Czy fanboje są mentalnymi przedszkolakami?

Chłopak w czerwonej koszulce siedzi w szkolnej ławce

Wróćmy na chwilę do czasów, gdy wszyscy mieliśmy pięć lat i naszym ulubionym zajęciem było przechwalanie się tym, co potrafimy lub jakie zabawki posiadamy. Oczywiście w ten sposób zaczynała się każda kłótnia: „a ja mam lepszy rower od twojego”, „nieprawda, mój jest lepszy” i tak przez kolejne pół godziny. Większość z nas na szczęście z tego wyrosła, ale nie wszyscy. Niektórzy zamienili rowerki na smartfony.

Na początku należy wyjaśnić zasadniczą kwestię: kim jest fanboj? Nie należy mylić tego określenia ze zwykłym fanostwem. Różnicę między fanem, a fanbojem da się opisać bardzo prosto. Uznajmy, że mamy dwie osoby, które lubią banany. Jedna z nich owszem, lubi je, ale uznaje też, że istnieją inne owoce jak jabłka czy gruszki i nie narzuca swojego gustu wszystkim dookoła, a nawet czasami zje coś innego. Druga osoba uważa, że wszystko, co nie jest bananem, jest bez sensu i powinno zostać zlikwidowane z powierzchni planety (razem z osobami, które nie lubią bananów).

Fanboj (z angielskiego: fanboy) to osoba, która mówiąc delikatnie: cechuje się skrajnie nadmiernym entuzjazmem wobec czegoś lub kogoś. Zwykle, mówiąc już kolokwialnie, jest to ślepe i zupełnie subiektywne uwielbienie dla określonej marki. Gdzie w internecie spotkać fanboja? Praktycznie wszędzie, chociaż te najciekawsze „dyskusje”, z cyklu tych, do których czytania należy zrobić sobie kubełek popcornu, zdarzają się na Twitterze i Facebooku. Dziedzin, których dotyczą, jest wiele, ale skupmy się na tych dotyczących smartfonów.

Rysunek przedstawiający anatomie fanboja

Na ringu mamy trzy główne ugrupowania: wyznawców Androida, iOSa i Microsoftu. Tak zaczyna się cała zabawa. Fanboj Androida zaraz napisze coś w stylu: „Posiadacze iPhonów — nawet mi was nie żal”, wyznawca iOSa odpowie: „Wolałem jak Instagram był tylko dla nas, bez tych śmieciowych zdjęć z Androida”. O posiadaczach telefonu z systemem Windows najlepiej nie powiedzieć nic, tylko ich wyśmiać, że żyją w innej rzeczywistości. Każdy broni swojego smartfona, jakby od tego zależała przyszłość całego wszechświata.

Przy okazji tych dyskusji w większości budzi się też wyjątkowy zmysł estetyki (o ile zwykle nie są w stanie skomponować pasującego kolorystycznie ubioru). „Ta ramka dookoła ekranu jest obrzydliwa”, „bardzo brzydkie wykonanie obudowy, pewnie z najtańszych materiałów”, „nie podoba mi się, że na obudowie odciskają się ślady palców”. Oczywiście ich telefon jest idealny, to reszta jest pomyłką technologii, stylu i gustu.

Patrząc zupełnie obiektywnie, o każdym ze smartfonowych gigantów można powiedzieć, że nadaje się jedynie do wyrzucenia przez okno. Telefony Apple zginały się w kieszeni, smartfony z Androidem nagrzewały się do tego stopnia, że zaczynały się palić. Windows Phone z kolei został zignorowany przez większość twórców aplikacji, przez co jego użytkownicy mają dostępną mocno ograniczoną bazę.

A teraz w drugą stronę. Lubisz Androida? To super, bo jest faktycznie świetny. iOSa? Nic dziwnego, zrobił wrażenie na miliardach ludzi. Windows Phone? Masz rację, interfejs z kafelkami był świetnym pomysłem. Wystarczy odrobina obiektywizmu, ale problem w tym, że bycie fanbojem to faktycznie „stan umysłu”. Wojny między platformami i smartfonami powinny mieć miejsce jedynie tam, gdzie powstają, czyli w firmach. Pracujesz dla Googla lub Apple? No właśnie. Chcesz pracować? Wyślij CV z dołączoną kopią wszystkich tweetów, w których tak dzielnie walczyłeś o dobre imię firmy.

Nie jesteśmy już w przedszkolu, większość wyznawców którejkolwiek z platform skończyła już także szkołę średnią. Nikogo nie obchodzi jaką smartfonową wiarę wyznajesz. Nie musisz robić z siebie żołnierza technologii i strzelać hejtem we wszystkich, którzy myślą inaczej niż ty. To tylko i wyłącznie telefon, który i tak za jakiś czas zmienisz. Urządzenie, a nie przedłużenie twojego ego. Nie trzeba wytykać nikomu, że ma iPhone’a tylko i wyłącznie dlatego, żeby się lansować i być hipsterem. Nawet jeśli to nie twój interes.

Walczące misie

Rozwiązanie problemu mogłoby być proste: wystarczyłoby zaakceptować różnorodność gustów i dać sobie na wstrzymanie i zamiast siedzieć przed ekranem i wypisywać głupoty zrobić coś, co miałoby sens — np. wysłać CV do Google. Równie dobrze możemy zostać na starych śmieciach i dalej rzucać w siebie obelgami z cyklu „o tym jakim jesteś człowiekiem, decyduje to, jaki masz telefon”. Strach myśleć co by było, gdyby wszystkie firmy zajmujące się platformami zaczęły produkować na przykład lodówki wspierane system Android, iOS lub Microsoft. Wtedy po przyjściu do kumpla na piwo można byłoby od razu wyśmiać jego lodówkę i przynieść na plecach własną, bo jest zdecydowanie lepsza.

Tekst: Klarysa Marczak

Oceń artykuł