coraz bardziej elektroniczne. To nie do końca mnie przekonuje. Mam taki wers: „Może to lepiej, że nie jestem piękna / rap mnie kochał, szołbiz ledwie by się ze mną przespał”.

Ale kokietka!

Och, każda kobieta myśli o sobie, że jest za gruba. No, może z małymi wyjątkami. Mamy w charaktery wpisane niską samoocenę.

No ale nie zrzucisz na samoocenę swojego aktu rapowej kapitulacji. I to po tylu latach walki!

Moment, przecież jeszcze nie postawiłam kropki nad „i”! Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Stwierdziłam, że zrobię najlepszą rapową płytę w swojej historii i dopiero wtedy powiem „dziękuję”, wiedząc, że nic więcej w tym temacie nie osiągnę.

Hmm, to będzie pierwsza rapowa płyta w twojej historii. Na „La” i „C/A” rap był tylko jednym z bardzo wielu elementów.

Na „legalu” tak, choć nie zapominaj o tym, co działo się w podziemnym obiegu. Epki z Rufikiem i Kadą były rapowane, o starociach takich jak nagrywki Aqratt czy rzeczach sygnowanych jeszcze jako Leeloo nie mówiąc. Tak to już ze mną jest, że zawsze mam dwadzieścia tysięcy pomysłów na albumy. Mogłabym nawet zacząć tu wymieniać płyty, które chciałabym zrobić: jedna folklorystycz-na, jedna soulowa, inna w klimatach Black Keys, a to tylko początek. Z samego początku wszystko idzie świetnie, ale potem się zacinam. Nie umiem jechać jednym pasem, jest lewy, prawy, migacz i zawracanie na ręcznym.

Trudno być Lilu?

Dziesięć lat temu powinnam zacząć robić dziesięć płyt. Teraz bym je pewno kończyła i wszystkie by były spójne, a nie że dwie strasznie eklektyczne, po których ludzie nie mają pojęcia, co tu jest grane. Niby barwa głosu i stylówka jest wspólnym mianownikiem, jednak nie wiadomo, jak tego słuchać. Ja kiedyś mówiłam, że zawszę mam wenę, tylko nie zawsze wiem do czego. To może być rap, soul, funk, ale też pranie bądź prasowanie. Siadam pisać rymy, ale po głowie skacze mi myśl, że jeszcze trzy prania muszę zrobić. Za to jak zaczynam prać, to stary, jak ja piorę! A wracając do kwestii muzycznych – tak, trudno być mną, ale to uczucie, że tak naprawdę możesz zrobić wszystko, co sobie tylko wymyślisz, i we wszystkim jakoś tam się odnajdziesz, jest zajebiste.

Jak udało ci się zatem nagrać jednorodną hiphopową płytę?

Oj, wcale nie jestem pewna, że mi się udało, bo wiesz, są dwa takie bonus tracki (śmiech), ale o tym zaraz. Na początku napisałam sobie zalążki tekstów, potem zaczęłam zbierać bity. Bardzo dokładnie mówiłam producentom o co mi chodzi i oni właśnie takie rzeczy przysyłali. Tempo 90, taki normalny, klasyczny rap. Oczywiście, będąc muzykiem, nie mogłam nawijać kładąc ciągle akcent w jednym miejscu. Zeus, kiedy zapraszałam go, by się dograł, zwrócił uwagę na to, że w każdym numerze mam inne flow, inny układ rytmiczny. Myślę, że całość trzyma się kupy, a przy tym nie jest monotonna. Skoro będzie paręnaście spójnych numerów, to chyba wybaczą mi wybryki na koniec (śmiech). To właśnie te bonusy, jeden wziął się na przykład stąd, że choć sprecyzowałem, co chcę dostać, to BRK wykazał inicjatywę i podesłał coś nadprogramowo.

Ze swoim stażem, mnóstwem gościnnych występów i bezkonfliktowym na niwie artystycznej stylem bycia możesz mieć na „Outro” wszystkich hiphopowych polskich gości, o jakich sobie zamarzysz. Taki muzyczny szwedzki bufet.

Trochę tak. Wiesz, że początkowo chciałam się obyć bez nich? Potem wymarzyłam sobie ulubionych raperów w jednym kawałku. Skoro to ostatnia taka płyta… Tym samym Te-Tris, PeeRZet, Wanxxx, Eskaubei i Proceente nagrali piękny, prawdziwie hiphopowy numer, z tym że nie można go było rozciągać w nieskończoność i featuringi się rozłożyły. Choć jest też jeszcze jeden taki mocno obsadzony utwór. Spotkają się w nim Marika, Aśka Tyszkiewicz, WdoWa i Ania Sool.

Jestem go bardzo ciekawy. Czujesz, że kobiecy rap urósł w 2013 roku w siłę? Wyszły albumy Guovy, Ryfy Ri, Mi-Li, Gonix, epka WdoWy, twój mixtape… Na tle tego, jak niewiele działo się wcześniej, to właściwie pospolite ruszenie.

Tak. Zauważyłam, że coś takiego się wydarza. Na szczęście w tym gronie jest parę zdolnych osób, bo inaczej moda na rapujące laski na zasadzie „nic się nie dzieje, wyciągnijmy z podziemia panienki” mocno by mnie zirytowała. Nienawidzę dzielenia rapu według płci, gadek w stylu „możesz z nami nagrywać, bo jesteś dziewczyną”. Walcie się! Albo mogę z wami nagrywać, bo jestem dla was dobra, albo nie chcę tego robić.

A co zadecydowało o takim a nie innym zestawie producentów? Przyznaj się, zaszalałaś?

Zaczęło się od bitów Kazzama, takiego gościa z Lublina. Zainspirowały mnie do tego stopnia, że chciałam całą płytę robić z nim. Ale po tym, jak przysłał pięć sztosów, dostarczył rzeczy, które nie motywowały mnie tak mocno. Zaczął zajmować się innymi sprawami, a ja postanowiłam popłynąć szerzej. Nie mierzyłam wcale mega wysoko, zaniżałam swoje możliwości. Pokazała mi to sytuacja z klipem. Zrobiłam go, wrzuciłam na swój profil na Facebooku i tyle. Ludzie zaczęli mnie męczyć, żebym napisała kilka słów na jego temat i wysłała informację do portali. Po dwóch dniach ustąpiłam i wzięłam się za to. W odpowiedzi przyszły maile o jednej właściwie treści: „Bardzo dziękujemy, że dałaś nam znać, ale twój teledysk już u nas wisi”. Cóż, mogłam uderzyć do większej ilości osób, ale i tak odezwałam się np. do Creona, którego osobiście nie znam. Ten gość jest po prostu niemożliwy! Poza tym nie polegałam raczej na internecie, prośby o bit pojawiały się przy okazji towa-rzyskich spotkań. Będzie coś od Urba, a jeżeli zdążę, to od Janka Wygi…

Wyga, Zeus… Widzę, że zadbałaś o łódzkie akcenty, podczas gdy dotąd scena w twoim rodzinnym mieście wydawała się podchodzić do ciebie z dystansem.

Tak się cieszyłam, że Zeus, że wreszcie mam w mieście kolegę do rapowania, można się spotkać na piwo, coś tam sobie popisać. Ta, jasne, ewentualnie raz w miesiącu i to na pół godziny. Zajęty facet. A co do Łodzi – uczepiłam się jej i nie mogę odzwyczaić. Czasem wyjeżdżam do Lublina albo na Śląsk, wszędzie jest ładniej, więcej pieniędzy, mniej dziur w drogach. Niedawno byliśmy w Czechach na Hip-Hop Kempie – żeby nie było wątpliwości, byłam tam tylko dziewczyną didżeja – i trafiliśmy do stolicy. Praga w kwestii zabudowań jest podobna do mojego miasta. Tyle że u nas lepiej nie wysuwać nosa poza Piotrkowską, nie mówiąc już o wsuwaniu go w bramy. A tam zagospodarowano każdy centymetr kwadratowy. Czekam, aż coś się w Łodzi zmieni. Ma wspaniały potencjał.

W potencjał swojej macierzystej wytwórni wydajesz się z kolei nie dowierzać. Album wydajesz sama, powołałaś w tym celu mikrolabel Pal 6.

Zawsze starałam się być niezależna. Współpraca z MaxFlo jest długa i dobra. Gadano, że zawalili mi promocję, ale ja wiem, że stanęli na rzęsach. Całą odpowiedzialność za płytę wzięłam na siebie, jeśli ktoś będzie miał zarzuty, niech postawi je mi. Poza tym nie chciałabym uchodzić za tę Lilu od Rahima. Lilu jest od Lilu. To już duża dziewczynka.

Naprawdę „Outro” zakończy twoją hiphopową dyskografię? Dlaczego?

To długi temat, dogłębnie poruszam go na albumie.
Muzyka jest niewdzięczną sztuką jako taka, więc nie wiem, czy będę miała ochotę nagrywać jakiekolwiek krążki. Nie powiem, że nie, bo nie chcę niczym Jay-Z czy Michael Jordan wrócić po czterdziestce z nowym materiałem, mówiąc, że nie mogę bez tego żyć, ale to za dużo roboty jak na moją małą głowę, za bardzo się stresuję. Planuję za to grać koncerty, uwielbiam to robić. I przyjmować zaproszenia do cudzych kawałków, choć na pewno
nie będzie już jak w latach 2003-2004, kiedy byłam wszędzie i nagrywałam wszystko. Nie mam na to czasu, chciałabym postawić na działce mały domek, wyjść za mąż, może urodzić dzieci.

tekst | Marcin Flint

foto | Kasia Sawicka

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera