Valentino A/W 15

O pokazie Valentino podczas Paryskiego Tygodnia Mody słyszał już każdy. Wszystko za sprawą Bena Stillera i Owena Wilsona, którzy wcielili się w bohaterów granych przez nich w nowej komedii „Zoolander”, drugiej części filmu z 2001 roku. I przeszli po wybiegu, kradnąc całe show.

O wydarzeniu mówi się także dużo, ponieważ w sieci krąży filmik, na którym Ben Stiller kradnie telefon francuskiego vlogera Jeroma Jarrre’a i robi selfie z wybiegu. Publiczność była zachwycona, wszyscy lubią, gdy dzieje się coś zaskakującego. Po pokazie nawet Anna Wintour nazwała Stillera przyjacielem. Stiller miał na sobie czarny, błyszczący, dwuczęściowy garnitur i czarny płaszcz zarzucony na ramiona, Wilson pod płaszczem miał niebieską, jedwabną piżamę.

No dobrze, promocja filmu udana, Ben Stiller miał naprawdę niezły pomysł.  Ale czy na tej współpracy zyskały obie strony? O kolekcji, którą zdecydowanie należy zaliczyć do jednej z lepszych podczas Paryskiego Tygodnia Mody, mówi się niestety mało. My skupiamy się na projektach.

Zdecydowanie na pierwszy plan wybija się tu kobiecość. Projektanci Valentino zachęcają nas do uwodzenia nieśmiało odkrytym ciałem. Długie suknie z lejących tkanin i seksowne przezroczystości, dziewczęce falbany, koronki, tiul, czyli kwintesencja modowej kobiecości. Zachwycające połączenia materiałów i tkanin, piękna długa suknia z naprzemiennie ułożonych poziomych pasów zmysłowej czarnej koronki i kolorowych kwiatów. Nawet głęboki dekolt sięgający niemal pępka, który już dawno został uznany za jeden z najgorszych trendów, jakie wymyślono, wygląda tu dobrze. Szyku dodają również błyszczące, ocierające się o barok aplikacje. Kokardy wiązane pod szyją i skórzane kozaki sięgające połowy łydki, wieńczą dzieła. Kolekcja łączy wszystko, co już było i nadaje temu nowy, świeży look.

Szkoda tylko, że to nie sama kolekcja, a Ben Stiller i Owen Wilson zrobili na widzach największe wrażenie.

 

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera