Powody, dla których powinniście pójść na film „Na plaży Chesil”

Dziewczyna siedząca na łodce i w oddali chłopak

Adaptacja powieści Iana McEwana, zatytułowana tak samo, jak film – Na plaży Chesil, 13 lipca weszła oficjalnie do polskich kin. Jeśli jesteście sceptyczni wobec romantycznych filmów, przedstawiamy Wam kilka powodów, dla których powinniście porzucić swoje uprzedzenia.

SAOIRSE RONAN – JEST W NIEJ COŚ MAGICZNEGO

W romansie Na plaży Chesil, Saoirse Ronan (Lady Bird) wciela się w utalentowaną skrzypaczkę Florence, dla której noc poślubna okaże się przełomowym doświadczeniem – rodzajem soczewki, przez którą w retrospekcjach poznamy przeszłość, ale i wydarzeniem mocno rzutującym na przyszłość jej oraz jej nie mniej przestraszonego męża. Tego ostatniego gra wschodząca gwiazda brytyjskiego kina, znany z Dunkierki Billy Howle.

Aktorzy spotkali się na planie już wcześniej: zagrali razem w adaptacji Mewy Antoniego Czechowa w reżyserii Michaela Mayera. Na drugim planie Na plaży Chesil pojawia się cała plejada wspaniałych brytyjskich aktorów, na czele z pamiętną z Przełamując fale, zjawiskową Emily Watson, która zagrała tu snobistyczną matkę Florence.

Ian McEwan był wniebowzięty, kiedy okazało się, że to Saoirse Ronan zagra Florence. Nasze ścieżki skrzyżowały się już przy Pokucie. Saoirse jest wyjątkowa – to jedna z tych aktorek, które samą tylko ciszą i wyrazem twarzy potrafią przeprowadzić widza przez proces myślowy postaci. Jest w jej grze wiele rzeczy niepowiedzianych w ogóle, niedopowiedzianych lub nawet niepomyślanych. Saoirse jest profesjonalistką, może wyjść z postaci i wejść w nią ponownie w kolejnych ujęciach i przerwach między nimi, nawet w tych najbardziej intensywnych. Jest w niej coś magicznego – niezwykła hojność w stosunku do osób, z którymi gra. Poza tym ma gigantyczną inteligencję emocjonalną i analityczną.

Saoirse Ronan była z kolei zachwycona kolejną okazją przeniesienia na ekran postaci, która
wyszła spod pióra Iana McEwana. Chętnie grałabym jego bohaterki przynajmniej raz na
dziesięć lat – są przekonujące i złożone – zapewnia, nawiązując do swojej pierwszej ważnej
roli sprzed ponad dekady, czyli Briony w Pokucie.

Saoirse przyznaje, że Briony i Florence z Na plaży Chesil są zupełnie różne, ale uważa, że łączy je wątek presji społecznej wywieranej na młodych ludzi w każdej epoce, by być i zachowywać się w określony sposób. Widać, że Iana pociąga ten temat. Ze względu na szczególną zażyłość z pisarzem, aktorce szczególnie zależało na uszanowaniu jego wizji.

Ian zdaje sobie sprawę, że film i literatura to dwa różne media, więc pozostawia aktorom wolną przestrzeń. Klarowność jego powieści pomaga: on doskonale wie, jacy są jego bohaterowie. To bardzo pomocne w pracy aktora. Fakt, że pracowałam wcześniej z Billym przy Mewie też dużo tu ułatwiał. Mimo to przyznaję, że praca była ciężka. Nie jest łatwo nakręcić film kostiumowy w sześć tygodni. Ale byłam otoczona wspaniałymi ludźmi, więc praca przy Na plaży Chesil była czystą przyjemnością. I chrztem bojowym. Dominic powiedział mi, że jeśli dam radę to zrobić, to mogę zrobić wszystko!

Czytaj również: Noc, po której nic nie będzie takie samo: „Na plaży Chesil” wchodzi do kin!

DOMINIC COOKE – OD TEATRU DO FILMU

Adaptację Na plaży Chesil, opowieści zawierającej wszystko, co kino tak kocha: romans usiany przeszkodami, fascynujących bohaterów – planowano już od ośmiu lat. Scenariuszem interesowało się wielu. Początkowo reżyserować miał Sam Mendes, kiedy jednak, ze względu na pracę przy Skyfall, zdjęcia się opóźniały, zmieniono plany. Reżyserią zajął się Dominic Cooke, który – będąc już uznanym twórcą teatralnym, przez lata kierującym słynnym Royal Court Theatre przy Sloane Square w Londynie – debiutuje tu na dużym ekranie. Swoim doświadczeniem scenicznym wprowadził do filmu szlachetność, precyzję oraz nieco staroświecki angielski sznyt.

Jednym z aspektów zdjęć, które najbardziej ucieszyły Saoirse, była decyzja reżysera, by filmować jak najwięcej w długich ujęciach. To zawsze działa dobrze na aktorów, ponieważ w prawdziwym życiu nie ma cięcia czy przerwy. W scenach na plaży kręciliśmy nawet 15–minutowe ujęcia. Saoirse przyznaje, że przypominało to grę w teatrze: Świetnie się to dla mnie sprawdzało, ponieważ kilka miesięcy wcześniej grałam w swoim pierwszym spektaklu na Broadway’u, Czarownicach z Salem. Billy też ma doświadczenie sceniczne, a Dominic oczywiście sam wywodzi się z teatru. To był akt wiary z jego strony, ale zaufał swoim aktorom i operatorowi.

Ponadto Saoirse czuła, że wypowiadanie kwestii z typowym brytyjskim akcentem pomogło jej odnaleźć prawdziwy charakter Florence: Ten akcent mówi dużo o społeczeństwie i przynależności klasowej, w których wyrastała dana osoba, jak komunikowała się z ludźmi i jak otwarta lub wycofana była. Żeby zbliżyć się do swojej bohaterki, aktorka przeanalizowała nawet życiorys słynnej wiolonczelistki Jacqueline du Pré, której pochodzenie było podobne do tego Florence (warto dodać na marginesie, że Emily Watson, która gra matkę Florence, była nominowana do Oscara za rolę du Pré w filmie Hilary i Jackie z 1998 roku).

MODA U PROGU ZMIAN: KOSTIUMY

Przed rozpoczęciem zdjęć Dominic Cooke rozdał swoim aktorom rozpisaną oś czasu lat 1961-62. Była tam muzyka, jedzenie, strach przed bombą atomową – mówi Saoirse. Powieść Iana McEwana jest bowiem bardzo specyficzna pod wieloma względami. Czas akcji – ślubu Florence i Edwarda – to rok 1962, tuż przed powstaniem nowej kultury młodzieżowej i wybuchem rewolucji seksualnej, która porwie świat Zachodu. Geograficzną lokalizacją książki jest wyjątkowa plaża Chesil. Te szczególne cechy historii były nieocenioną podstawą pracy dwóch kluczowych osób w ekipie produkcyjnej filmu: kostiumografa Keitha Maddena i menadżera lokacji, Henry’ego Woolley’a.

Akcja ma miejsce na samym początku lat 60., w okresie kluczowym zarówno dla mody, jak i dla historii, mówi Keith. To był przeddzień rewolucji. Beatlesi jeszcze się nie pojawili. Dziewczyny nadal w większości ubierały się jak swoje matki, a chłopcy jak swoi ojcowie, czyli, krótko mówiąc – konserwatywnie. Jeśli chodzi o Florence, to widzę w niej przede wszystkim skrzypaczkę. Jest wycofana, nie interesuje jej moda. Jest dziewczyną, która prawdopodobnie mieszkała w uniwersyteckim internacie z rówieśniczkami o podobnym pochodzeniu. Jej matka ma już swoje lata, więc nie może być bardzo modna, tkwi jeszcze raczej w połowie lat 50. A skoro wpływ na Florence pochodzi od jej matki, to ona sama też nigdy nie ubierała się modnie. Była miła i interesowała się muzyką. To była właśnie ta wrażliwość, którą chciałem pokazać.

Ubrania Florence i Edwarda podkreślają różnice w ich pochodzeniu. Edward wygląda na niezbyt zadbanego, odrobinkę znoszonego, zauważa Keith. Wygląda, jakby cały czas nosił tę samą marynarkę, podczas gdy ona przebiera się bardzo często. Dla jej rodziny pieniądze nie są problemem. Mimo że pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny, Edward ma poczucie przyzwoitości, typowe dla wczesnych lat 60. Chce być taki jak jego ojciec, nauczyciel, mówi Keith.

Większość mężczyzn w tamtych czasach nosiła marynarki i krawaty. Ich brak byłby oznaką braku szacunku, a wręcz niechlujności. Edward ma też ambicje – a na filmach z epoki, np. Z soboty na niedzielę, widać, że Albert Finney, grający aspirującego młodego chłopaka z klasy pracującej, także nosi krawaty.

Z drugiej strony ślubna sukienka Florence musiała być wyjątkowa i robić wrażenie wizualne. Patrząc na prawdziwe sukienki z tamtego okresu, widać, że na początku lat 60. kolory były bardzo wyraziste. Do tego kręciliśmy na plaży bez względu na pogodę, więc jeśli akurat trafilibyśmy na szarą i ponurą, chciałem dać Saoirse niebieskie niebo, którego akurat nie było. Nie chciałem używać kolorów neutralnych. Celem było to, żeby obydwoje wyróżniali się na tle plaży, w kontraście do siebie samych i nieba. Miałem nadzieję, że użycie tego koloru doda całości dramaturgii, dopełni to, co dzieje się między bohaterami.

W scenie na plaży Billy ma na sobie uroczy granatowy garnitur, białą koszulę, kasztanowy krawat i spinki do mankietów. To kwintesencja lat 60. Także wśród strojów, które Florence nosi w filmie, ten był najbardziej w stylu tamtych lat. Wyglądają przez to, jak nowoczesne małżeństwo. Ale Keith dostrzega też specyfikę tamtych czasów: Gdyby ich ślub przypadł na kilka lat później, mogłoby im być lepiej. Mogliby poruszać więcej tematów. O wiele więcej by się działo.

KRAJOBRAZ, KTÓRY ŻYJE

Większość zdjęć do filmu powstała na autentycznej plaży Chesil w Dorset, będącej częścią Wybrzeża Jurajskiego – drugiego w historii obiektu naturalnego w Wielkiej Brytanii umieszczonego na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Autorem zdjęć jest wybitny brytyjski operator Sean Bobbitt, znany chociażby ze współpracy ze Stevem McQueenem. Swoich umiejętności w nadawaniu naturze dramaturgicznej roli dowiódł już między innymi przy okazji realizacji filmu Zniewolony. 12 Years a Slave.

To właśnie plaża Chesil była kluczem, miejscem, gdzie nakręcona została długa, emocjonalna, decydująca scena między Florence a Edwardem. Nie szukaliśmy długo, mówi menadżer lokacji, Henry Woolley. To wyjątkowe miejsce i jest tak ważne dla tej historii, że wiedzieliśmy, że musimy tam kręcić, jeśli to tylko możliwe. Jest ono także bardzo filmowe – i równie trudno dostępne. Jest oddzielone od stałego lądu zalewem i ma długość około piętnastu kilometrów.

Plaża Chesil (słowo Chesil pochodzi ze staroangielskiego słowa oznaczającego kamyk nadmorski) to obiekt chroniony, o specjalnym znaczeniu naukowym, bogaty w skamieliny i znaczący dla fauny i flory. Jak zauważa Henry, ekipa musiała być niezwykle uważna, żeby zminimalizować szkody spowodowane swoją obecnością w trakcie zdjęć i po nich.

Staraliśmy się maksymalnie wykorzystać nasz czas tam i sprawić, żeby lokacja wyglądała tak filmowo, jak to możliwe. Współpracowaliśmy z ludźmi zarządzającymi plażą, którzy byli niezwykle pomocni. Jest to prywatnie zarządzana plaża, ale administrator bardzo nam wszystko ułatwiał. Mieliśmy ze sobą cały sprzęt, ale mogliśmy go przetransportować tylko małymi łódkami. Zdecydowaliśmy, że chcemy tam nakręcić ujęcia z żurawia, co oznaczało w efekcie przewiezienie go w częściach właśnie tymi małymi łódkami.

POWRÓT MISTRZA

Historia pary nowożeńców – świeżo upieczonych absolwentów, którzy na początku lat 60. mają skonsumować swój związek w pensjonacie przy tytułowej plaży – potoczy się inaczej, niż początkowo zakładali. Bo choć łączy ich uczucie, a także wspólny strach przed pierwszym
zbliżeniem i nieumiejętność rozmowy o sprawach intymnych, dzieli dużo więcej – klasa społeczna, doświadczenie życiowe, zakorzenione w głowach schematy zachowań przypisane mężczyźnie i kobiecie. Bo w świetnych nastrojach są tylko na pozór. To właśnie tworzenie i utrzymywanie pozorów jest najczęstszą przyczyną dramatów w książkach McEwana, które filmowcy uwielbiają ekranizować.

Ten sam temat pojawia się też w innych filmowych adaptacjach książek Iana McEwana. W Betonowym ogrodzie, kiedy po śmierci rodziców, rodzeństwo usilnie próbowało utrzymać status quo, Ukojeniu, gdzie dwie pary, poznające się przypadkiem w Wenecji, prowadziły ze sobą misterną grę czy w melodramacie szpiegowskim Niewinni. Wszystkie te książki sfilmowano już na początku lat 90. Po pierwszą sięgnął Andrew Birkin, który obsadził Charlotte Gainsbourg w roli głównej, za drugą (jako Pociecha od obcych) zabrał się Paul Shrader (zagrali: Christopher Walken i Helen Miren), a trzecią John Schlesinger, obsadzając Anthony’ego Hopkinsa i Isabellę Rossellini. Co ciekawe, w tym samym czasie twórczość McEwana na warsztat wziął także polski twórca, obecny rektor łódzkiej filmówki, Mariusz Grzegorzek, kręcąc Rozmowę z człowiekiem z szafy. Choć nie wszystkie adaptacje dorównywały kunsztem pióru McEwana (ze względu na badanie mrocznych rejonów ludzkiej natury nazywanego Ian Makabra), filmowcy nie rezygnowali z kolejnych adaptacji jego dzieł.

Jedną z najbardziej udanych prób okazało się Przetrzymać tę miłość z Danielem Craigiem i Samanthą Morton grających małżeństwo, które musi zmierzyć się z wkraczającym w ich życie
intruzem. Pokazywany i w polskich kinach film Rogera Mitchella podejmował ważny temat stalkingu i mierzenia się z traumą.

Po premierze Na plaży Chesil na festiwalu w Toronto krytycy podkreślali elegancję i zmysłowość romansu nakręconego przez Cooke’a. The Hollywood Reporter porównało film do dzieł brytyjskiego mistrza Terence’a Daviesa, a Variety do klasyka angielskiego kina, Spotkania Davida Leana z 1945 – melodramatu o ludziach, dla których poczucie obowiązku jest ważniejsze niż zaskakujące ich uczucie. Owen Gleiberman z Variety nazywa film subtelną i zmysłową grą wypartego pożądania, co podkreśla szczególnie celne unaocznienie niepotrzebnych strat poczynionych przez opresyjne podejście do cielesności sprzed rewolucji seksualnej. Na pewno pozostaje to w zgodzie z literą powieści McEwana, który zawsze staje po stronie ludzi, nigdy tłamszących ich zasad. Może dlatego moda na filmowanie jego dzieł trwa już prawie 30 lat?

Komentarze
Powody, dla których powinniście pójść na film „Na plaży Chesil”
Oceń artykuł