Annie Leibovitz: erotyzm, śmierć i dziewczyna

Od sławy bardziej interesuje ją bycie dobrą w swoim fachu. Nie boi się zakochać w ludziach, których fotografuje. Zasłynęła zdjęciami nagiej Demi Moore, będącej w zaawansowanej ciąży, i nagiego Johna Lennona, wraz z Yoko Ono, na chwilę przed śmiercią słynnego muzyka. Annie Leibovitz jest artystką wyjątkową i bezkompromisową. To prawdziwy fotograficzny heros

Wielu fotografów zapewne z zazdrością patrzy na „modelów”, których udało się jej uwiecznić – od pisarza Huntera S. Thompsona począwszy, przez boską Angelinę Jolie, na koszykarzu LeBronie Jamesie skończywszy. Fotografie autorstwa Annie Leibovitz przedstawiają zarówno wielkich celebrytów, jak i portrety bez ludzi czyurywki z jej prywatnego życia. Amerykanka portretowała nie tylko swoją rodzinę, ale też wielką przyjaciółkę, pisarkę Susan Sontag.

Zdjęcia rodzinne charakteryzuje przeważnie mały format i czarno-biały kolor. Co ciekawe, to Sontag jest autorką fotografii przedstawiającej nagą i ciężarną Annie Leibovitz. To prawdziwy rarytas. Przejmujące są natomiast fotograficzne arcydzieła portretujące zmagania tej pisarki z chorobą. Na cztery intymne i przejmujące zdjęcia składa się chociażby to, na którym widać, jak przykrywa dłonią amputowaną pierś, gdy leży w wannie. Nie brakuje też fotografii z chemioterapii i jej ciała, kiedy odeszła już z tego świata. Jakby tego było mało, kilka tygodni później na raka umarł ojciec Annie Leibovitz. Jego odchodzenie także zostało uwiecznione. Oglądanie tych przejmujących dzieł porusza i prowokuje do refleksji.

Co ciekawe, w jej pracach erotyzm bardzo często spotyka się ze śmiercią. Można to zaobserwować przykładowo na słynnym portrecie Cindy Crawford z 1993 roku. Modelka pozuje na nim nago z wężem, który oplótł jej ciało. Arcydziełem jest natomiast fotografia przedstawiająca nagich Yoko Ono i Johna Lennona, wykonana na chwilę przed tym, jak słynny muzyk został zamordowany. Wiele osób znających tę parę powiedziało, że Leibovitz perfekcyjnie i z wyczuciem uchwyciła istotę ich związku. Mówiąc szczerze, trudno się z tym nie zgodzić.

Słynna fotograf zaczynała w magazynie „Rolling Stone”, gdzie jej redakcyjnym kolegą był między innymi kontrowersyjny amerykański pisarz, Hunter S. Thompson. Po latach Leibovitz wspominała, że narkotyki były w redakcji na porządku dziennym, a jako że mocno weszła w to środowisko, nie udało się jej ich uniknąć. Później przyznała, że ciężka praca połączona z intensywnym imprezowaniem mocno odbiła się na jej zdrowiu. Swoją drogą, narkotyczne odjazdy z autorem „Las Vegas Parano” to kolejna rzecz, której wiele osób zapewne jej zazdrości.

Kiedy zyskała duże uznanie, rozpoczęła współpracę z innymi czasopismami, na przykład z „Vanity Fair”. Chociaż lubi prowokować i cechuje ją wielka odwaga, jednocześnie robi to z wyczuciem, czułością i smakiem. Dlatego nie odmawiają jej największe osobistości tego świata, łącznie z prezydentem Obamą i jego małżonką. Absolutnie nie jest przesadą stwierdzenie, że czego by się nie dotknęła, zamienia w fotograficzne złoto. W związku z tym to właśnie jej powierzono fuchę oficjalnego fotografa igrzysk olimpijskich w Atlancie. Nie można też nie wspomnieć o wystawie „Kobiety”, portretującej pełen przekrój pań – od dziewczyn do towarzystwa w Vegas, po te pracujące w kopalniach czy nawet farmerki. Bajecznym pomysłem jest sesja, w ramach której największe światowe gwiazdy wystylizowano na postacie z bajek Disneya.

Poza tym Leibovitz uwieczniła między innymi aktualnego Jamesa Bonda, czyli Daniela Craiga. Listę jej modeli można by wymieniać długo i zastanawiać się, czy przypadkiem nie ma końca. W 1975 roku członkowie zespołu muzycznego The Rolling Stones zaproponowali fotografce, by towarzyszyła im z aparatem w czasie ich trasy koncertowej po świecie. Dzięki temu powstało mnóstwo fantastycznych fotograficznych dzieł, chociażby ikoniczne fotografie przedstawiające Micka Jaggera i Keitha Richardsa. W intrygujący sposób uwieczniła również innych legendarnych muzyków, na przykład Boba Dylana i Patti Smith.

Zupełnie inny klimat towarzyszy jej wystawie i albumowi „Pilgrimages”, będącym odpoczynkiem od zleceń i powrotem do pełnej artystycznej wolności. Minimalizm tych prac staje się ich największym atutem. Leibovitz miała już dość faktu, że musi się koncentrować na fotografowaniu tego, co jej zlecą. Postanowiła więc zaszaleć, wykonując portrety… bez ludzi. Wyruszyła w podróż po Ameryce, odwiedzając domy sław z przeszłości, takich jak Abraham Lincoln, Virginia Woolf, Elvis Presley czy Emily Dickinson. Te prace dowodzą wielkiej wrażliwości, spostrzegawczości i wyczucia na detale. Coś pozornie banalnego, na co często nie zwraca się uwagi, urasta w nich do rangi arcydzieła. Intrygującym „modelem” uczyniła również Niagarę.

W jej zdjęciach często nie sposób się nie zakochać. Analogicznie, Annie Leibovitz zakochuje się w fotografowanych przez nią, ludziach i miejscach. W rękach Amerykanki aparat fotograficzny staje się afrodyzjakiem dającym wielką przyjemność ludziom na całym świecie.

Tekst: MICHAŁ HERNES
Zdjęcia: ANNIE LEIBOVITZ

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera