Kilka słów na temat Rosji: wyobrażenia kontra rzeczywistość

Oglądam pocztówki z Moskwy i Petersburga. Są ładne, przyjemne, znajdują się na nich cieszące oko budowle i zastanawiam się czy faktycznie Rosja to kraj zapijaczonych meneli bezgranicznie ufających swojemu najwyższemu wodzowi, którzy nawet nie są świadomi tego, że żyją w skrajnej biedzie?

Znajdujący się we mnie ksenofob nie bierze innej opcji pod uwagę. Z drugiej strony lewacko-kosmopolityczna część mojej duszy zaprzecza temu, argumentując, że to taki sam kraj, jak Polska, tylko większy. I Tołstoja mieli, i Dostojewskiego, i Czajkowskiego. Przecież to ojczyzna geniuszy, a komunizm był w sumie ideą światłą. Która z tym dwóch skrajnych opinii jest prawdziwa? W momencie największej nagonki medialnej oraz wszechobecnego hejtu na ów kraj okazuje się, że żadna.

Po pierwsze: polityka. Gorący temat. Właściwie chyba jedyny, jaki poruszają obecnie polskie media w kwestii Rosji. Czy Rosjanie są zindoktrynowani? Po zapoznaniu się z obecnymi nastrojami społeczeństwa okazuje się, że niestety tak. Ludzie bez żadnych problemów mówili o Krymie jako części Rosji. Polakom trudno zrozumieć takie bezkrytyczne rozumowanie. Z kolei Rosjanie nie mogą pojąć naszego przeświadczenia o tym, że Krym należy się Ukrainie.

Twierdzenia o zasadności istnienia państwa ukraińskiego spotykają się z dezaprobatą, bo właściwie to przecież Rosja. Wspólne korzenie, wspólna historia, język też taki prawie wspólny, więc w sumie to wszystko wspólne. Takie opinie nie są wymysłem mojej wyobraźni. Tego rodzaju komentarze były wygłaszane bez żenady. Mimo to, trudno oprzeć się wrażeniu, że Polacy są w sumie bardziej zindoktrynowani od Rosjan, oprócz niechlubnych wyjątków. Przeciętny Rosjanin interesuje się polityką w stopniu umiarkowanym. Jak słyszy, że gdzieś tam na Zachodzie jacyś ludzie walczą, aby przyłączyć się do Rosji, to im kibicuje, ale nie bierze do rąk karabinu i nie kupuje biletu na następny pociąg do miejscowości, położonej jak najbliżej granicy rosyjsko-ukraińskiej. Oczywiście wierzy w to, że jego kraj jest tym dobrym, ale poza tym nic więcej nie robi.

Nie da się ukryć, że propaganda rosyjska doznała drastycznej przemiany, co widać przede wszystkim na przykładzie kultury. Istnieje kult wojny. Światowe można nazwać wręcz tematami wiodącymi. Powodzeniem cieszy się także 1917 rok. Bolszewicy – byli bohaterowie – obecnie są przedmiotem szykan. Komunizm, który wcześniej uchodził za ideologię-cud został zdeprecjonowany i uznany za haniebny. To w nim odnajdowane jest wszelkie zło, okrucieństwo, niewola. Rolę bolszewików przejmują białoarmiści, szlachta, ideały narodowe i tradycja.

Jednak na Placu Czerwonym ciągle jest jeszcze więcej czerwonych gwiazd niż prawosławnych krzyży. Podobno są plany, aby je zdjąć… kiedyś. Rodzi się pewien paradoks. W jeszcze konkretniejszej opozycji do trendu prawicowego znajduje się mauzoleum Lenina, czyli najbardziej mistyczne miejsce w Moskwie. Tam nie można poprostu wejść. Najpierw należy przejść przez dwie kontrole, wyjąć ręce z kieszeni, zdjąć czapkę i nie uśmiechać się, a już pod żadnym pozorem nie fotografować. Po wejściu do budzącego grozę, czarnego wnętrza można doświadczyć obecności Lenina, którego sylwetka skąpana jest w czerwonym świetle. Plany zburzenia mauzoleum i pochowania Lenina zgodnie z jego wolą zostały odrzucone. Dlaczego? Nie wiadomo. Jego kult jest ciągle żywy. Niemało instytucji nadal jest nazwanych jego imieniem, na ulicach można spotkać jego sobowtóry gotowe przyjąć opłatę za zrobienie selfie. Poza tym pomniki, kubki i koszulki.

Ludzie, którzy myślą, że Rosjan obchodzą zachodnie sankcje, są w błędzie. Dotyczy to przynajmniej Rosjan z Moskwy i Petersburga. Na logikę półki powinny być puste, ale nie są. W Rosji wszystko jest 10 razy większe, więc i towarów w sklepach jest 10 razy więcej. Pojęcie pustej półki nie istnieje, panuje dobrobyt. Rosjanie nie szczędzą pieniędzy na dodanie splendoru najważniejszym miejscom przez ich renowację, nie zaniedbują także oświetlenia. Jak coś ma robić wrażenie, to robi. Mylą się też ci, którzy głoszą tezę o moralnym upadku i genetycznie uwarunkowanym alkoholizmie obywateli Rosji. Styl życia w miastach niczym nie różni się od europejskiego. Trudno spotkać pijanego na ulicy. Zresztą przecież jakiś czas temu został wprowadzony zakaz sprzedawania alkoholu w godzinach 22.00-11.00, zatem w trunki wysokoprocentowe można się zaopatrzyć wyłącznie w barach i restauracjach. Tak przynajmniej jest w centrum. Im dalej od głównego punktu turystycznego tym ciemniej, bardziej brudno, a i alkohol łatwiej dostępny. Trochę jak w niektórych zapuszczonych częściach Warszawy późną nocą.

Najważniejsza sprawa to chyba jednak ludzie. Co oni czują? Czy nienawidzą? Czy tolerują Polaków? Nie tylko tolerują, w większości przypadków zapewniają nawet o swoim przyjaznym nastawieniu: “My was lubimy”. Raz tylko ochroniarz w klubie usłyszawszy od naszych rosyjskich przyjaciół, że jesteśmy z Polski skwitował to słowami „polska kurwa”, jednak później byliśmy traktowani jak bracia.

Mity o tym kraju nie mówią o cechach wspólnych. Raczej dzielą ludzi, za pożywkę mając plotki i historie patologiczne, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, czyli tak samo. Mnóstwo osób ignorując antypatriotyczny charakter tego czynu chodzi w zachodnich ubraniach, spożywa posiłki w sieciowych amerykańskich fast foodach, których jest na ulicach o wiele więcej niż w Polsce. Najpopularniejsze filmy w kinach też są produkcji amerykańskiej. Tamtejszy lifestyle to zachodni i bratni nam kulturowo konsumpcjonizm.

DAWAJ PAZNAKOMIMSIA
Mówisz do współpasażera w autobusie „Chodź się zapoznamy”, a ten patrzy na ciebie jak na kretyna. W jego oczach czytasz słowo na s… W Rosji jest całkowicie inaczej. Po krótkiej rozmowie proponujesz „Dawaj paznakomimsia”, rozmówca odpowiada „Nu dawaj”.

Budki z wódą na kieliszki na każdym rogu. Były jeszcze dziesięć lat temu, ale zlikwidowali.

Przejadą mnie na pasach? Nie przejechali. Mówiono mi, że w Moskwie nikt nie zwalnia na widok pieszego na pasach. Wyszedłem więc nocą na jezdnię bez pasów i nie przejechali. Nie polecam na głównych arteriach. Najszersze mają po siedem pasów w każdą stronę.

Kult Putina. Oczywiście, że jest. Jednak podobizny na gadżetach raczej nie znajdziecie. Widziałem T-shirty z wodzem w kilku miejscach i jeden słaby sklep z kubkami. Jednak nie ma co się dziwić w końcu ten gość przywrócił Rosjanom wiarę we własny kraj zrujnowany za czasów Jelcyna.

Styl. Fakt, w Moskwie można wyciągnąć aparat i nie patrząc w obiektyw zrobić zdjęcie co najmniej kilku Mercedesów na każdej ulicy. Na Ig obowiązuje foto z torbami zakupowymi drogich marek, Lambo, riwierą Francuzką itd., ale są też berlińskie looki. W Petersburgu na przykład moda na gołe kostki u chłopaków trzyma się nawet przy zerowej temperaturze. Gey skate rulez.

Kultura osobista. „Uważajemyje Pasażyry, ustąpcie miejsca starszym, inwalidom i kobietom w ciąży” – mówi głos w moskiewskim metrze. Pęd tłumu znacznie przewyższa warszawski. Schody ruchome jadą szybciej i jak nie ogarniasz to stara baba może cię z nich zepchnąć. Za jedynie 4 zł możesz jeździć metrem w kółko cały dzień i masz internet free. Najważniejsze arterie komunikacyjne Moskwy to Koło Sadowe i linia metra okalające centrum.

Petersburg. Miasto piękne, ale nie polecam odwiedzin jesienią. Weje tak zimny wiatr, że południowcom chyba krew zamarza. Relacja Petersburg – Moskwa jest identyczna jak stosunek warszawiaków do krakowian i wzajemnie. Jak spędza się czas wieczorem? Przy ulicy Łomonosowej znajdziecie baro-dyskotekę. Na dole dusza rosyjska wydziera się z płuc gawiedzi śpiewającej karaoke, a na górze gra zaskakująco dobra muzyka oraz podają drinki zmieszane z azotem podawanym w balonach… Gdy ładniejsze od pozostałych dziewoje zapraszają cię na sziszę, to nie dlatego, że jesteś zajebistym gościem. Po prostu wchodzisz na wyższy poziom wydatków.

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera